Dwa źródła

Dostajemy „na wyposażeniu” dwa rodzaje źródeł informacji: czucie (odczucia fizyczne i emocje) oraz umysł (sposób myślenia, przetwarzania danych z doświadczenia). Czucie jest głosem wewnętrznym, wyrażającym potrzeby (czego chcę); umysł reprezentuje głos zewnętrzny, logikę na bazie doświadczenia uwzględniającego oczekiwania i potrzeby innych ludzi (co jest dostępne, czego chcą inni, co się opłaca). Czucie jest wspólne dla nas wszystkich, ale logika każdego umysłu jest niepowtarzalna jak linie papilarne. Innymi słowy – dostajemy ten sam materiał, ale różne narzędzia do jego obróbki.
Równowaga w korzystaniu z tych dwóch źródeł daje naturalny stan szczęścia – kiedy na podstawie danych z obydwu źródeł świadomie decydujemy, czego nam potrzeba i jak to zdobyć w zgodzie z sobą i innymi. Ten naturalny stan szczęśliwego bycia jest trudny do osiągnięcia, ponieważ od dzieciństwa na wzór rodziców i opiekunów utożsamiamy się na zmianę to z czuciem, to z umysłem, a bardzo rzadko ze świadomością, która dokonuje wyboru po wysłuchaniu obu.
Kiedy bezwzględnie podążamy za swoimi potrzebami, dominujemy, a nawet krzywdzimy innych; kiedy idziemy za logiką umysłu, odcinając się od czucia, krzywdzimy siebie. Ponieważ od dziecka jesteśmy nagradzani przede wszystkim za osiągnięcia intelektualne, więc po latach treningu w utożsamianiu się ze swoim umysłem jemy nie wtedy, kiedy jesteśmy głodni, tylko wtedy, kiedy jest przerwa w pracy, albo jest towarzystwo, albo kiedy mamy na to czas; jemy nie to, czego potrzebuje nasz organizm, tylko to, co jest, albo co zaleca jakaś dieta; śpimy tyle, na ile pozwala nam budzik, nie zapotrzebowanie organizmu; jesteśmy aktywni, kiedy pozwala nam na to grafik, a nie kiedy potrzebuje tego nasze ciało; ubieramy nie to, co daje nam komfort, tylko to, co jest modne. Pracujemy nie do zmęczenia, które sygnalizuje nam ciało, tylko tyle, ile wymaga „sytuacja”, awans, zrobienie kariery. Umysł nie pozwala nam na rozwijanie zainteresowań, naszych naturalnych predyspozycji, bo nie mamy na to czasu i siły; odcina nas od odczuć i emocji, żeby osiągnąć konkretny efekt lub cel; zamienia naszą niematerialną wiarę w materialną religijność. Umysł sprawia, że staramy się stworzyć obrazki, które mają nas uszczęśliwić, ale bez czucia nie jesteśmy w stanie tego zaplanowanego szczęścia doświadczyć.
Więc czasami dla równowagi czucie bierze górę i wycina umysł – jemy w środku nocy i jemy rzeczy, które nam szkodzą; śpimy cały weekend albo trenujemy bez wytchnienia za cały miesiąc, chodzimy wyłącznie w wyciągniętym dresie; imprezujemy do rana; układamy puzzle cały dzień; wyrzucamy z siebie wszystkie nagromadzone emocje w kłótni o drobiazg; i obwiniamy Boga za życie bez sensu, bo tak czy siak czujemy się źle.
Kiedy utożsamiamy się tylko z częścią siebie – czy to z czuciem, czy umysłem – staramy się być szczęśliwi, ale za bardzo nam się to nie udaje, bo niewysłuchane negatywne emocje nie chcą odejść, a nawet pojawiają się nowe, prowokując umysł do silniejszego działania przeciwko nim. Kiedy jak mediator wysłuchujemy każdej strony, a potem decydujemy, co będzie najlepszym rozwiązaniem, doświadczamy pozytywnych emocji (radości, spokoju, nadziei, satysfakcji). Na ile staje się to naszym nawykiem, na tyle emocje stają się stanem – na tyle jesteśmy w życiu szczęśliwi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s