Projekcja

Nie widzimy świata takim, jaki jest. Widzimy świat przez okulary swojego „ja”. Optymiści widzą pełną część szklanki z wodą, pesymiści pustą. Kiedy pokażemy komuś plamę o niejednoznacznym kształcie, głodny zobaczy jedzenie, gołębiarz ptaka, dziecko serduszko, ktoś rządzony nienawiścią – plamę krwi. Projektujemy na zewnątrz to, co dla nas ważne – co jest naszą pasją lub fobią, co jest naszą dumą lub traumą.

Obserwując to, co ktoś wybiera, na co reaguje, na co zwraca uwagę można jak w lustrze zobaczyć to, co dzieje się w jego umyśle. Im większe zafiksowanie na czymś, tym silniejszy jest przymus działania. Może mieć nawet zasięg światowy, kiedy jeden niski brunet o ciemnych oczach postanawia zniszczyć wszystkich podobnych do siebie i zostawić na świecie tylko wysokich niebieskookich blondynów, którzy zastąpią mu lustro, którego nienawidzi. Albo kiedy ludzie związani celibatem lub nękani skłonnościami pedofilskimi skupiają się na cudzym pożyciu małżeńskim, wzorcu rodziny, wzorcu seksualności. To próby rozwiązania własnych problemów wewnętrznych za pomocą sterowania światem zewnętrznym. Nigdy nie przynoszą ulgi, bo są jak drapanie się w nogę, kiedy swędzi łokieć – ale nie zawsze mają negatywny społecznie wydźwięk. Gdyby nie osobista tragedia Ewy Błaszczyk, nie byłoby kliniki „Budzik”. Gdyby nie doświadczenia braku troskliwej miłości, nie byłoby „psiarzy”, „kociarzy” czy „koniarzy” ratujących ich każdym kosztem. 

Kiedy chcemy sprawdzić czy poprawić swój wygląd, patrzymy w lustro. Kiedy chcemy zauważyć czy rozwiązać wewnętrzny problem, popatrzmy w co się angażujemy, jak reagujemy, co w zewnętrznym świecie wyzwala zapisane w nas stare emocje, i tym zajmijmy się najpierw. Bo jeśli będziemy projektować swoją nienawiść czy cierpienie na innych, nigdy nie pozbędziemy się tych uczuć z własnego serca. A kiedy uda nam się rozwiązać konflikt wewnątrz, to to, co robimy, nie będzie emocjonalnym kosztorodnym przymusem, tylko wolnym wyborem przynoszącym satysfakcję i gratyfikację.

Inna perspektywa

To, co w nas pozytywnego, wydobyte na światło dzienne rozkwita. To, co w nas negatywnego, wydobyte na światło dzienne ginie jak wampir. Dlatego warto wyrażać siebie, nazywać myśli i uczucia, poddawać je prześwietleniu. 
Robimy to w jakimś stopniu cały czas, ale zazwyczaj bardzo oszczędnie, bo życie szybko nas uczy, że odkrywając siebie narażamy się na brak zrozumienie, ocenianie, utratę akceptacji czy manipulację ze strony innych ludzi. Ale to zablokowanie ma swój koszt – to, co w nas dobre, usycha bez światła i ciepła; to co nas gryzie, rośnie w ciemności i uwiera coraz bardziej.
Co przeszkadza nam samym deformuje też nasze relacje z innymi – te bliskie i te formalne, prywatnie i zawodowo – sprawiając, że nawet jeśli osiągamy swoje cele to nie czujemy się szczęśliwi lub że nasze życie nie jest tak satysfakcjonujące jak mogłoby być.

Po to są profesjonaliści – psycholodzy, terapeuci – żeby stworzyć optymalne warunki do bezpiecznego wyłożenia na stół tego, co się w sobie nosi i przyjrzenia się temu z dystansem. Bez oceniania, bez zagrożenia, że zostanie to niewłaściwie użyte. Ze zrozumieniem i wynikającą z niego akceptacją dla wszystkiego, co ludzkie. 
Psycholog nie jest wyrocznią, która wie więcej o kimś niż on sam, nie podejmie za nikogo decyzji, nie wskaże jedynego słusznego rozwiązania. Psycholog jest ekspertem w zakresie wiedzy o ludziach, o mechanizmach rządzących naszym zachowaniem i samopoczuciem. Może pomóc zobaczyć siebie od zewnątrz jego oczami, poprzez jego wiedzę i doświadczenie. Wszystkie odpowiedzi nosimy w sobie, potrzebujemy tylko zadać sobie właściwe pytania, żeby je sobie uświadomić – dlatego zmiana perspektywy wystarcza, żeby samemu znaleźć rozwiązanie, wybrać właściwy kierunek.

Percepcja tunelowa

Czasem tak bardzo skupiamy się na wejściu na szczyt, że jesteśmy przygotowani dosłownie na wszystko, co nas może spotkać po drodze. A po małej próbie okazuje się, że problemem nie jest zdobycie szczytu, tylko powrót na dół, którego nie zaplanowaliśmy, przez co perfekcyjna wędrówka zamienia się w walkę o przeżycie.

Złam schemat

Jeśli nie widzimy logicznego rozwiązania sytuacji w fizycznej rzeczywistości, nie oznacza to, że ono nie istnieje. Raczej istnieje, ale jest niedostępne za pomocą tego schematu myślenia, którym próbujemy dany problem rozgryźć. 

To, co życie mówi do nas każdego dnia na dzień dobry i na dobranoc brzmi: „złam schemat”.

Oczyszczanie

Usuwanie fałszywych przekonań na swój temat z własnego umysłu boli tak samo jak czyszczenie rany czy zepsutego zęba. Dlatego często pojawia się pokusa, żeby skończyć to oczyszczanie jak najszybciej, zamknąć sprawę, zakleić, zaplombować, zapomnieć i iść dalej. Problem w tym, że jeżeli zostawimy choć trochę przyczyny, która spowodowała problem, to nieważne czy jest to lęk czy bakteria, wcześniej czy później infekcja się odnowi.

Wewnętrzny kompas

Każdy z nas rodzi się z wewnętrznym kompasem – czuciem, które wystarczyłoby, żeby przejść przez życie zarówno bezpiecznie jak i radośnie. 

Niestety w procesie wychowania dowiadujemy się, że czujemy niewłaściwie, nie powinniśmy czegoś czuć lub wręcz że powinniśmy się wstydzić tego co czujemy. W ten sposób zostajemy zaprogramowani na spędzanie życia na walce ze sobą, z własnym systemem ostrzegawczo-naprowadzającym. Trenujemy ignorowanie odczuć z ciała i emocji, więc zaskakuje nas ich skumulowanie – choroby fizyczne i zaburzenia emocjonalne. 

A lawina problemów, pod którą giniemy jest zawsze skutkiem zignorowania pierwszego małego kamyka, konsekwencją zlekceważenia pierwszego sygnału ostrzegawczego i tych następnych, które za sobą pociąga.

Wrażliwość na własne odczucia i emocje to radar, który jest w każdym z nas, choć używamy go w różnym stopniu – na ile w niego wierzymy, a na ile wierzymy, że inni ludzie (tak jak kiedyś rodzice) wiedzą lepiej, czego nam trzeba. 

Problem

Wydaje nam się, że problemem jest odrywający się guzik. Przyszywamy go, ale naszą uwagę przykuwa reszta guzików, bo w zasadzie nie pasują do tego płaszcza. Wymieniamy guziki i na chwilę czujemy satysfakcję, płaszcz wygląda jak nowy. Ale nie pasują teraz do niego dodatki, jakie nosimy. Kupujemy nowe dodatki, wszystko wreszcie pasuje – i wtedy odkrywamy, że to nie nasz styl i właściwie zdecydowanie wolimy kurtki na zamek… 

Tak mniej więcej wygląda przeprogramowanie schematów myślenia ludzkiego umysłu. Problem nie jest tam, gdzie go widzimy, ale nie zobaczymy gdzie jest, jeśli nie zaczniemy go naprawiać tam, gdzie go widzimy, choć go tam nie ma…