Pryzmat

Każdy z nas jest częścią systemu, w każdym tego słowa znaczeniu, także – a może przede wszystkim – w znaczeniu energetycznym. Pobieramy energię z zewnątrz, przetwarzamy i oddajemy na zewnątrz. Tam, gdzie nie mamy wewnętrznych blokad, energia płynie przez nas swobodnie, zasila nas, i właściwie przetworzona, zasila innych, inne elementy systemu. Tam, gdzie wytworzyliśmy wewnętrzne blokady, energia zostaje zatrzymana i obciąża nas zamiast ładować lub szuka sobie obejścia jak woda w zatamowanej rzece – w efekcie czego pewne obszary zostają pozbawione energii, inne dostają ją podwójnie.

Fizycznie potrzebujemy pożywienia i snu, żeby zasilić nasze ciało i móc wydatkować energię na aktywność, ruch, wysiłek fizyczny. Równowaga pomiędzy pobieraniem tego rodzaju energii a wykorzystywaniem jej powoduje, że ciało jest sprawne i zdrowe; odczuwamy to jako fizyczną satysfakcję, jako dobre samopoczucie fizyczne („moje ciało jest ok, mogę na nim polegać”). Brak dobrego samopoczucia fizycznego (zdrowia, siły, wytrzymałości, elastyczności) jest sygnałem o zachwianiu równowagi w tym obszarze.

Przykładowo kompensowanie sobie jedzeniem braku satysfakcji w jakiejś innej sferze (np. zawodowej czy w obszarze relacji międzyludzkich) prowadzi do tego, że energia fizyczna nadmiernie zasila ciało, które tej energii nie wydatkuje; pojawia się ociężałość, otyłość, która materialnie nam pokazuje, że ten „zapas” nie spełnia swojej roli, nie energetyzuje nas, a dociąża, spowalnia, unieruchamia.

Z kolei ograniczanie snu po to, żeby podołać narzuconym sobie nadmiernym obowiązkom powoduje, że zaciągamy coraz większy dług w obszarze energii fizycznej, którą kierujemy „objazdem” na zasilanie satysfakcji w innym obszarze (np. sukcesów w pracy). Przy długotrwałym ustawieniu tego typu stale powiększany dług przekracza możliwości „spłacenia” go – ciało zaczyna niedomagać i chorować, wysyłając sygnały o zaniedbaniu jego potrzeb, o braku równowagi energetycznej. 

Intelektualnie potrzebujemy wiedzy i doświadczenia innych ludzi, żeby skróciły naszą własną drogę poznawania świata i żeby zainspirowały nas do tworzenia czegoś własnego; żeby pomogły nam rozpoznać nasze zainteresowania i predyspozycje. Równowaga pomiędzy uczeniem się od innych a kreowaniem swoich opinii, poglądów, przekonań, a przede wszystkim swojego obszaru działania przyczynia się do poczucia satysfakcji z pracy swojego umysłu („mój umysł jest ok, mogę na nim polegać”). 

Podobnie jak w sferze fizycznej, możemy zaburzyć tę równowagę, czerpiąc za dużo lub za mało z zewnątrz, oraz rezygnując ze swojej kreatywności intelektualnej lub jej nadużywając. Możemy z powodu traumy zablokować w sobie wiarę w swój twórczy potencjał i pozostać przy bezrefleksyjnym naśladowaniu innych. Albo możemy podporządkowywać kolejne obszary życia autorytetom, które uznamy, odcinając dane z własnego odczuwania (co sami lubimy, co nam naprawdę pasuje), uzależniając się od opinii innych i tracąc w ten sposób satysfakcję z siebie w sferze intelektualnej, nie odkrywając obszaru własnej samorealizacji i kreatywności.

I odwrotnie – możemy zablokować w sobie potrzebę uczenia się i robić wszystko po swojemu, albo użytkując swoją energię na wyważanie dawno otwartych drzwi, (udowadnianie oczywistości) albo na tworzenie czegoś niezrozumiałego dla nikogo  poza nami; uświadomienie sobie, że oferowana przez nas energia jest społecznie nieprzydatna wpływa negatywnie na nasze samopoczucie. 

Możemy także skupić się na tworzeniu własnego nowatorskiego dzieła tak bardzo, że podporządkujemy temu potrzeby energetyczne innych sfer (np. dbanie o ciało, relacje z innymi). W tym przypadku ucierpią inne sfery zubożone o energię przekierowaną na wyolbrzymione przez nas potrzeby sfery intelektualnej.

Emocjonalnie potrzebujemy wsparcia opiekunów w zrozumieniu siebie, żeby nauczyć się pomagać innym. Równowaga pomiędzy otrzymanym życzliwym zrozumieniem w odkrywaniu swojej tożsamości a dbaniem o emocjonalne potrzeby innych powoduje dobre samopoczucie emocjonalne: brak silnych i gwałtownych negatywnych emocji, zadowolenie z życia, pozytywny stosunek do świata i innych ludzi („moje emocje są ok, mogę im zaufać”). Brak tej równowagi deformuje nasze relacje z innymi ludźmi.

Tak jak w innych sferach, ta równowaga nie występuje, jeśli „na wejściu” i „na wyjściu” jest nieproporcjonalnie dużo lub mało. Kiedy dostajemy za mało wsparcia,  możemy uznać, że nie mamy tej energii do wydania – wtedy emocjonalnie zamieramy, a nasze relacje z innymi kurczą się i spłycają, mamy nieprzyjemne poczucie braku zrozumienie i niedopasowania społecznego. Możemy też pobrać energię z innej sfery i obdarowywać innych wsparciem tak, jakby ten brak nie istniał; obciążamy wtedy tę inną strefę, tam tworzymy dług energetyczny (np. odkładamy na bok realizowanie swoich pasji, żeby się kimś opiekować, albo zaniedbujemy własne potrzeby fizyczne dla swojej misji wspierania ludzi w trudnej sytuacji). 

Kiedy dostajemy od innych zbyt dużo wsparcia, tracimy wiarę w swoją emocjonalną siłę; zamiast być przekaźnikiem energii, stajemy się jej biorcą i wszelkimi sposobami próbujemy uzyskać jej jak najwięcej „na zapas”, żeby poczuć się bezpiecznie. Jednak im więcej dostajemy pomocy i zrozumienia, tym bardziej uzależnia się od tego nasze emocjonalne samopoczucie: bez stałych dużych dostaw tej energii z zewnątrz dominuje w nim niepewność i lęk. Brak umiejętności przetworzenia energii emocjonalnej powoduje, że pozostajemy bezradnie skupieni na sobie, nie potrafimy emocjonalnie wspierać innych, i odczuwamy to jako rodzaj społecznej niepełnosprawności.

Duchowo potrzebujemy rozpoznać sens życia innych ludzi, żeby zdecydować o własnych wartościach i celach w życiu. Tak jak w pozostałych sferach, jeśli mamy dostęp do tych danych (obserwujemy innych ludzi, czytamy cudze przemyślenia, rozmawiamy na ten temat z innymi, słowem ma kto nas inspirować) i mamy wystarczającą przestrzeń do tego, żeby swobodnie wybrać swoje własne życiowe priorytety, to sfera duchowa pozostaje w równowadze i czerpiemy z niej satysfakcję („mam wpływ na to, kim się staję”).

Jeśli z jakiegoś powodu żyjemy odizolowani od cudzej duchowości, to nie zastanawiamy się nad własną, i wtedy najczęściej nasze zachowanie nie jest spójne, bo wynika z poddania się zewnętrznym okolicznościom. Jeśli jesteśmy wychowywani pod przymusem przejęcia wartości swojej rodziny, tradycji czy kultury, a nie identyfikujemy się z nimi, to nie przekazujemy energii duchowej dalej, na zewnątrz; zduszona zamiera wewnątrz nas, powodując swego rodzaju chorobę – utratę sensu życia, depresję. Jeśli odrzucamy swoje korzenie i próbujemy się określić w oderwaniu od swojego kontekstu, również stajemy się niewiarygodni: chcemy budować pomijając fundamenty. Tylko wtedy, gdy różność na zewnątrz zainspiruje nas do świadomego wybrania swoich życiowych priorytetów, nasze życie staje się świadectwem wierności wybranym przez nas wartościom, i wywiera wpływ na innych, inspiruje innych.

Podsumowując, potrzebujemy jedzenia i snu na utrzymanie zdrowia, na fizyczną aktywność i wysiłek; potrzebujemy wiedzy i doświadczenia innych, żeby znaleźć odpowiedni sposób realizacji swoich talentów i pasji; potrzebujemy emocjonalnego wsparcia innych, żeby tworzyć zdrowe i satysfakcjonujące relacje z innymi ludźmi; potrzebujemy inspiracji innych, żeby odnaleźć sens własnego życia. 

Sfera duchowa decyduje o celu – na co warto wydać energię, a na co nie warto, tak jak nasze wartości decydują na co wydajemy pieniądze. Sfera emocjonalna decyduje o sposobie zarządzania energią – traktowanie siebie na równi z innymi powoduje stałość zasilania, daje mu moc. Sfera intelektualna pozwala nam na określenie obszaru życia, w którym chcemy działać, którym chcemy się zajmować, a sfera fizyczna zapewnia nam na to siły. Każda sfera wpływa na pozostałe.

To niczym cztery suwaki ustawione w naszym dzieciństwie przez okoliczności, w jakich się wychowaliśmy: cel (duchowość), potencjał (emocje), kierunek (intelekt) i siła (fizyczność). Nasze samopoczucie jest informacją o ustawieniu tych „suwaków”, wskazówką, co i gdzie musimy świadomie zmienić jako dorośli, żeby ustawić je harmonijnie – żeby mieć siłę, znać drogę, wierzyć w siebie i wiedzieć, czego się chce od życia. 

W każdej sferze potrzebujemy cudzej energii (dar), żeby wyprodukować coś własnego (wysiłek), co zasili innych ludzi (satysfakcja). Każda przeżyta trauma blokuje przyjmowanie darów, każdy lęk demotywuje, zniechęca do wysiłku i uniemożliwia satysfakcję z przekazania naszej przetworzonej energii dalej. 

Im więcej w nas energetycznych blokad, tym gorsze jest nasze samopoczucie; im jesteśmy szczęśliwsi, tym bardziej przypominamy pryzmat, który rozszczepia otrzymaną wiązkę światła na wszystkie kolory tęczy.

Bilans energetyczny

Mamy dwoje oczu, żeby móc precyzyjnie oceniać odległość. Mamy Serce (które mówi, jak sprawy wyglądają z naszej perspektywy) i Rozum (który mówi, jak sprawy wyglądają z cudzej perspektywy), żeby móc poznać rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę. Kiedy jedno z tego duetu pracuje za dwoje, widzimy rzeczywistość zniekształconą, i na podstawie tych fałszywych danych podejmujemy błędne decyzje. Konsekwencje tych nietrafionych wyborów powodują, że tracimy dobrostan fizyczny i psychiczny. 

Przekonanie, na czym można polegać – na Sercu czy na Rozumie, kształtuje się w procesie wychowania i socjalizacji, w pierwszych latach życia. Z perspektywy dziecka tak to właśnie wygląda, że jego emocje są w konflikcie z logiką opiekunów, i musi wybrać jedno, jednego przewodnika po życiu.

Dzieci, które postrzegają rodziców jako silnych, i które uznają rodzicielski autorytet, decydują, że niewłaściwie czują, i wybierają Rozum, tłumiąc swoje Serce, swoje emocje, swoje odczuwanie. W późniejszym życiu takie osoby stawiająca pierwszym miejscu obowiązki domowe, pracę zawodową, zobowiązania wobec innych ludzi oraz cudze potrzeby – swojego partnera, swoich rodziców, dzieci oraz wszelkich potrzebujących w swoim zasięgu. Własne emocje i potrzeby są tłumione do granic wytrzymałości – do wyczerpania wydawanej bez końca energii. Wtedy zaczynają się choroby fizyczne i psychiczne, jako zmaterializowany obraz tego, jak dana osoba zarządza sobą.

Dzieci, które doświadczyły swojego wpływu na rodziców, mocy płynącej z szantażowania ich swoimi emocjami, wybierają Serce, lekceważąc Rozum i jego argumenty. W późniejszym życiu takie osoby nie dopuszczają do głosu perspektywy innych osób, kierują się własnym zyskiem, własną korzyścią. Ich głównym życiowym zadaniem jest robienie zapasów energii, bo tak im podpowiadają ich wyolbrzymione potrzeby i emocje. Innych ludzi traktują jako dostarczycieli tego, czego im na bieżąco potrzeba. Ta filozofia jednak również się nie sprawdza – powoduje zależność od innych, a uzależnienie (jak w każdym nałogu) to coraz większa tolerancja, coraz większy głód i zapotrzebowanie, i coraz mniejsza satysfakcja. Taka osoba musi nieustannie zabiegać o cudzą akceptację, aprobatę, zainteresowanie, uznanie, o potwierdzenie swojej wartości. Koszty fizyczne i psychiczne związane z neutralizowaniem ciągłego lęku i utrzymaniem coraz większych dostaw energii od innych stale rosną, organizm ulega wyniszczeniu.

Innymi słowy – bez względu na to, które oko wyeliminujemy, i jaką strategię wybierzemy, efekt wyświetli się ten sam: wcześniej czy później utracimy zdrowie fizyczne i /lub psychiczne. Nie sądzę, że jest to nieuniknione. Myślę, że gdybyśmy nauczyli się zarządzać swoją energią we właściwy, zrównoważony sposób, moglibyśmy się cieszyć zdrowiem i szczęściem także na starość. Niektórym się to zdarza, ale badaczom trudno znaleźć wspólny mianownik: jedni jedzą to, inni tamto, jedni pracują, inni nie, jedni mają duże rodziny, inni wręcz przeciwnie, niektórzy uprawiają sport, inni nie… Może po prostu ci długowiecznie szczęśliwi to ludzie, którzy słuchają duetu Serca i Rozumu, zamiast jednego z nich? Serce mówi im, czego chcą, co lubią, co poprawia im samopoczucie, a Rozum mówi im, jak tego używać, żeby sobie nie zaszkodzić. Kiedy przewodzi jedno z nich, koszty w naszym życiu są większe od zysków, kiedy słuchamy obu jednakowo, utrzymujemy równowagę energetyczną, witalność, chęć i zdolność do życia w pełni.

Ani sam Rozum z jego receptami, przepisami i scenariuszami, ani samo Serce z jego porywami i tęsknotami nie poprowadzą nas do szczęścia. Potrafią to jednak zrobić wspólnymi siłami. 

Kto wybiera jedzenie? Jeśli Serce, to jemy to, co smak i potrzeby emocjonalne dyktują. Jeśli Rozum, to jemy to, co według aktualnej mody jest zdrowe, nawet jeśli nam nie smakuje. Jeśli decydują razem, to jemy co lubimy zachowując umiar i wykorzystując wiedzę, a wtedy jedzenie jest i przyjemnością, i dostarcza potrzebnej energii.

Kto wybiera relacje? Jeśli Serce, to są to ludzie, od których jesteśmy uzależnieni emocjonalnie. Jeśli Rozum, to są to ludzie, którzy są przydatni, których można do czegoś wykorzystać, nawet jeśli za nimi nie przepadamy. Jeśli decydują razem, to relacje satysfakcjonują i uszczęśliwiają, inspirują i dodają energii.

Kto wybiera pracę? Jeśli Serce, to praca daje satysfakcję, ale nie daje pieniędzy. Jeśli Rozum, to praca się opłaca, ale jej nie lubimy. Jeśli wybierają wspólnie, to praca daje poczucie samorealizacji, przydatności i ładuje nas energią.

Cokolwiek wybiera Serce, jest to zgodne z naszymi potrzebami, ale sposób realizacji tych potrzeb kosztem innych ludzi powoduje, że tracimy energię, zamiast ją pozyskiwać. Cokolwiek wybiera Rozum, jest logiczne, sensowne i w pewien sposób opłacalne, ale realizowanie tego kosztem siebie pozbawia nas energii, generalnie więc na tym nie zyskujemy. 

Nie chodzi zresztą tylko o to, co wybieramy, choć to ważne, bo mamy swoje predyspozycje: dla jednego energetyzująca przyjemnością jest czytanie, dla drugiego bieganie; jedni „ładują się” w ciszy i samotności, inni potrzebują towarzystwa, przegadania, burzy mózgów. 

Chodzi również o to, jak i kiedy to robimy. Bo czasem drzemka nas doładuje, a czasem kompletnie rozbije; czasem posiłek postawi na nogi, a czasem rozleniwi; czasem rozmowa doda skrzydeł, a czasem odbierze siły. Chcę przez to powiedzieć, że nie ma żadnego zewnętrznego klucza do utrzymania równowagi energetycznej. Nie oznacza ona ani dzielenia dnia na obowiązki i przyjemności (bo czasem dobrze zrobiona praca dodaje nam energii, a przyjemność powoduje późniejszego „kaca”), ani pilnowania, żeby robić coś po równo dla siebie i innych (bo zmuszanie się do  czegokolwiek nie energetyzuje, bez względu na to, dla kogo to robimy). Oznacza ona bycie ze sobą w kontakcie w każdym momencie, zbieranie danych od Serca i Rozumu, i decydowanie, co nam doda energii.

Równowaga energetyczna to dobre samopoczucie, bak stanu przeciążenia, apatii, depresji czy ekstremalnego wydatkowania energii. Trudno o równowagę energetyczną tam, gdzie dla satysfakcji intelektualnej albo finansowej lekceważymy potrzeby ciała i tłumimy emocje albo dla przyjemności fizycznej lekceważymy potrzeby emocjonalne czy duchowe. Kiedy Serce i Rozum nie współpracują, jedne sfery są zdominowane przez drugie. Te, których informacji słuchamy zastępują te zablokowane i wtedy czujemy potrzebę jedzenia lub kupowania, kiedy tak naprawdę czujemy się smutni czy samotni. Organizm przekazuje informację o potrzebie doładowania, my ją realizujemy według swojego ustawienia Serca i Rozumu, czasem dostarczając sobie energii, a czasem wręcz przeciwnie, paradoksalnie rozładowując się jeszcze bardziej.

Nie jesteśmy jak telefony, które działają tylko naładowane. Jesteśmy zdolni do ogromnego wysiłku wbrew logice: do podniesienia samochodu, jeśli leży pod nim ukochana osoba, do zdobywania szczytów w zimie bez ubrania, do przejścia kilku kilometrów ze złamaną nogą niosąc na rękach dziecko po wypadku… Do pracy non-stop bez dbania o siebie, do długotrwałego funkcjonowania mimo niszczenia organizmu używkami, do biegania maratonów, do przetrwania wielu dni pod gruzami bez jedzenia i picia… Do utrzymywania życia bez głębokich relacji z innymi, w nieustannym lęku, bez poczucia sensu życia…

Mamy możliwość zaciągania ogromnego długu energetycznego w każdym z obszarów naszego funkcjonowania. Problem polega na tym, że ten dług musimy spłacić albo nas zniszczy, zrujnuje.

Energii nie widać, dlatego trudno się nią zarządza. Jedynym jej miernikiem jest nasze samopoczucie. Tylko ono mówi, jak sobą zarządzamy, jaki jest nasz bilans energetyczny. Dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne oznacza, że pozyskujemy więcej energii niż wydajemy, że w naszym życiu więcej jet źródeł pozytywnej energii niż negatywnej. Jeśli tak nie jest, warto zastanowić się jak zastąpić wszystko to, co nas zastrasza i wyczerpuje (odczuwaną presję, lęk, cudze narzekanie i ignorowanie naszych potrzeb i emocji) tym, co sprawia, że jesteśmy z siebie zadowoleni i czujemy radość z życia (kontaktem z naturą, wspierającymi relacjami, realizowaniem swoich pasji, pozytywnymi myślami, dobrym jedzeniem, odpowiednim snem, satysfakcjonującą aktywnością). Tolerujemy życie na minusie energetycznym tylko dlatego, że Rozum lub Serce każe nam wierzyć, że to opłacalne. Kiedy dopuścimy do głosu oba, okaże się, jak bardzo nie ma to sensu 🙂

Myśleć pozytywnie

Myślenie pozytywne nie oznacza wmawiania sobie, że jest lepiej niż jest (że szklanka jest napełniona wodą po brzegi, chociaż wyraźnie widzimy, że tylko do połowy), ani zmuszania się do czucia czegoś innego niż się czuje (że to lepiej jak w szklance jest mniej wody niż więcej). Myślenie pozytywne polega na tym, że uczymy się skupiać uwagę na pozytywach, że kierujemy uwagę (a więc i energię) na to, co chcemy w swoim życiu pomnażać, powiększać („w szklance jest woda”).

W zakresie swojej silnej strony robimy to automatycznie – jesteśmy nastawieni pozytywnie, drobiazgi nie wytrącają nas z równowagi; po prostu wiemy z doświadczenia, że nawet jeśli się potkniemy, to nas nie powstrzyma, bo lubimy i potrafimy rozwijać te sferę.

W zakresie swojej słabej strony widzimy jednak sprawy odwrotnie – każdy niepomyślny drobiazg przyciąga naszą uwagę, psuje humor, wzbudza lęk i wątpliwości, i jak wielki silny magnes zaczyna ściągać inne negatywne myśli i uczucia.

Radzenie sobie z tzw.negatywnymi (czyli nieprzyjemnymi) emocjami nie oznacza tłumienia ich („to nieważne, że pół szklanki jest puste”) czy zaprzeczania im („szklanka jest prawie pełna”), ale nie oznacza również pogrążania się w nich coraz bardziej i coraz głębiej („za chwilę szklanka może zrobić się całkiem pusta i co wtedy?”). Radzenie sobie z negatywnymi emocjami oznacza, że nazywamy je po imieniu („boję się, że wody w szklance jest za mało”) i decydujemy się na nich nie skupiać, czyli ich nie powiększać, kierując uwagę na pozytywy („w szklance nadal jest woda”).

Co może myślenie pozytywne najlepiej ilustruje przykład Nicka Vujicica – człowieka, który urodził się bez rąk i nóg, żyje jednak pełniej niż wielu ludzi bez takich drastycznych ograniczeń. Jest mówcą motywacyjnym, pisze książki, podróżuje po całym świecie, spotyka się z ludźmi na stadionach; założył rodzinę, ma pełnosprawną żonę i czworo dzieci. Jak mówi „Mogłem być zły na Boga za to, czego nie mam, albo być wdzięczny za to co mam.”

Na Nowy Rok

Energia podąża za uwagą. Oznacza to, że pomnażamy w swoim życiu to, na czym się skupiamy. Jeśli skupiamy swoje myśli i uczucia na tym, czego nam brakuje, na problemach, zmartwieniach i niedostatkach, to tworzymy ich więcej. Jeśli skupiamy swoje myśli i uczucia na tym, czego chcemy, za co jesteśmy wdzięczni, co sprawia, że dobrze się czujemy, to tworzymy tego więcej… 

Nasze myśli i emocje są jak paliwo – ku czemu je skierujemy, to zasilamy, temu dodajemy życia. Swoim zaangażowaniem przedłużamy trwanie albo tragicznym nagłówkom medialnym albo swojemu dobremu samopoczuciu; czyimś obraźliwym słowom albo przyjemności z uprawiania swojego hobby; czarnym scenariuszom końca świata albo radości z pięknego słonecznego dnia. 

Warto sobie uświadomić, że ten wybór zależy od nas, nie od okoliczności: co prawda nie mamy wpływu na to, jakie myśli i emocje nas odwiedzą, ale mamy całkowitą kontrolę nad tym, którym pozwolić zostać, a którym nie pozwolić się rozwinąć. Co podlewać w swoim mentalnym ogrodzie, a co z premedytacją zasuszyć. Na to mamy pełny wpływ – jak wygląda nasz prywatny „ogród”. Tylko i aż, bo ogródki obok siebie tworzą ulicę, ulice miejscowość, miejscowości region i tak dalej. 

W taki sam sposób powstaje masowa świadomość, która nadaje ton, staje się standardem, wzorcem. Ale nie przymusem. Nawet w ekstremalnych sytuacjach jak obozy koncentracyjne zdarzali się ludzie, którzy dzielili się z innymi swoimi głodowymi porcjami jedzenia, czy rozbawiali innych czekając na śmierć – ludzie, którzy nie pozwalali okolicznościom decydować za siebie, bo kontrolowali swój umysł. Byli więźniami i nie mieli najmniejszych szans w jakikolwiek sposób walczyć z systemem, ale właśnie tak rozsadzali go od środka: zmieniali okoliczności wokół siebie, bo zarażali innych nadzieją, budzili w nich to co ludzkie, wnosili życie i uśmiech tam, gdzie odgórnie zaplanowano piekło. I w końcu piekło pękło w tylu miejscach, że nie przetrwało. 

Siła masowej świadomości jest wielka, ale dopóki opiera się ona na reaktywności (automatycznym, bezrefleksyjnym reagowaniu, które można kontrolować) zamiast aktywności (świadomym wybieraniu reakcji), jest ulotna, podatna na zawirowania i zmiany jak chorągiewka na wietrze. Dlatego żaden system oparty na odgórnym przymusowym wdrażaniu jakiejś idei nie przetrwa długo, bez względu na to, czy jest to idea piekła czy raju.

W tym kontekście życzę nam wszystkim na Nowy Rok abyśmy świadomie pielęgnowali, odżywiali, podlewali i zraszali w naszym życiu to, co nas cieszy i sprawia, że czujemy się dobrze ze sobą i innymi, a przestali inwestować czas i wysiłek w to, czego w swoim życiu nie chcemy, co nas boli, przeraża i martwi. Energia podąża za uwagą – na co ją skierujemy, to wypuści korzenie, zakwitnie i rozmnoży się. Szczęśliwego Nowego Roku 😊

Kontrola energii

Są rodzice, którzy nie pozwalają swoim dzieciom na ekspresję emocji, szczególnie tych negatywnych – dzieci muszą być super grzeczne, więc uczą się tłumić swoje emocje z całych sił. 

Są rodzice, którzy nie stawiają granic swoim dzieciom w wyrażaniu emocji, także tych negatywnych, bo chcą, żeby czuły się zawsze akceptowane, bezpieczne. Dzieje się to emocjonalnym kosztem rodziców, więc dzieci stają się roszczeniowe i okrutne, coraz dobitniej wyrażając własne emocje i nie zwracając uwagi na cudze.

Zarówno kontrola emocji, jak i jej brak są schematem zachowania, nawykiem wyniesionym z dzieciństwa, odzwierciedlającym postawę wychowawczą rodziców. Bardzo rzadko jednak zdarza się, że ktoś zupełnie nie panuje nad swoimi emocjami. Zazwyczaj nie kontrolujemy ich tam, gdzie tego od nas nie wymagano (najczęściej w domu, wobec bliskich), ale uczymy się to robić tam, gdzie brak kontroli oznacza utratę czegoś dla nas bardzo ważnego – np. pracy, kariery, statusu społecznego czy wizerunku. Mówiąc inaczej – uczymy się kontrolować swoje emocje tam, gdzie osiągnięcie celu wymaga podporządkowania, jednocześnie dalej lekceważąc tych, których akceptacji jesteśmy zbyt pewni (bazując na doświadczeniach z dzieciństwa).

Takie zachowanie wynika z przekonania, że relacje międzyludzkie bazują na nierówności, że ktoś musi być górą – że można albo dyktować warunki, albo trzeba się komuś podporządkować; że można być albo oprawcą, albo ofiarą. To myślenie z perspektywy dziecka (małego, słabego i zależnego wobec „wszechmogących” dorosłych), zamykające taką osobę w pętli zachowań niedojrzałych emocjonalnie – czasem na całe życie.

Dojrzałość emocjonalna nie polega na tym, że oprócz wylewania na innych swoich negatywnych emocji potrafimy również być mili (pod presją lub dla osiągnięcia jakiegoś celu). Dojrzałość emocjonalna rodzi się z wrażliwości na krzywdę – własną lub innych, z niezgody na tę krzywdę; z wiary w istnienie relacji partnerskich, gdzie nikt nie wygrywa ani nie przegrywa, gdzie obie strony mają prawo do wyrażania swoich emocji, ale w sposób nie atakujący, nie krzywdzący drugiej osoby. 

Testem na dojrzałość emocjonalną są sytuacje trudne, kryzysowe, kiedy instynkt samozachowawczy każe nam ślepo atakować – wtedy prawdziwie doświadczamy, czy dajemy sobie i innym te same prawa, czy potrafimy zachować samokontrolę i obiektywizm mimo własnych silnych emocji, czy też miłość bliźniego to tylko filozofia, która nie sprawdza się w praktyce, i pod wpływem emocji jesteśmy w stanie zabić, fizycznie czy emocjonalnie. To, jak zachowujemy się, kiedy jesteśmy atakowani, oskarżani czy krzywdzeni, ujawnia nasz prawdziwy stosunek do siebie i innych – pogardę lub szacunek; odkrywa to, co silniej nami kieruje – lęk lub miłość. To informacja o tym, kim jesteśmy we własnym przekonaniu.

Poprzez emocje kontrolujemy energię – nie kontrolując emocji lub kontrolując je z lęku wysyłamy w świat energię, która niszczy; kontrolując emocje z miłości, wysyłamy energię, która buduje.

Masowa świadomość

Masowa świadomość ma moc. Ludzie zjednoczeni w imię jakiejś idei – bez względu na to, czy to modlitwa o uzdrowienie czy wojna – potrafią zmieniać fizyczną rzeczywistość. Energią – działanie jest tylko jej materializacją. 

Nieświadomość rządzi. A raczej ci, którzy potrafią nią sterować dla własnych korzyści.

„Jeśli sam nie wiesz, czego chcesz, wmówią ci to inni.” (Josef Kirschner). 

Dlatego tak ważne jest podnoszenie świadomości siebie, bo to oznacza podnoszenie świadomości świata.

Nie można trwale zmienić na zewnątrz czegoś, co nie zmieniło się wewnątrz, bo to nasze światło i nasza ciemność tworzą świat takim, jaki jest.

Rodzaj relacji

W relacji partnerskiej z drugim człowiekiem energia krąży od jednego do drugiego, zasilając obie strony. W relacjach pomocy, kiedy zajmujemy się kimś słabszym w danym obszarze, energia przepływa bardziej jednokierunkowo, stopniowo wyczerpując tego, kto pomaga. Dlatego im bardziej funkcjonujemy w relacjach pomagania czy opiekowania się, tym bardziej dla równowagi potrzebujemy relacji partnerskich.

Rodzaje relacji

W relacji partnerskiej z drugim człowiekiem energia krąży od jednego do drugiego, zasilając obie strony. W relacjach pomocy, kiedy zajmujemy się kimś słabszym w danym obszarze, energia przepływa bardziej jednokierunkowo, stopniowo wyczerpując tego, kto pomaga. Dlatego im bardziej funkcjonujemy w relacjach pomagania czy opiekowania się, tym bardziej dla równowagi potrzebujemy relacji partnerskich.

Dopasowanie energetyczne

Nasza świadomość siebie, tego, kim jesteśmy, jest energetyczną informacją, którą wysyłamy w świat. Ta energia szuka podobnej, komplementarnej – przyciąga konkretne osoby do siebie jak klucz do zamka. Dopóki świadomość obu osób pozostaje na tym samym poziomie, trwa przyciąganie – ludzie pozostają razem, jakby wiązała ich niewidzialna nić; bez względu na to, czy razem utknęli w cierpieniu, czy wspólnie się rozwijają. Jeśli świadomość jednej z osób zmienia się zbyt silnie, niezależnie, na skutek dokonywanych wyborów, energie przestają do siebie pasować i każda z nich znowu zaczyna szukać odpowiadającego jej partnera, a ludzie się rozstają nawet jeśli na pozór wiele ich łączy.

Przekonanie

Ludzka logika mówi, że kiedy jednemu się daje, to drugiemu się zabiera, bo jesteśmy odizolowanymi samotnymi wyspami, a dobra są ograniczone.

Prawo energii mówi, że zabranie komuś (także sobie) krzywdzi wszystkich, a danie jednemu (także sobie) wspiera wszystkich, bo jesteśmy częścią tej samej sieci energetycznej – wszyscy pomnażamy to samo światło lub tę samą ciemność.

W co wierzymy, to sobie tworzymy. Sami sobie, i sobie nawzajem.