Zaufanie

W relacji z rodzicami tworzy się wzorzec bliskości z innymi ludźmi – przekonanie, na ile można innym ufać, liczyć na ich wsparcie i zrozumienie. Jeżeli generalny wzorzec bliskości zapisany na tej podstawie mówi „możesz zaufać innym ludziom”, narażamy się na to, że inni to wykorzystają, użyją do realizacji własnych celów; takich też ludzi przyciągamy do swojego życia. Jeżeli wzorzec mówi „lepiej nie ufać innym” – trzymamy dystans, boimy się całkowicie zaangażować, boimy się bliskości – i gromadzimy wokół siebie ludzi odpowiadających temu przekonaniu. 

Żeby nauczyć się realnie wybierać, komu można zaufać, a komu nie, trzeba poznać przeciwny koniec do tego, który się otrzymało w doświadczeniu. Niezależnie od generalnego wzorca łatwiej jest nam zaufać innym w sferze swojej mocnej strony i nie ufać w zakresie tego, co uważamy za swoją słabą stronę. To powoduje, że w pewnych sprawach ufamy innym podwójnie, nadmiarowo, a w innych wcale, tworząc przed nimi blokadę. A dopóki trwa taki wewnętrzny dualizm (brak zaufania do jednej części siebie i nadmierne zaufanie do innej), rzeczywistość go odbija i jedność (bliskość, poczucie wspólnoty) nie następuje.

Zaufanie

Aby dziecko przeżyło i nauczyło się zasad życia w swojej społeczności, musi zaufać doświadczeniu opiekujących się nim dorosłych, bo własnego doświadczenia jeszcze nie ma, nie wie nic o świecie czy innych ludziach. Automatycznie więc przejmuje sposób myślenia dorosłych wokół siebie i ufa temu zgeneralizowanemu głosowi jako swojemu przewodnikowi po życiu.

Dziecko potrzebuje autorytetów, żeby bezpiecznie wejść w dorosłość. Ale żeby stać się autonomicznym dorosłym potrzebuje uwolnić się od schematów tych autorytetów (zarówno od ufania im, jak i ślepego buntowania się przeciwko nim), potrzebuje je zweryfikować po swojemu, żeby stać się sobą.

Dojrzałość zaczyna się wtedy, kiedy uznajemy, że zgromadziliśmy dość doświadczenia, żeby zaufać sobie samemu. Oznacza to spojrzenie na swoje dotychczasowe przekonania z dystansu, i zweryfikowanie ich w oparciu o to, co się czuje jako swoją własną prawdę. Inaczej mówiąc, oznacza to odzyskanie zaufania do mądrości swojego ciała, swoich emocji i swojego intelektu ponad zwyczajami i założeniami wyniesionymi z domu, standardami narzucanymi przez kulturę i wytycznymi ekspertów z różnych dziedzin. To odzyskanie kontaktu ze sobą bez cudzych filtrów dzieje się proporcjonalnie do odzyskania kontaktu ze swoją sferą duchową, ze swoją duszą; proporcjonalnie do wiary w to, że Bóg, siła wyższa czy Miłość jest w nas, a nie na zewnątrz; chce tego samego dobra dla nas, które my czujemy jako dobro, a nie tego „dobra”, które wskazują nam inni, a które my czujemy jako krzywdę.

Podporządkowanie vs zaufanie

Podporządkowanie się a zaufanie (rodzicowi, innym ludziom, sile wyższej) to dwie różne rzeczy. W obu przypadkach uznajemy, że jest coś mądrzejszego czy silniejszego od nas, ale w różny sposób. 

W pierwszym przypadku robimy to pod presją, wbrew sobie, z poczucia zależności i bezsilności, co powoduje wewnętrzny konflikt i walkę – ze sobą lub innymi. 

W drugim przypadku robimy to z własnej woli, w zgodzie ze sobą, z poczucia przynależności i zachowując prawo dokonywania własnych wyborów.

Podporządkowanie niszczy, zaufanie pomaga wzrastać.

Zaufanie i zrozumienie

W relacjach z innymi ludźmi szczególnie ważne są dwie rzeczy – zaufanie oparte na szacunku i zrozumienie. Tam, gdzie jest zaufanie, można pracować nad rozbudową wzajemnego zrozumienia, ale nawet najgłębsza relacja, której brakuje szacunku i zaufania, prowadzi donikąd.

Zaufanie

Ufając ludziom, wymagamy, żeby chronili to, co im powierzamy. To wyzwanie dla nich, ale sprostają temu nie w zależności od tego jak bardzo się przed nimi otworzymy i im zaufamy, a na ile lojalność jest dla nich ważna, na ile potrafią być lojalni.
Jeśli nie podołają temu zadaniu, mówimy, że nas krzywdzą – ale to my sami krzywdzimy siebie, próbując wymusić coś, co nie jest dostępne – zmusić kogoś do tego, czego nie potrafi. Ponosimy konsekwencje swoich błędnych założeń, tak samo jak wtedy, kiedy wkładamy rękę do wrzątku czy ognia, mając nadzieję, że wyjątkowo nas nie oparzy. 
Automatycznie ufamy innym na tyle, na ile sami czujemy się lojalni wobec innych, a inni są lojalni na tyle, na ile pozwalają im ich własne przekonania. Jedno nie ma nic wspólnego z drugim.

Bezbronność

Jako dowód zaufania w miłości uznajemy pokazanie drugiej osobie swojej słabej strony. Ale to pół prawdy. Naprawdę bezbronni stajemy się wtedy, kiedy nie tylko pokazujemy swoją słabą stronę, ale również odkładamy na bok broń, która tej słabości strzeże – swoją mocną stronę. 

Kiedy nie boimy się ujawnić i chronić swojej słabości, ona przestaje nią być. Kiedy oddajemy prowadzenie w zakresie swojej mocnej strony drugiej osobie, nasza siła także przestaje nią być. W ten sposób lęk traci nad nami władzę i dopóki mu jej nie oddamy, dopóty w relacji może panować miłość.

Ufność i kreatywność

W obszarach, gdzie rodzice okazywali nam swoją zaradność i siłę, w dorosłym życiu mamy tendencję do uznawania autorytetów i podporządkowania się. Tam, gdzie doświadczyliśmy rodzicielskiej niemocy i bezradności mamy tendencję do odrzucania autorytetów i tworzenia rozwiązań na własną rękę. 

Pierwszy wzorzec uczy nas ufności, ale pozbawia kreatywności, drugi odwrotnie – uczy kreatywności, ale pozbawia zaufania do ludzi i losu. 

Sztuką jest połączenie jednego z drugim – zachowania zarówno ufności wobec mocy i opieki Wszechświata, jak i nieskrępowanej kreatywności w wyrażaniu siebie.