Zarządzanie emocjami

Zarządzanie swoimi emocjami polega na docenianiu i celowym tworzeniu tych pozytywnych oraz na nazywaniu i rozbrajaniu tych negatywnych.

Kiedy czujemy się dobrze, uznajemy to za „normalne” i po prostu wykorzystujemy nasze dobre samopoczucie do działania. Od innych też rzadko usłyszymy „dziękuję, że jesteś na czas” (za to często: „spóźniłeś się!”) czy „dobrze mi się dzisiaj z Tobą rozmawia” (ale często „nie da się dzisiaj z Tobą dogadać”). Rośnie to, na czym skupiamy uwagę, więc warto zauważyć i docenić sam fakt, że czujemy się dobrze, że nic nam nie dolega. A jeśli chcemy się tak czuć stale, to musimy zadbać o zasilanie tego pozytywnego stanu przez otaczanie się tym, co dla nas dobre, co nas wzmacnia, sprawia radość i motywuje.

Kiedy czujemy się źle, chcemy to jak najszybciej zmienić, więc uciekamy od kontaktu z tymi emocjami (w pracę, ekstremalny sport, alkohol, w zaangażowanie w życie innych) próbujemy je zakrzyczeć (towarzystwem, imprezowaniem, pełnieniem misji społecznej) albo stłumić (udać, że ich nie ma, albo że nas wcale nie ruszają). Każdy ten sposób jedynie wzmacnia negatywne emocje. Dezaktywować je możemy tylko przez pokonanie lęku przed kontaktem z nimi, nazwanie ich i zrozumienie skąd pochodzą, co je wywołało. A zawsze pochodzą z „dziur” w poczuciu własnej wartości.

Emocje są informacjami z naszego wewnętrznego radaru. Mówią nam, jak siebie kochamy. Im trwalszy jest nasz dobry nastrój, tym bardziej żyjemy w harmonii ze sobą. Im częściej dopada nas złe samopoczucie i gwałtowne negatywne emocje, tym silniej komunikujemy sami sobie, że robimy sobie krzywdę, że żyjemy wbrew sobie.

Stan umysłu

Uzależnienie to stan umysłu, w którym zgadzamy się zrobić sobie krzywdę w zamian za korzyści lub przyjemności, które pełnią rolę namiastki szczęścia.

Zdrowie to stan umysłu, w którym obrona naszego dobrego samopoczucia odbywa się automatycznie, bez naruszania granic naszej tożsamości czy krzywdzenia innych ludzi.

Dobre samopoczucie

Dobre samopoczucie jest energią, która wymaga stałego zasilania tym, co nam służy, co nas wzmacnia. Można ładować energię z zewnątrz – od pozytywnych ludzi, ze słońca i światła, ciepła, dobrego jedzenia, snu, muzyki, obcowania z naturą. Można wytwarzać ją samemu przez medytowanie, wysiłek fizyczny, pomaganie innym, robienie czegoś dla innych, zaangażowanie się w coś, przez pasję lub misję.

Człowiek jest potencjalnym perpetuum mobile, ale paradoksalnie żeby stać się niezależnym od zewnętrznych źródeł energii musi najpierw nauczyć się ich używać do uruchomienia źródeł wewnętrznych. Energetycznie człowiek funkcjonuje tak samo jak fizycznie –  potrzebujemy całkowitej opieki dorosłego jako niemowlę, a w miarę nabierania sił i umiejętności uniezależnimy się od opiekunów. Tak samo trzeba nauczyć się dawać sobie dobrą energię z zewnątrz tak, żeby jej poziom nie spadał, a potem stopniowo zastępować jej dostarczanie wytwarzaniem. W przeciwnym wypadku albo uzależnimy się od zasilaczy zewnętrznych (konsumpcjonizm), albo wyczerpiemy się, próbując bez przygotowania polegać tylko na zasilaniu wewnętrznym (poświęcanie się).

Etykietowanie

Inni ludzie narzucają nam etykietki – wierzymy, że jesteśmy jacyś i musimy się w tym sprawdzać, żeby nie stracić akceptacji innych. Dopóki utożsamiamy się z jakąkolwiek etykietką, dbamy o nią, nie o siebie, i w pewnym momencie ta etykietka zwraca się wprost przeciw nam: zamiast gwarantować nam dobre samopoczucie, zaczyna powodować negatywne emocje.

Szczęście splątane z krzywdą

Dziecko, które podporządkowuje się autorytetowi dorosłych wbrew temu, co czuje, ulega przekonaniu, że żeby zdobyć miłość, bliskość i akceptację, musi zrezygnować z siebie.

Nieświadomie tworzy w swoim umyśle zgeneralizowane fałszywe założenie: „żeby być szczęśliwym, trzeba pozwolić na krzywdę”. 

To przekonanie manifestuje się później jako podporządkowanie innym ludziom wbrew swoim potrzebom, niesienie pomocy czy uszczęśliwianie innych swoim kosztem, przymus zadowalania (dbania o samopoczucie) innych z pominięciem siebie, poświęcania swojego wolnego czasu sprawom i potrzebom innych itp. Często pojawia się także uzależnienie od używek i substancji psychoaktywnych, które dosłownie chwilowo uszczęśliwiają, w konsekwencji krzywdząc.

Głos „ja”

Zobaczenie, w jakim schemacie się funkcjonuje, wcale nie jest łatwe, szczególnie bez drugiej perspektywy z zewnątrz. Po pierwsze dlatego, że schematy umysłu są jak geny – nigdy nie dziedziczy się identycznej kopii, zawsze są to dane wymieszane od obojga rodziców lub od wszystkich osób opiekujących się stale i bezpośrednio dzieckiem. Po drugie dlatego, że ten sam schemat (sposób myślenia) może tworzyć zupełnie różne zachowanie, a różne schematy mogą przejawiać się w podobnym zachowaniu. 

Umysł dziecka z całego swojego wczesnego chaotycznego doświadczenia wyodrębnia pewne zasady, które generalizuje, pewien styl, wzorzec – tak powstaje nasz wewnętrzny „głos”, ten narrator w naszej głowie, który do nas mówi – raczej którym my sami mówimy do siebie. Jest to kontynuacja głosu rodziców i ważnych dla nas w dzieciństwie osób – głos na tyle wymieszany, że nie można go przypisać jednej osobie, i na tyle charakterystyczny dla naszego dzieciństwa, że bezbłędnie rozpoznawalny. Kiedy jest pobłażający i przekupujący, sprawia, że traktujemy siebie jak ofiarę innych ludzi i sytuacji. Kiedy jest surowy i wymagający, powoduje, że sami sobie wysoko stawiamy poprzeczkę. Kiedy jest silnie krytykujący, wszystko (i wszystkich) poddajemy w wątpliwość. Kiedy jest manipulujący, umiemy wszystko (i wszystkich) usprawiedliwić (lub skazać).

Tam, gdzie zachowanie opiekunów nas dotknęło w szczególny sposób, staramy się przekształcić ten głos w jego przeciwieństwo: kłamstwo w prawdę, emocjonalną labilność w stabilność, uzależnienie od czegoś w wolność od tego, zasadniczość w rozumienie, brak zainteresowania w opiekuńczość. Jedynym jednak skutkiem jest to, że w innym miejscu automatycznie wzmacniamy stary wzorzec, jakby dla równowagi, dlatego takie działania najczęściej nie przynoszą trwałego i satysfakcjonującego efektu. Wydaje nam się, że zmieniliśmy tak wiele w stosunku do wzorca ze swojego rodzinnego domu, a znajdujemy się dokładnie tam, skąd chcieliśmy uciec. Zmiany, które nie są zmianami u źródła, powodują jedynie zmianę drogi, objazd, ale nie zmieniają celu – nadal tworzymy to, czego chcieliśmy uniknąć.

Osoba tkwiąca w schemacie może traktować siebie i innych tak jak była traktowana przez rodziców, albo może traktować tak siebie, a innych przeciwnie czy na odwrót – ale jej zachowanie jest jednakowo sztywne, przewidywalne, zasadnicze, według konkretnych wewnętrznych procedur, które nie wynikają z jej autentycznych potrzeb, tylko z przyjętego z zewnątrz założenia. Rodzicielskie filtry nie tylko wpływają na zachowanie, ale i na samopoczucie – ponieważ stanowią przeszkodę w kontakcie z samym sobą, często powodują poczucie wyizolowania, samotności, depresyjnego przygnębienia „bez powodu”; skutecznie przeszkadzają w czerpaniu naturalnej spontanicznej radości z życia.

Osoba, która uwolniła się od swojego schematu, od swojego rodzicielskiego głosu, traktuje siebie i innych jednakowo i elastycznie – w zależności od uczuć i potrzeb obu stron w danej sytuacji. Będąc w kontakcie ze swoimi prawdziwymi potrzebami i uczuciami, reaguje zgodnie z nimi i tym samym zapobiega swojemu złemu samopoczuciu.

Co jest dobre

Jeśli coś daje nam energię, która długofalowo, stale poprawia nasz stan i samopoczucie, to jest dla nas dobre. 

Jeśli coś odbiera nam energię, czy to natychmiast, czy powoli, ale stale obniżając nasze samopoczucie, nie jest dla nas dobre. 

Wszyscy mamy wbudowany ten kompas, naturalny instynkt – musimy jedynie nauczyć się go słuchać ponad „prawdami” o tym, co jest dla nas dobre, które nam wpojono.

Wyzwalacze

Wierzymy, że to zachowanie innych ludzi powoduje nasze złe lub dobre samopoczucie. Tak naprawdę uaktywnia ono jedynie pewne nasze przekonania o nas samych. 

Te skojarzenia i myśli – nie cokolwiek na zewnątrz – decydują o tym, czy czujemy się zadowoleni z siebie czy też nie, i czy nasze samopoczucie idzie w górę czy w dół. 

To, co na zewnątrz, jest tylko wyzwalaczem, i nie to powinniśmy próbować kontrolować, tylko zrewidować negatywne przekonania na własny temat.

Pytania

Kiedy potrzebujemy wielu zabiegów kosmetycznych, żeby wyglądać pięknie, to jesteśmy piękni czy jesteśmy uzależnieni od działań podtrzymujących wizerunek, który na chwilę pozwala nam się czuć pięknie?

Kiedy potrzebujemy alkoholu, żeby móc swobodnie rozmawiać z ludźmi, to jesteśmy duszą towarzystwa czy jesteśmy uzależnieni od używania substancji, która pozwala nam przez jakiś czas czuć się świetnie?

Kiedy potrzebujemy uznania innych ludzi, żeby czuć się ważnym, mądrym, inteligentnym, to jesteśmy tacy, czy jesteśmy uzależnieni od tych, którzy sprawiają, że możemy się tak poczuć na moment?

Kiedy potrzebujemy mnóstwa rytuałów, żeby doświadczyć boskiej obecności, to czujemy się częścią tej wyższej siły, czy próbujemy jej dotknąć okazjonalnie, warunkowo?

Kiedy komunikujemy swoje oczekiwania wobec partnera, to tworzymy bliskość, czy używamy kogoś, żeby na chwilę stworzyć sobie dobrostan?

Kiedy potrzebujemy lekarstw, nie jesteśmy zdrowi.

Kiedy potrzebujemy działania, substancji, techniki żeby poczuć się dobrze, to znaczy, że nasze samopoczucie nie jest zdrowe.

Czy można być tak zdrowym, żeby nie potrzebować lekarstw?

Czy można nie używać zabiegów kosmetycznych, substancji psychoaktywnych czy komplementów innych ludzi i czuć się świetnie?

Czy można czuć bliskość z drugim człowiekiem bez ustawiania jego zachowania pod swoje potrzeby i bez dostosowywania swojego zachowania pod jego potrzeby?

Czy można czuć jedność ze światem i Bogiem nie stosując żadnych technik, żadnych rytuałów?

Nauczono nas wierzyć, że jesteśmy z natury niedoskonali – a jeżeli jedyną naszą niedoskonałością jest właśnie to przekonanie?