„Potwór” (2018)

Czy bycie uczciwym człowiekiem a mówienie prawdy to to samo?

Wbrew pozorom niekoniecznie. Nie każdy człowiek mówiący prawdę robi to z uczciwości, czasami jest to świetny sposób na „wygarnięcie” komuś co się o nim myśli, na zemstę, na odwet, na poczucie się kimś lepszym. Wtedy prawda staje się śmiercionośną bronią. I nie każdy człowiek, który skłamie, staje się przez to nieuczciwy – bo czasami kłamstwo może uratować komuś życie, paradoksalnie może pozwolić stać się zadość sprawiedliwości. To nie prawda czy kłamstwo decydują, czy człowiek jest uczciwy, dobry, przyzwoity, w porządku – tylko intencja, z której pochodzą jego słowa.

Prawda nie definiuje miłości, tak jak nie definiuje jej nic innego – żadne słowo, gest, zachowanie – poza zamiarem, intencją, z jakiej one pochodzą. Ludzie, którzy zostali wychowani „na uczciwych ludzi”, albo na siłę starają się być uczciwi, żeby „odczarować” to, czego doświadczyli w rodzinnym domu, tkwią w schemacie. Wierzą, że należy dawać chleb biednym nawet wtedy, kiedy oni tym chlebem w nich rzucają; że należy wspierać potrzebujacych nawet wtedy, kiedy widzą, że są naciągani na zakup używek; że należy się otwierać przed innymi, żeby ich zainspirować, nawet kiedy widzą, że są wykorzystywani, okłamywani, manipulowani. W skrócie – wierzą, że należy być miłym dla lwa, to lew ich nie zje. Prawda jest taka, że lew nie ich nie zje, póki nie jest głodny, a kiedy zgłodnieje, niczyja uczciwość go nie powstrzyma.

Schematy powodują, że nie widzimy rzeczywistości takiej, jaka jest; widzimy ją taką, jaką chcielibyśmy, żeby była. Wtedy uczciwość/dobroć/sprawiedliwość prowadzi do samozniszczenia, nie do miłości.

„Dwa życia” (2022)

Bardzo często mówimy sobie: „gdybym wtedy wybrał(a) inaczej…”, wierząc, że zmieniłoby to wszystko, co nastąpiło potem. Film „Dwa życia” fajnie pokazuje, jak bardzo jest to zarazem prawda i nieprawda: zmieniają się dekoracje (ludzie, okoliczności, sytuacje), ale nie zmienia się poczucie szczęścia, jakie odczuwamy. Tworzymy swoje życie sobą – na ile siebie znamy, na tyle potrafimy siebie uszczęśliwić, niezależnie od okoliczności.

„Transfert” (2018)

Każdy psychoterapeuta nosi w sobie pacjenta. I dopóki go nie wyleczy, nie pomoże też innym. Nie wiem, na ile ten film ma szansę być zrozumiały dla ludzi spoza branży, ale do mnie bardzo przemówił. Jest niezwykle symboliczny i metaforyczny, więc trudny w odbiorze dla widzów szukających dosłowności w obrazie i sensu w narracji. Taki film bardziej dla duszy niż głowy.

„Elvis” (2022)

Smutny ten film. Każdy chciałby być podziwiany jak Elvis, ale nikt nie chciałby czuć się jak Elvis, i mało kto rozumie, że jedno wynika z drugiego. Bo podziw to nie miłość, i nie da się nim nakarmić poczucia osamotnienia. Ani podziwem, ani pieniędzmi, ani sławą, ani seksem. Można mieć to wszystko i czuć się źle. Bo w życiu nie chodzi o to, ile mamy czy ile osiągnęliśmy, ale czy jesteśmy szczęśliwi. Czy jesteśmy pionkiem czy graczem, uzależnieni czy wolni, pod presją czy spełnieni.

„Malcolm i Marie” (2021)

Bardzo trudny film, wymagający, bardziej przypomina sztukę teatralną. Czarno-biały, żeby nic nie odciągało uwagi widza od dialogu między bohaterami. A dialog trwa prawie dwie godziny, niemal w czasie rzeczywistym. Jak ktoś chce, może to być film o (braku) miłości, albo o światku filmowym, czy nawet szerzej artystycznym, ale dla mnie jest o tym, co sprawia, że i związek bohaterów, i ich życie zawodowe czy prywatne są właśnie takie, jak to przedstawiają w tej niekończącej się emocjonalnej rozmowie – o braku partnerstwa. O dominacji, wykorzystywaniu, manipulacji, ustawianiu się w roli zwycięzcy lub ofiary, nigdy partnera. Film jest męczący i irytujący, na pewno nie dla każdego; ale jeśli ktoś lubi podglądać innych „od środka”, polecam – mechanizmy rządzące komunikacją w związku opartym na nierówności widać jak na dłoni.

„Dwunastu gniewnych ludzi” (1957)

Nasze życiowe doświadczenie to nasza subiektywna prawda, którą umysł traktuje jako obiektywną, jednakową dla wszystkich. Ale jedni z nas boją się psów (bo zostali pogryzieni), szanują lekarzy (bo ich wyleczyli) i błyszczą w sytuacjach publicznych (bo ich chwalono za autoekspresję); drudzy zaś uwielbiają psy (bo mieli swojego pupila), nienawidzą lekarzy (bo mają paskudne wspomnienia ze szpitala) i unikają sytuacji publicznych (bo ich zawstydzano). Subiektywne prawdy, choć absolutnie prawdziwe dla ich właścicieli, bywają zupełnie nieprawdziwe dla kogoś innego. Kłócimy się o to, kto ma rację, choć tak naprawdę nikt nie wie, jak wygląda prawda; przerzucamy się opiniami, wierzeniami i uprzedzeniami, nazywając je faktami. Obiektywna prawda oprócz umysłu angażuje serce – empatię – i brzmi: może być tak i tak: bywają psy, które gryzą i takie, które ratują człowiekowi życie; bywają lekarze eksperci i lekarze niekompetentni; sytuacje publiczne mogą motywować lub stresować. Możemy nigdy nie poznać faktów, które usatysfakcjonują nasz umysł, ale czucie pomoże nam znaleźć prawdę.

„Anatomia skandalu” (serial, 2022)

Serial nakręcony z ogromnym wyczuciem mechanizmów psychologicznych, powiedziałabym, że to taki psychologiczny dokument. Uprzedzam, że poniżej nieco spoileruję, więc kto chce oglądać bez uprzedzeń, niech dalej nie czyta 🙂

Jego naczelną wartością jest wygrana. Żeby nie przegrać, musiał nauczyć się dwóch rzeczy: manipulować prawdą i nie brać pod uwagę uczuć innych ludzi. Nawykowe przesuwanie granicy uczciwości pozwala mu zachować dobre mniemanie o sobie (coś jak „nikogo nie zabiłem, więc jestem dobrym człowiekiem” czy „nigdy nie ukradłem dużego banknotu, więc nie jestem złodziejem”), a satysfakcja z wygranej przysłania mu wszelkie koszty, jakie ponosi, a tym bardziej jakie ponoszą z tego tytułu inni (przecież zawsze można im tę krzywdę jakoś wynagrodzić, wykupić się). Jest w swojej filozofii tak szczery, że ona bierze to za autentyczność. Chce budować na zaufaniu i stworzyć wspaniały związek, więc ślepo mu wierzy, usprawiedliwia go przed sobą i innymi, odrzuca wątpliwości, nie chce widzieć nieścisłości, drobiazgów, które nie pasują do tej perfekcyjnej wizji. Aż w końcu musi dokonać wyboru, czemu pozostanie wierna – obrazkowi z pozorną wygraną czy swoim uczuciom, swoim wartościom. On szczerze nie rozumie dlaczego ich definicje prawdy się rozmijają i dlaczego tym razem nie może sobie wykupić rozgrzeszenia; ona wie, że jedyną szansą, żeby cokolwiek zrozumiał, jest poniesienie konsekwencji za swoje czyny.

„Bagdad Café” (1987)

Trudno trafić na ten film. Pierwszy raz oglądałam go jako studentka, na konfrontacjach filmowych. Film mi się podobał, ale przede wszystkim zauroczyła mnie piosenka przewodnia „Calling You” śpiewana przez Jevettę Steele. Dla tej piosenki odszukałam „Bagdad Cafe” po latach, i wciąż wracam do tego filmu od czasu do czasu. Im jestem starsza, tym cieplejsze uczucia budzą celowo przerysowane postacie, zderzenie odmiennych kultur i magia, która z tego wynika, w sensie dosłownym i metaforycznym.

Film jest niewątpliwie specyficzny, ale też zabawny i ciepły. Pokazuje jak bardzo gubimy się w swojej rutynie tracąc z życia to, co w nim najcenniejsze: relacje, uczucia, marzenia – i jak odrobina autentyczności pomaga zobaczyć to, co jest, w zupełnie nowy sposób; jak ożywia to, co wydawało się być dawno obumarłe.

Polecam „Bagdad Cafe” wszystkim, którzy lubią się przyglądać ludziom 🙂

„Wszystkie jasne miejsca” (2020)

Czasem traumatyczne zdarzenie życiowe sprawia, że tracimy wiarę w sens życia, że wraz z czyimś odejściem gaśnie dla nas całe światło świata. Wtedy może się zdarzyć, że ktoś zrozumie nas tak bardzo i wesprze tak umiejętnie, że na nowo zaczniemy żyć.

Czasem wczesne doświadczenia życiowe sprawiają, że nie potrafimy kochać siebie i nie potrafimy otworzyć się na innych, że próbujemy żyć bez miłości, bez wiary w przyszłość, bez nadziei. Nie przestajemy jednak tęsknić za światłem, nie tracimy zdolności, aby nim się stać. Dlatego paradoksalnie czasem udaje nam się rozpalić na nowo światło w tych, którzy mają zasoby do jego podtrzymania. Ale nie wpuszczając go do siebie nie możemy rozpalić i zatrzymać go w sobie, dla siebie.