Rozszczepienie

Rodzice czy opiekunowie dziecka reagują aprobatą lub dezaprobatą na jego zachowanie. W odpowiedzi na te informacje umysł dziecka tworzy niespójną tożsamość – to, co jest nagradzane staje się mocną częścią, to, co krytykowane, ganione – słabą częścią dziecięcego „ja”. Umysł generalizuje, więc zazwyczaj ta „moc” lub „słabość” z czasem zaczyna dotyczyć całego obszaru: fizyczności, intelektu, emocjonalności lub duchowości.

Późniejsze negatywne przekonania o sobie są absorbowane przez dwie różne części „ja”, tę słabą i tę mocną. Słaba się poddaje, odbijając negatywne przekonanie w dwójnasób; mocna próbuje je zwalczyć z podwójną siłą. Jedna jest jak rozhisteryzowane dziecko, druga jak zawodnik sportów ekstremalnych. Jedna umiera bez powodu, druga wierzy, że jest nieśmiertelna, choć zmierza ku samozniszczeniu. 

Jeśli jako dorośli uznamy dawne niewyrażone emocje swojej słabej części i odetniemy napęd swojej mocnej części, to jedna z nich dorośnie, a druga się zatrzyma; w ten sposób obie pierwotnie podzielone części „ja” spotkają się w środku, tworząc spójne, prawdziwe „ja”.

Integracja

Każdy z nas ma w sobie czworo wewnętrznych „dzieci”, do których zwraca się tak, jak zwracano się do niego jako dziecka. Są to: Fizyczność, Emocjonalność, Intelekt i Duchowość. Ale nie traktujemy tych „dzieci” jednakowo. Jedno zbiera wszystkie pochwały, które dostawaliśmy, ale też zdecydowanie najwięcej się od niego wymaga, jest taką naszą wizytówką. Na drugie trzeba uważać bardzo, bo jest jakieś takie niedołężne i słabowite, ale się go za to nie lubi, więc traktuje się je po macoszemu – najlepiej jakby w ogóle zniknęło i nie sprawiało problemów. Trzeciego się nie zauważa, bo jest cichutkie i siedzi w kącie, co się odezwie, to rodzeństwo je natychmiast zakrzykuje. A czwarte radzi sobie samo, żyje we własnym świecie i niewiele wymaga – jest i jakby go nie było. 

Jak długo nierówno i tendencyjnie dzielimy to, co dostawaliśmy od swoich opiekunów na cztery swoje wewnętrzne obszary myślenia o sobie, tak długo projektujemy to rozszczepienie na wszystkie relacje z innymi ludźmi. Nasze wewnętrzne „dzieci” rozmawiają tylko z wybranymi wewnętrznymi „dziećmi” innych. Dopiero kiedy sami zintegrujemy te wszystkie części i staniemy się jednością, którą przecież de facto jesteśmy, możemy osiągnąć prawdziwą harmonię z innymi.

Podziały

Reakcja w konkretnej sytuacji jest odbiciem mechanizmu, który rządzi naszym umysłem. Automatyzmy z kolei odzwierciedlają przekonania, które kształtują nasze życie. 

Im mniej wierzymy w miłość, tym wyraźniej widzimy podziały. Traktujemy ludzi jak lepszych i gorszych, w sobie widzimy lepszą i gorszą stronę, i nawet w swojej lepszej czy gorszej stronie widzimy lepszą i gorszą jej część…

Podział „ja”

Trudność w byciu sobą polega polega na tym, że uczymy się używać tylko jednej, bardzo ograniczonej części siebie, więc wyrażamy ją w coraz bardziej przesadzony i nadmiarowy sposób. Nawet wtedy, kiedy próbujemy nad tym zapanować, nawyki spychają nas do starych kolein. Wydaje nam się, że zaczęliśmy już używać swojej słabej strony, a umyka nam, że w tym samym czasie zaczęliśmy jeszcze mocniej używać tej silnej – proporcje czasu i wysiłku włożonego w obie pozostały więc te same. Ta przepaść między nimi to miejsce, gdzie żyje i rozwija się lęk.

Przegięcie w jedną stronę można wyprostować tylko proporcjonalnym przegięciem w drugą stronę – ekspozycją tej strony, którą nauczyliśmy się chować, bez wsparcia tej, którą przywykliśmy eksponować.