Automatyzmy

Czasami jest tak, że coś działa, to zaczynamy traktować to jako standard, normę. I wtedy nagle wszystko przestaje działać, jakby nam los chciał zrobić na złość. Ale niekoniecznie jest to złośliwość losu, ani nawet jakiś odgórny zakaz. Często los robi nam stop-klatkę, zatrzymuje nas, żebyśmy zauważyli coś, co zaczyna nam umykać. 

Dla umysłu wszystko, co się powtarza, co jest przewidywalne, staje się bazą do tworzenia scenariusza. Nawet nie zauważamy, kiedy zaczynamy się skupiać na realizowaniu tego scenariusza, a ucieka nam to, co było jego treścią. Zaczynamy wierzyć, że to forma stanowi o treści, i jej utrata wywołuje taki lęk, jakby zabierała tę treść ze sobą. A treść ma się dobrze, stoi z boku i czeka aż do niej wrócimy…

Ludzki umysł ma biologicznie zakodowaną tendencję do oszczędzania energii, do automatyzowania. Nasze prawdziwe ja to świadomość, która może temu przeciwdziałać i zatrzymać nas na właściwej ścieżce. O ile wierzymy w dobre intencje losu i staramy się zrozumieć, co próbuje nam powiedzieć.

Intencje

Intencje, które stoją za zachowaniem innych ludzi są dla nas niewidoczne, ale to nie znaczy, że nie mamy do nich w ogóle dostępu. To, co niewidoczne dla oczu widzi się sercem: nasze własne uczucia informują nas o intencjach drugiej osoby. Pod warunkiem, że nasz umysł nie zniekształca ich za pomocą filtrów ego: nie racjonalizuje, nie usprawiedliwia, nie wyolbrzymia, nie upiększa i nie podmienia na swoje potrzeby – tylko czyta.

Porozumienie i bliskość

Jeżeli następuje porozumienie między ludźmi na poziomie duchowości, to jest ono generalne, jest jak dzielona wspólna bazowa energia. Nie ma tu różnic i nie liczy się czas, bo na tym poziomie wszyscy jesteśmy tacy sami, jesteśmy tym samym, więc temu porozumieniu nic nie zagraża; jeśli zostanie nawiązane, to jest i trwa.

Porozumienie na poziomie emocjonalnym w części opiera się na czuciu, w części na rozumieniu, wymaga więc już podobnego języka. Rządzą nami te same mechanizmy, ale przybierają różną postać, i wspólny język jest tu niezbędny do komunikowania swoich intencji, żeby lęk nie zakłócił i nie zniszczył tego porozumienia. Jest ono głębokie i silne, ale delikatne.

Porozumienie na poziomie intelektualnym bazuje nie tylko na podobnym języku, ale i podobnym sposobie widzenia rzeczywistości, na podobnych poglądach na świat i ludzi. Wystarczy popatrzeć jak odmienne poglądy polityczne potrafią zrobić wrogów z przyjaciół, jak odmienna kultura niszczy związki, jak nawet kibicowanie innym drużynom sportowym rujnuje przyjaźnie, żeby zrozumieć, że ten rodzaj porozumienia jest kruchy i wymaga od nas jeszcze większej tolerancji – dla różnic w funkcjonowaniu naszych umysłów. A dotyczy tylko umysłów.

Natomiast porozumienie na poziomie fizycznym dotyczy nieskończonej ilości cech. Wymaga od nas znacznie więcej wysiłku, bo fizyczność jest tym, co dzieli nas najbardziej – wszelkie cechy fizyczne, sprawność, wygląd, gesty, reakcje, aktywność, wiek, płeć… Jest tak wiele czynników mogących zakłócić porozumienie na poziomie fizycznym, że samoistnie ono po prostu nie może trwać długoterminowo. To, co odmienne, początkowo jest atrakcyjne, ale szybko staje się drażniące, i bez zasilania porozumieniem z innych poziomów bliskość łatwo się wypala.

Bliskość emocjonalna

Niektórzy nie potrafią wyrazić tego, co czują, co utrudnia tworzenie bliskości. Ich mechanizm obronny polega na zamknięciu się w sobie i milczeniu, żeby nie sprowokować kolejnego zranienia.

Niektórzy potrafią wyrazić to, czego nie czują, co tworzy fałszywą bliskość. Ich mechanizm obronny przybiera postać słowotoku, który ma na celu sterowanie cudzym myśleniem.

Prawdziwa, trwała bliskość emocjonalna rodzi się wtedy, kiedy obie strony potrafią i chcą dzielić się tym, co czują, nie używając tego do żadnego własnego celu.

Kontekst

Kontekst jest jak okulary, przez które patrzymy – zmienia znaczenie tego, co widzimy. Jeśli kontekstem jest nasz własny lęk, widzimy wszystko na czarno i skierowane przeciwko nam. Kiedy kontekstem jest miłość, widzimy wszystko jak prezent lub informację, która ma nam pomóc.

Automatycznym impulsem do wybrania konkretnych „okularów” jest nasze doświadczenie, o ile nie koryguje tego świadomie wybrane przez nas odmienne przekonanie.

W sytuacji trudnej, niepewnej lub nierozumianej umysł ma tendencję do przypisywania innym (i losowi) własnych intencji i wynikających z nich zachowań – to one stają się kontekstem dla tego, co widzimy.

Prezenty

Reagujemy na rzeczywistość tak, jak ukształtowało nas nasze doświadczenie z dzieciństwa, dlatego to co trudne dla jednych, nie sprawia trudności drugim, to co lubią niektórzy, innym zupełnie nie odpowiada. Dotyczy to również… prezentów. 

Czujemy się obdarowani i wdzięczni nie wtedy, kiedy podarunek jest obiektywnie wartościowy, ale wtedy, kiedy odpowiada naszej hierarchii wartości, kiedy czujemy, że ktoś zadał sobie trud, żeby sprawić nam przyjemność z naszej perspektywy, nie ze swojej.

A czasami może to być spora różnica. Dla kogoś, kto borykał się w dzieciństwie z niedostatkiem, drogi, wartościowy prezent jest jak nobilitacja, spełnienie dawnych marzeń. Z kolei dla osoby, która tęskniła za byciem zrozumianą, wymarzonym prezentem jest taki, który odpowiada jej potrzebom czy gustowi. Ta pierwsza osoba poczuje się zlekceważona przez tę drugą, dostając jakiś zabawny drobiazg od serca, ta druga – dostając drogi prezent nie odpowiadający jej gustowi. 

Obdarowywanie innych (szczególnie dzieci) tym, co sami lubimy, jest robieniem prezentów… sobie. Żeby zrobić prezent komuś, trzeba go znać i rozumieć na tyle, żeby wiedzieć, co sprawi mu przyjemność.

Udawanie a uzdrawianie

Kiedy rodzice opuszczają dziecko fizycznie i/lub emocjonalnie, dziecko uczy się opuszczać siebie – nie być wiernym sobie, swoim uczuciom czy potrzebom. Próbuje wbrew tym uczuciom i potrzebom, wbrew sobie, za wszelką cenę zatrzymać tę niestałą miłość. Z pojedynczych nitek próbuje utkać całość, zrobić coś z niczego, żeby przekonać samego siebie, że jest kochane przez rodziców, bo to oznacza, że zasługuje na miłość innych. Potem jako dorosły tak samo próbuje kosztem samego siebie sprawić, żeby miłość nie odchodziła.
Udawanie, że miłość jest, kiedy jej nie ma wcale jej nie tworzy. Udawanie, że nie ma ran ich nie leczy. Leczy je nazwanie po imieniu co jest miłością, a co nie jest. Nie leczy ich opatrywanie przez innych, ale leczy je dotknięcie z miłością przez samego siebie.
Uzdrawia je postanowienie, żeby nigdy więcej siebie nie opuszczać tak jak dotąd miało to miejsce na wzór zachowania rodziców.

Życzenia

Wszystkie nasze życzenia się urzeczywistniają. Nie dokładnie ich treść, ale ich intencje.

Jesteśmy otoczeni własnymi spełnionymi życzeniami – jedne są jak drzewa i zauważamy je dopiero po latach, kiedy zaowocują; inne są jak jednoroczne bujne rośliny, które natychmiast przyciągają wzrok.

Kiedy współgrają ze sobą, tworzą piękny ogród, kiedy walczą o miejsce między sobą, tworzą dziki bałagan – ale zawsze są odzwierciedleniem nas samych, naszego sposobu myślenia.