Kontrola

Nasze lęki pchają nas do stworzenia wokół siebie rzeczywistości przewidywalnej, jak najbardziej kontrolowanej. Poszukując bezpieczeństwa tworzymy rutynę, chodzimy po kilku wydeptanych ścieżkach, uciekamy w schematy. Pielęgnowane lęki rosną i zamiast komfortu zaczynają tworzyć nam emocjonalne więzienie. Często dopiero to motywuje nas do stawienia czoła temu, czego się od zawsze obawiamy.

Wpływ

Chcemy kontrolować świat za pomocą kontrolowania innych ludzi. Taka kontrola jest iluzją – wcześniej czy później, mniej lub bardziej, nawet własne dzieci wymykają się spod kontroli. 

Jedynym realnym sposobem kontrolowania świata jest kontrolowanie siebie – wysyłanie na zewnątrz tego, co chcemy, żeby do nas wróciło.

O bezsilności

Niezależnie od starań rodziców każde małe dziecko przeżywa jakąś postać traumy z powodu utraty miłości. Czasem jest to jedno zdarzenie, czasem specyficzny sposób traktowania na co dzień. Czasem jest to rodzaj przemocy fizycznej lub emocjonalnej, czasem separacja lub izolacja, zawsze – jakaś forma odrzucenia lub porzucenia. Niekoniecznie w intencji rodziców, ale w odczuciu małego, zależnego, przerażonego i bezradnego dziecka. 

Każde dziecko próbuje nauczyć się żyć z tą traumą: jego umysł szuka sposobu, żeby zapobiec jej powtórzeniu, szuka sposobu na kontrolowanie miłości. Czasem jest to podporządkowanie się, żeby na tę miłość zasłużyć, czasem jest to natarczywa dominacja, żeby nie zostać niezauważonym, pominiętym, zapomnianym. Jeśli sposób zadziała, zostaje jako broń i tarcza w relacjach z innymi ludźmi także w dorosłym życiu. Czasem skutkuje rozbawianie innych, czasem udawanie, żeby spełnić cudze oczekiwania, a czasem kupowanie zainteresowania i podziwu za pomocą prestiżu, statusu, kariery, sławy lub po prostu pieniędzy.

Postacie traumy powodującej lęk przed utratą miłości są różne i sposoby radzenia sobie z nią również przybierają wiele form. Ale wspólny mianownik jest jeden – dopóki w dziecięcy sposób szukamy miłości na zewnątrz siebie, udoskonalając swoje sposoby kontrolowania cudzej akceptacji, dopóty nie mamy szans tej miłości i akceptacji doświadczyć naprawdę. Bo miłości nie da się kontrolować. Nie można jej kupić ani zagwarantować sobie umową, nie można na nią zasłużyć ani jej wymusić. 

Miłość jest bezwarunkowa – bezwarunkowo dostępna. Uzyskujemy na powrót ten dostęp do niej wtedy, kiedy życie zmusi nas do poddania swojej broni, swojego sposobu kontroli; kiedy wystarczajaco boleśnie doświadczymy, że to nie działa; kiedy zamiast uciekać od starych bolesnych wspomnień pozwolimy sobie przeżyć emocje dziecięcej traumy raz jeszcze, świadomie ją wyrażając i w ten sposób pozwalając jej wreszcie odejść. Kiedy pożegnamy dawny dziecięcy lęk przed odrzuceniem czy porzuceniem, przestajemy je tworzyć i wciąż na nowo doświadczać. Kiedy uwalniamy dziecięce emocje, odkrywamy, że dla nas, dorosłych, są nieaktualne – bo nie zależymy już od nikogo, możemy tworzyć swoje życie tak, jak chcemy, sięgać po to, czego potrzebujemy. Kiedy jako niezależni dorośli bez oceniającej i racjonalizującej logiki umysłu przeżyjemy w pełni na nowo bezradność przerażonego do szpiku kości dziecka, wierzącego, że straciło miłość, od której jest całkowicie zależne, możemy zresetować ten głęboko zapisany, już nieaktualny lęk, możemy niejako wrócić do punktu, od którego wszystko poszło źle.

Albo będziemy przed starą traumą uciekać całe życie, prowokując los (a może miłość?), aby uzmysłowił nam złudność naszej kontroli miłości coraz silniej, coraz boleśniej, żebyśmy w końcu dotarli do tego dziecięcego stanu – kompletnej bezradności, bezsilności. Do miejsca, w którym myślimy, że wszystko się kończy, a tak naprawdę wszystko dopiero się zaczyna.

Siła dziecięcych emocji

Każdy silny lęk powoduje potrzebę kontroli, a tym samym tworzy kompulsywne, nadmiarowe reakcje. Nadmiarowa reakcja na jakąś sytuację wskazuje na istnienie (najczęściej dziecięcego) lęku, który stłumiony, z ukrycia steruje naszym życiem, „podpina się” pod bieżące emocje, podkręcając je swoją siłą.

Każdy człowiek we wczesnym dzieciństwie przeżywa jakiś rodzaj traumy – silnego lęku związanego z odrzuceniem lub stratą. Może to być zdarzenie jednorazowe (jak śmierć członka rodziny, odejście rodzica z domu) lub stale się powtarzające (jak odrzucająca postawa rodzica lub rówieśników), powodujące poczucie braku bezpieczeństwa, utraty bliskości. Wobec takiego doświadczenia umysł dziecka próbuje wytworzyć jakiś rodzaj kontroli tej znikającej miłości czy akceptacji, żeby poradzić sobie z zagrożeniem. Zazwyczaj staje się nim zachowanie, które działa w tym momencie na dorosłych, przynosi ich uznanie lub aprobatę, przynosi ulgę. I pozostaje ono narzędziem kontroli akceptacji innych – złudnym jak lina, której się trzymamy, chociaż nie jest do niczego przywiązana, ale dającym ukojenie dla lęku jak szmaciana przytulanka.

Powtarzamy to zachowanie nawykowo, staje się częścią nas samych, najczęściej nie zdajemy sobie nawet sprawy, że to reakcja posttraumatyczna. Zwykle to inni ludzie zwracają nam na to uwagę, ze względu na nadmiarowość naszego zachowania w stosunku do sytuacji. Ktoś, kto przypadkiem zrzucił z hukiem ciężki przedmiot wystraszy się, ale zaraz potem może się roześmiać, obracając zdarzenie w żart. Ktoś, kto przeżył bombardowanie, w takiej samej sytuacji może zareagować głębokim przerażeniem, i długo nie móc dojść do siebie, bo odżyje wielokrotne skojarzenie huku z realnym zagrożeniem życia.

Dla małego dziecka zagrożenie utraty miłości jest odczuwane jak zagrożenie utraty życia. Ilekroć doświadczamy sytuacji skojarzonej z dawną traumą, tylekroć silnie odżywają wszystkie stłumione wcześniej emocje, powodując nadmiarową reakcję. Raz uruchomiony mechanizm nie przestaje działać bez świadomego jego „rozbrojenia”, dlatego dorośli reagujący z siłą dziecięcych emocji są zjawiskiem powszechnym.

Kontrola tworzenia

Ze środka niewiele widać. Ale gdybyśmy zmienili perspektywę i popatrzyli na siebie z zewnątrz, jako neutralny obserwator, zauważylibyśmy, że wszystko w swoim życiu stworzyliśmy sami, choć nieświadomie. Uzyskanie świadomości swoich myśli, słów i czynów to uzyskanie kontroli nad tym, co tworzymy.

Definicja bliskości

Rodzice tworzą taką bliskość z dzieckiem, jaką potrafią, a tym samym przekazują mu swoje ustawienia umysłu, w tym swoje własne traumy.

Rodzice z niskim poczuciem własnej wartości mają tendencję do wykorzystywania swojej przewagi nad dzieckiem – fizycznej, intelektualnej, emocjonalnej. Starają się zmusić dziecko do uległości (podobieństwa do siebie) czy to przemocą fizyczną (kary cielesne, fizyczna separacja), czy manipulacją intelektualną (żartowanie z dziecka, wyśmiewanie, przekazywanie nieprawdziwych informacji), albo kontrolą emocjonalną (zmuszanie dziecka do wyrażania swoich emocji i używanie ich przeciwko niemu).

Dzieci krzywdzone nie przestają kochać rodziców, przestają kochać siebie. Mając niskie poczucie własnej wartości naśladują rodzicielskie przekonanie, że bliskość polega na dominacji, że trzeba być silniejszym (fizycznie, intelektualnie, emocjonalnie), żeby zmuszać czy kontrolować innych do pozostania ze sobą w relacji.

W ten sposób instynktowne, naturalne dążenie do bliskości przeradza się w przemoc, czyli jej przeciwieństwo.

Spokój

Spokój wynikający z poczucia, że chwilowo mamy wszystko pod kontrolą nie umywa się do błogostanu wynikającego z poczucia, że nie mamy potrzeby kontrolowania czegokolwiek. Ten pierwszy jest strzeżony przez dziesiątki równoważących się myśli z przeszłości i o przyszłości, ten drugi ogarnia i wycisza wszystkie myśli, które nie dotyczą chwili obecnej.

Podejście do emocji

Jak rodzice reagują na emocje dziecka, tak dziecko uczy się je traktować. Jeśli rodzice skupiają się na dziecku przy każdym jego grymasie, uczy się ono wyrażać emocje ekspresyjnie i nadmiarowo; jeśli rodzice nie akceptują emocji dziecka lub je za nie karzą, dziecko uczy się je tłumić, ukrywać nawet przed samym sobą.

W dorosłym życiu zachowujemy to wyuczone podejście do swoich emocji. Niektórzy wylewają z siebie emocje bez żadnej kontroli, pozwalając im zalać siebie i innych, nie wiedząc, co z nimi zrobić. Inni tłumią je, ukrywają i racjonalizują, broniąc się przed nimi, co sprawia, że wydostają się one mniej kontrolowanymi kanałami i często manifestują się w formie dziwacznego zachowania. W jednym i drugim przypadku niewłaściwy stosunek do własnych emocji – do własnego odczuwania – może przyjmować postać zaburzenia, a nawet objawów choroby psychicznej. 

O założeniach

Byłam dzisiaj świadkiem fajnej rozmowy. Brzmiała mniej więcej tak:

„- O, leje!
– Dawno nie padało (śmiech)
– A dopiero co była susza stulecia i zamienialiśmy się ponoć w pustynię, a teraz grozi nam powódź…
– No jak wszyscy przez tę suszę modlili się o deszcz, to teraz leje bez końca…
– Bo nie powinno się modlić o deszcz albo o słońce, tylko o właściwą pogodę!”

Strzał w dziesiątkę 🎯
Życzymy sobie tego, co wydaje nam się słuszne według naszych założeń, a potem efekty nas zaskakują i przerastają. A gdyby tak odpuścić kontrolę i zamiast sobie życzyć tego, co znamy z reklam, na przykład:
– domku z ogródkiem (z którego potem nie ma kiedy korzystać, pracując do nocy, żeby go spłacić), 
– podróży na drugi koniec świata (która niespodziewanie kończy się zakaźną chorobą) czy
– najpiękniejszej dziewczyny/najprzystojniejszego chłopaka (z którymi później nie ma o czym rozmawiać i którzy swoim zachowaniem doprowadzają nas do szału)
…poprosić los o to, co sprawi, że poczujemy się szczęśliwi…?

Podświadomość

Nasza podświadomość to zapis wszystkiego, w czym uczestniczyliśmy od początku życia. Obejrzenie tego zapisu jak filmu dokumentalnego dałoby nam odpowiedzi na wszystkie pytania – dlaczego zachowujemy się tak czy inaczej, dlaczego wierzymy w to czy tamto, dlaczego jesteśmy tacy a nie inni.

Ale im bardziej angażujemy swoją świadomość w działania fizyczne czy intelektualne, tym mniej informacji z podświadomości ona odczytuje – blokuje je, bo jest zajęta czymś innym, stałym bieżącym działaniem. Kiedy żadna rzeczywistość – ani materialna, ani wirtualna – nas nie pochłania i pozwalamy sobie po prostu być, jak podczas medytacji, drzwi między podświadomością a świadomością otwierają się szerzej. I to, co wcześniej wymagało naszego skupienia, wysiłku, analizy i kontroli – zaczyna dziać się samoistnie, za pomocą dodatkowych zasobów, do których wcześniej nie mieliśmy dostępu.