Schemat zastępczy

Umysł dziecka jako pierwsze, bazowe dane zapisuje to, z czym się styka – czyli z poglądami, postawami i reakcjami opiekunów. Najsilniej zapisuje te schematy, które interpretuje jako najskuteczniejsze dla przetrwania. Kiedy stajemy się świadomi swojego dominującego sposobu reagowania emocjonalnego i wyzwalamy się z niego, umysł automatycznie próbuje stosować inny znany automatyzm – schemat drugiego rodzica, który przechowuje i wykorzystuje „awaryjnie” w jakimś pobocznym obszarze. 

Innymi słowy świadomie występując przeciwko swojemu głównemu schematowi, nieświadomie uruchamiamy schemat zastępczy. Oznacza to, że jeśli odrzuciliśmy zachowania przemocowe, możemy zacząć wchodzić w rolę ofiary; jeśli walczymy z własnym wycofaniem, możemy stać się agresywnie dominujący; jeśli blokowaliśmy własne potrzeby, możemy stać się egoistyczni; jeśli pozwalaliśmy się obsługiwać, wyręczamy innych itp.

Złamanie schematu polega na tym, że dajemy sobie nowe, odmienne doświadczenia, tworzymy nowe, pozytywne skojarzenia. Żeby umysł uległ przeprogramowaniu, dla równowagi to doświadczenie musi być konsekwentnie i silnie odmienne od tego, które posiadamy. Dlatego łatwo jest wpaść w pułapkę zamiany jednego znanego schematu na drugi zamiast uwolnienia się od niego.

Zamiana schematu powoduje zmianę zachowania, ale nie negatywnych emocji, oznacza zmianę roli jednego rodzica na rolę drugiego. Złamanie schematu daje poczucie wolności wyboru, któremu towarzyszą pozytywne emocje, bo oznacza uwolnienie się od obu ról pełnionych przez rodziców, od wszelkich wzorców.

Zanim wyruszysz

Zanim wyruszysz, odpowiedz sobie na kilka pytań.

Czy chcąc dojść do światła idzie się w kierunku ciemności? Zatem czy do szczęścia idzie się drogą oznakowaną przez negatywne emocje? Czy nie pojawiają się po to, żeby nas ostrzec, że zboczyliśmy z drogi?

Czy można budować prawdę na kłamstwie? Czy można zbliżyć się do kogoś, kto autentyczność uważa za największą słabość, a wizerunek za największe osiągnięcie? Jaką prawdę mogą oferować ludzie, którzy używają cudzych wizerunków i cudzych słów, żeby otworzyć sobie drzwi? Czy cel uświęca środki?

Czy los/Wszechświat/Bóg jest złośliwy czy opiekuńczy? Należy z nim walczyć, żeby go przechytrzyć, czy należy z nim współpracować jak z perspektywą trenera? Jeżeli coś lub ktoś nie ma wstępu do twojego świata, to może nie dlatego, żeby cię ukarać, a dlatego, żeby cię chronić? 

Zanim wyruszysz, upewnij się, że idziesz tam, gdzie prowadzą cię pozytywne uczucia, gdzie możesz tworzyć bliskość z autentycznymi ludźmi i gdzie los otwiera ci drzwi. Wtedy podróż staje się komfortowa i satysfakcjonująca, radosna. W przeciwnym przypadku podróż przez życie będzie ci przysparzać wewnętrznych konfliktów, dyskomfortu, rozczarowań i cierpienia.

Wybór jest twój.

Sprzeczne przekonania

Niespójne przekonania powodują, że utykamy w miejscu: robimy krok w jedną stronę, potem krok w drugą, i chociaż cały czas jesteśmy w ruchu, to zostajemy tam, gdzie byliśmy.

Niespójne przekonania to takie, które logicznie sobie zaprzeczają, ale ponieważ pochodziły od autorytetów, dziecięcy umysł przyjął je kiedyś bezkrytycznie i nadal próbuje ze sobą pogodzić, każąc nam być kimś innym w jednym obszarze, a kimś innym w drugim; albo dążyć do czegoś wybierając drogę, która prowadzi w odwrotnym kierunku.

„Żeby było dobrze, najpierw musi być źle”, „żeby być szczęśliwym, trzeba pozwolić się krzywdzić (źle traktować fizycznie lub emocjonalnie)”, „nie można być zdrowymi silnym, bo się zostanie wykorzystanym”, „trzeba być silnym i podporządkowanym/grzecznym i przebojowym”, „żeby być sobą, należy się przebrać albo ukryć”, „dobrze jest mieć rację i ustępować innym”, „najlepiej być sławnym i anonimowym”, „należy słuchać we wszystkim innych i być liderem”…

Sprzeczne przekonania nie tylko nigdzie nas nie prowadzą, ale powodują nieustanne napięcie – bo za czymkolwiek idziemy, natychmiast coś ciągnie nas w przeciwną stronę, a kiedy zmieniamy kurs – przeciwstawna siła ciągnie nas z powrotem.

Negatywne przekonania (o sobie, innych ludziach, życiu) odbierają nam radość, satysfakcję, motywację do działania. Kolidujące ze sobą przekonania zamykają nas jak w klatce i bez względu na ilość podjętych działań pozostawiają nas z uczuciem bezsilności.

Zmiana

Czy można zmienić drugiego człowieka, czy możemy sprawić, że ktoś zmieni się całkowicie? I tak, i nie.
Nie siłą. Ludzie często zmieniają swoje zachowanie pod wpływem nacisku, presji, bojąc się odrzucenia lub utraty czegoś, na czym im zależy, ale jest to zmiana pozorna: kiedy znika przymus, znika też owo zachowanie. Rodzice wychowujący dzieci metodą silnego autorytetu wymuszającego posłuszeństwo nie zdają sobie sprawy, że kreują dzieci posłuszne, ulegające wpływom, które z czasem jedynie zmieniają autorytet z rodzicielskiego na rówieśniczy, wciąż pozostając pod wpływem cudzego myślenia, cudzej filozofii.
Nie akceptacją. Często myślimy, że akceptując kogoś bezwarunkowo, sprawimy, że on sam się zmieni zgodnie z naszymi oczekiwaniami, „odwdzięczy” nam się. To nie działa – jeśli akceptujemy czyjeś krzywdzące zachowanie (a zachowanie jest wyborem, nie cechą stałą osoby), to przyzwalamy na jego eskalację – tak rodzi się m.in. przemoc domowa.
Nie perswazją. Żadne słowa i przykłady, żadna ilość tłumaczenia nie przekona kogoś, kto ma odmienne doświadczenie. Jego logika może się zgodzić z argumentacją, ale jego emocje popchną go do zachowania spójnego z tym, co wie o życiu ze swojego doświadczenia. Dziecko, które przeżyło dzięki kradzieżom nie potrafi – później, kiedy już kraść nie musi – szanować cudzej własności, choć wie, że inni uważają, że kradzież jest zła, szkodliwa, niemoralna, zakazana. Ale może raz na zawsze przestać kraść, jeśli nowe doświadczenie zweryfikuje stare: jeśli przeżyje silne negatywne emocje związane z kradzieżą i powstanie nowe – nie pozytywne, a negatywne skojarzenie z tym zachowaniem; jeśli na przykład owo dziecko zostanie dotkliwie okradzione z czegoś, co ma dla niego dużą wartość emocjonalną i zrozumie, że jego kradzieże powodują takie same silne emocje u innych ludzi, istnieje szansa, że to nowe doświadczenie zmieni jego myślenie i zachowanie.
Więc tak – jeśli dostarczymy człowiekowi innego, odmiennego doświadczenia niż to, które ma i które przez pewne założenia w myśleniu kieruje jego zachowaniem. Jeśli potrafimy sprawić, żeby człowiek głęboko poczuł, że to, co robi, krzywdzi i jego, i innych. Tylko silne emocje mogą rozbić stary schemat myślenia wynikający z jakiegoś losowego doświadczenia i sprawić, że ktoś zrezygnuje z niewłaściwych nawyków.


Skojarzenia emocjonalne

To nie doświadczenie ani sposób rozumowania najbardziej różni nas od siebie, ale skojarzenia emocjonalne. To one powodują, że to, co dla jednego nie ma znaczenia, jest ogromnie ważne dla kogoś innego; że coś jest dla kogoś łatwe i proste, bo kojarzy się z miłością i radością, a dla kogoś innego trudne i bolesne, bo kojarzy się z bólem i odrzuceniem. Jeżeli spieramy się o fakty, nigdy nie dojdziemy do porozumienia. Jeśli zrozumiemy uczucia, porozumienie przyjdzie samo.

Reakcje emocjonalne

Dzieci powtarzają lub odwracają schemat reagowania emocjonalnego znany z domu. Kiedy negatywne emocje rodziców krzywdzą dziecko, ono albo powtarza ten sposób, odreagowując na innych swoje frustracje, albo odwrotnie – uczy się tłumić i maksymalnie kontrolować własne emocje, wierząc, że jeśli ono będzie w porządku, inni też się „naprawią”. 

Nadmiarowe i rozhamowane wyrażanie emocji nie oznacza, że ktoś czuje silniej niż inni, podobnie jak niewyrażanie emocji nie oznacza, że się ich nie odczuwa; jedno i drugie jest wyuczoną reakcją na ten sam bodziec. 

Zarówno nadmiarowe wyrażanie swoich emocji, jak i niewyrażanie ich prowokują tę samą (lub uzupełniającą schemat) reakcję z drugiej strony relacji, czyli w obu przypadkach pozostaje problem z negatywnymi emocjami, które krzywdzą – albo niekontrolowanie wylewają się na zewnątrz raniąc innych, albo nagromadzone wybuchają wewnątrz. 

Dopiero świadomość własnych emocji i umiejętność komunikowania ich w zdrowy sposób powoduje, że schemat zostaje złamany – reakcje stają się adekwatne, czyli różnorodne, w zależności od sytuacji i rodzaju relacji z drugim człowiekiem.

Dojrzałość emocjonalna

Gdybym miała dopisać do swojej książki jedenaste fałszywe przekonanie rodzicielskie, byłoby to: „Dziecko z tego wyrośnie”.

Dziecko wyrasta ze swoich ubrań i butów, bo jegoprzemiana w dorosłego osobnika na poziomie biologicznym odbywa się automatycznie, bez względu na to, jak rozwija się intelektualnie, emocjonalnie czy duchowo. Chociaż to, jak tym coraz większym ciałem zarządza, to już kwestia tego, ile się od niego wymaga, co ćwiczy, praktykuje (czy potrafi zadbać o higienę, ubrać się, jeździć na łyżwach czy rolkach, pływać, żonglować, tańczyć itp.)

Emocjonalnie dziecko staje się dorosłym wtedy, kiedy zauważa, że jego potrzeby i uczucia nie są większe czy mniejsze od cudzych, kiedy postawa podporządkowana i dominująca na zmianę zostaje zastąpiona postawą partnerską. Dziecko szuka winnych i czuje się bezradną ofiarą okoliczności, osoba emocjonalnie dojrzała bierze odpowiedzialność za to, co robi, jest twórcą swojego losu.Ale ta transformacja nie następuje automatycznie. Jeżeli rodzice stopniowo nie wymagają od dziecka radzenia sobie ze swoimi emocjami (jak z nauką jazdy na rowerze czy nauką matematyki), traktując każdy dyskomfort dziecka jak koniec świata, ustępując mu, kiedy wyraża niezadowolenie – to dziecko z dziecinnej emocjonalności nie wyrośnie. Będąc fizycznie i intelektualnie dorosłym, pozostanie emocjonalnie dzieckiem, ulegającym swoim emocjom jak niszczycielskiej sile, wyrażającym je w niekontrolowany, krzywdzący lub przesadzony sposób; nie potrafiącym sobie radzić z emocjami tak samo jak w wieku przedszkolnym.

Jeśli dorosły, będący emocjonalnie dzieckiem silnie skonfrontuje się z faktem, że taka niedojrzałość szkodzi i jego samopoczuciu, i jego relacjom z innymi ludźmi, może postawić sobie wymagania, których nie postawili mu rodzice, może nauczyć się zarządzać swoimi emocjami, a tym samym samopoczuciem i relacjami. Wymaga to jednak od niego dużej motywacji, wysiłku i samokontroli (których w swoim przekonaniu nie posiada, bo nie ma ich w swoim doświadczeniu na skutek braku rodzicielskich wymagań), więc taka emocjonalna transformacja u dorosłych jest rzadkością.

Bez objazdu

Emocje to język duszy, język prawdy. A to, co najczęściej robimy, kiedy się pojawiają i nam się nie podobają, to zaprzeczanie im, zduszanie, zagłuszanie, racjonalizowanie. Taka reakcja powoduje, że stają się głośniejsze i bardziej natarczywe, szukające okazji, żeby się przebić do naszej świadomości. Są nieprzekupnymi informatorami i jedyny sposób, żeby je uciszyć, to wysłuchanie ich, stanie się nimi na chwilę. Tego się właśnie najbardziej boimy, bo to decyzja na ból, nad którym nie mamy kontroli. Ale kiedy się to zrobi, kiedy świadomie przeżyje się to, przed czym się ucieka, emocje przestają nas prześladować i odzyskujemy wolność.

Źródło

Wszyscy przeżywamy negatywne emocje jednakowo, ale różnie sobie z nimi radzimy.

Ci, którzy nauczyli się szukać ich źródła na zewnątrz, winią innych i zamykają się w błędnym kole doświadczania ich wielokrotnie ponownie.

Ci, którzy nauczyli się szukać ich źródła wewnątrz siebie, dostają szansę zaleczenia zranionego miejsca, które je produkuje i uzyskania wolności od dyskomfortu, jaki te emocje tworzą.

Reagowanie na emocje


Emocje informują nas o tym, jakie skojarzenia mamy zapisane w naszym umyśle, nie o tym, kim jesteśmy. Jeżeli utożsamiamy się z naszymi emocjami, to działamy pod ich wpływem jak pod wpływem alkoholu, pozwalamy im decydować, kim jesteśmy, i stajemy się nieprzewidywalni nawet dla samych siebie. 
A przecież jesteśmy czymś więcej niż zbiorem przypadkowych skojarzeń tworzących emocje w umyśle – jesteśmy świadomością ponad nimi. 
Jeżeli używamy świadomości do obserwowania, czytania swoich emocji, możemy nie pozwolić im decydować za siebie; możemy je zrozumieć i dzięki tej informacji wybrać zachowanie, które nam posłuży, które będzie zgodne z tym, kim chcemy być.
Traktowanie emocji jak doradców powoduje, że tracimy swoją tożsamość. Traktowanie emocji jak informatorów sprawia, że budujemy swoją tożsamość.

Są trzy sposoby reagowania na emocje, które się w nas pojawiają. Pierwszy to zignorowanie, stłumienie ich. Efektem będzie kumulowanie napięcia, które gdzieś w końcu eksploduje, raniąc odłamkami przypadkowych ludzi. Drugi to natychmiastowe ich wypuszczenie z siebie w takiej postaci, w jakiej się pojawiają. Efekt podobny, zalewamy nimi z impetem kogoś, kto jest z sytuacją powiązany, lecz w sposób tak nadmiarowy, że nie tylko tworzymy konflikt, ale po chwili samym nam wstyd, że daliśmy się tak ponieść. Trzeci i jedyny konstruktywny sposób obchodzenia się ze swoimi emocjami to nazwanie ich i próba zrozumienia skąd się wzięły, a dopiero potem reagowanie w świadomie wybrany sposób. 
Dwóch pierwszych sposobów uczymy się automatycznie w odpowiedzi na postawę naszych rodziców (wymagającą lub przyzwalającą), a ich wadą jest to, że wcześniej czy później przynoszą ze sobą spięcia z innymi i kolejne negatywne emocje. 
Trzeciego sposobu musimy nauczyć się sami, co wymaga treningu, ale też sprawia, że mamy lepsze relacje z innymi i lepsze zdanie o sobie, czyli generalnie lepsze samopoczucie – a czy nie o to w życiu chodzi?