„Malcolm i Marie” (2021)

Bardzo trudny film, wymagający, bardziej przypomina sztukę teatralną. Czarno-biały, żeby nic nie odciągało uwagi widza od dialogu między bohaterami. A dialog trwa prawie dwie godziny, niemal w czasie rzeczywistym. Jak ktoś chce, może to być film o (braku) miłości, albo o światku filmowym, czy nawet szerzej artystycznym, ale dla mnie jest o tym, co sprawia, że i związek bohaterów, i ich życie zawodowe czy prywatne są właśnie takie, jak to przedstawiają w tej niekończącej się emocjonalnej rozmowie – o braku partnerstwa. O dominacji, wykorzystywaniu, manipulacji, ustawianiu się w roli zwycięzcy lub ofiary, nigdy partnera. Film jest męczący i irytujący, na pewno nie dla każdego; ale jeśli ktoś lubi podglądać innych „od środka”, polecam – mechanizmy rządzące komunikacją w związku opartym na nierówności widać jak na dłoni.

„Skradzione serce” (serial, 2022)

Kiedy człowiek zabija kogoś dla jedzenia, nie mówi się, że kocha jedzenie, tylko że zrobil to, żeby przeżyć. Ale kiedy człowiek zabija kogoś dla innej osoby, mówi się, że to z miłości…

Kolumbijski serial, trzymający w napięciu thriller, choć trochę trąci telenowelą. Polecam, bo prowokuje ważne pytania i nie odpowiada na nie jednoznacznie, pokazując różne perspektywy – trzeba sięgnąć do własnego systemu wartości, żeby sobie na nie odpowiedzieć, a to uważam za sporą wartość. Zakres jest spory, bo dotyczy i relacji, i polityki, i metafizyki. Miłości, obsesji, uzależnienia, lojalności, emocji, pasji, rodziny, sumienia, zemsty, pieniędzy, interesów, władzy, medycyny…

„Rozdzielenie” (serial, 2022)

Teoretycznie jest to serial sf, ale tak naprawdę nie do końca… (odrobinkę spoileruję 🙂)

Tytułowe rozdzielenie mówi o odseparowaniu funkcjonowania danej osoby w pracy i poza nią, utworzeniu niejako dwóch osób, które nic o sobie nie wiedzą, żyją dwoma różnymi życiami, nie przenosząc problemów jednej sfery do drugiej. Niby pomysł szalony, ale pracując z ludźmi codziennie widzę, jak nasze umysły robią sobie automatyczne podziały, czyniąc z nas niemal osobowości wielorakie: dla jednych jesteśmy tacy, dla drugich inni, do pracy zakładamy garnitur czy białą bluzkę oraz obowiązkowo maskę (i nie mam tu na myśli maseczki 😉), w domu chodzimy w dresie i pozwalamy sobie wylewać na najbliższe nam osoby wszystko bez ograniczeń… W zasadzie większość z nas w obecnej rzeczywistości zachowuje się, jakby miała wszczepiony chip zapobiegający stykowi osobowości z pracy z osobowością rodzinną…

Podobnie samo miejsce pracy – niby futurystyczne, a wymagania bezsensowne – ale czy naprawdę w hierarchicznych instytucjach typu korporacja czy kościół wygląda to aż tak bardzo inaczej…? Bo ja mam wrażenie, że w tym serialu zmieniono tylko dekoracje i że opowiada on o tym, co jest…

Z terapeutycznej ciekawości (co się stanie, kiedy owe rozdzielone części zaczną się ze sobą stykać) nie mogę się doczekać sezonu drugiego 😁

„Dwunastu gniewnych ludzi” (1957)

Nasze życiowe doświadczenie to nasza subiektywna prawda, którą umysł traktuje jako obiektywną, jednakową dla wszystkich. Ale jedni z nas boją się psów (bo zostali pogryzieni), szanują lekarzy (bo ich wyleczyli) i błyszczą w sytuacjach publicznych (bo ich chwalono za autoekspresję); drudzy zaś uwielbiają psy (bo mieli swojego pupila), nienawidzą lekarzy (bo mają paskudne wspomnienia ze szpitala) i unikają sytuacji publicznych (bo ich zawstydzano). Subiektywne prawdy, choć absolutnie prawdziwe dla ich właścicieli, bywają zupełnie nieprawdziwe dla kogoś innego. Kłócimy się o to, kto ma rację, choć tak naprawdę nikt nie wie, jak wygląda prawda; przerzucamy się opiniami, wierzeniami i uprzedzeniami, nazywając je faktami. Obiektywna prawda oprócz umysłu angażuje serce – empatię – i brzmi: może być tak i tak: bywają psy, które gryzą i takie, które ratują człowiekowi życie; bywają lekarze eksperci i lekarze niekompetentni; sytuacje publiczne mogą motywować lub stresować. Możemy nigdy nie poznać faktów, które usatysfakcjonują nasz umysł, ale czucie pomoże nam znaleźć prawdę.

„Anatomia skandalu” (serial, 2022)

Serial nakręcony z ogromnym wyczuciem mechanizmów psychologicznych, powiedziałabym, że to taki psychologiczny dokument. Uprzedzam, że poniżej nieco spoileruję, więc kto chce oglądać bez uprzedzeń, niech dalej nie czyta 🙂

Jego naczelną wartością jest wygrana. Żeby nie przegrać, musiał nauczyć się dwóch rzeczy: manipulować prawdą i nie brać pod uwagę uczuć innych ludzi. Nawykowe przesuwanie granicy uczciwości pozwala mu zachować dobre mniemanie o sobie (coś jak „nikogo nie zabiłem, więc jestem dobrym człowiekiem” czy „nigdy nie ukradłem dużego banknotu, więc nie jestem złodziejem”), a satysfakcja z wygranej przysłania mu wszelkie koszty, jakie ponosi, a tym bardziej jakie ponoszą z tego tytułu inni (przecież zawsze można im tę krzywdę jakoś wynagrodzić, wykupić się). Jest w swojej filozofii tak szczery, że ona bierze to za autentyczność. Chce budować na zaufaniu i stworzyć wspaniały związek, więc ślepo mu wierzy, usprawiedliwia go przed sobą i innymi, odrzuca wątpliwości, nie chce widzieć nieścisłości, drobiazgów, które nie pasują do tej perfekcyjnej wizji. Aż w końcu musi dokonać wyboru, czemu pozostanie wierna – obrazkowi z pozorną wygraną czy swoim uczuciom, swoim wartościom. On szczerze nie rozumie dlaczego ich definicje prawdy się rozmijają i dlaczego tym razem nie może sobie wykupić rozgrzeszenia; ona wie, że jedyną szansą, żeby cokolwiek zrozumiał, jest poniesienie konsekwencji za swoje czyny.

„Bagdad Café” (1987)

Trudno trafić na ten film. Pierwszy raz oglądałam go jako studentka, na konfrontacjach filmowych. Film mi się podobał, ale przede wszystkim zauroczyła mnie piosenka przewodnia „Calling You” śpiewana przez Jevettę Steele. Dla tej piosenki odszukałam „Bagdad Cafe” po latach, i wciąż wracam do tego filmu od czasu do czasu. Im jestem starsza, tym cieplejsze uczucia budzą celowo przerysowane postacie, zderzenie odmiennych kultur i magia, która z tego wynika, w sensie dosłownym i metaforycznym.

Film jest niewątpliwie specyficzny, ale też zabawny i ciepły. Pokazuje jak bardzo gubimy się w swojej rutynie tracąc z życia to, co w nim najcenniejsze: relacje, uczucia, marzenia – i jak odrobina autentyczności pomaga zobaczyć to, co jest, w zupełnie nowy sposób; jak ożywia to, co wydawało się być dawno obumarłe.

Polecam „Bagdad Cafe” wszystkim, którzy lubią się przyglądać ludziom 🙂

„Wszystkie jasne miejsca” (2020)

Czasem traumatyczne zdarzenie życiowe sprawia, że tracimy wiarę w sens życia, że wraz z czyimś odejściem gaśnie dla nas całe światło świata. Wtedy może się zdarzyć, że ktoś zrozumie nas tak bardzo i wesprze tak umiejętnie, że na nowo zaczniemy żyć.

Czasem wczesne doświadczenia życiowe sprawiają, że nie potrafimy kochać siebie i nie potrafimy otworzyć się na innych, że próbujemy żyć bez miłości, bez wiary w przyszłość, bez nadziei. Nie przestajemy jednak tęsknić za światłem, nie tracimy zdolności, aby nim się stać. Dlatego paradoksalnie czasem udaje nam się rozpalić na nowo światło w tych, którzy mają zasoby do jego podtrzymania. Ale nie wpuszczając go do siebie nie możemy rozpalić i zatrzymać go w sobie, dla siebie.

„Bardzo dziki kraj” (serial, 2018)

Jest to sześcioodcinkowy serial dokumentalny o Osho. Dokumentalny w pełnym tego słowa znaczeniu, ponieważ nie ma tam żadnego narratora, są tylko materiały archiwalne i aktualne wywiady z uczestnikami tamtych zdarzeń. Nie ukrywam, że ogląda się to trudno – jakość nagrań z lat osiemdziesiątych pozostawia wiele do życzenia, a sam temat sprawy nie ułatwia. 

Dla kogoś, kto nie czytał książek Osho, to tylko opowieść o sekcie i jej guru. Dla tego, kto (jak ja) kilka przeczytał, to spore wyzwanie. Bo czytanie książek napisanych przez Osho jest jak podróż w kosmos, a oglądanie filmu o jego życiu i działalności jest jak wycieczka do slumsów. Aż chce się zapytać – jak to wszystko zmieściło się w jednym człowieku?!

Kiedy człowiek zna Prawdę, ale przyznaje, że nie potrafi jej wcielić w swoje życie, jest autentyczny. Nie stanowi przykładu, ale stanowi inspirację dla innych. Jak ktoś, kto wie, że można zdobyć niezwykły górski szczyt, ale sam nie potrafi i otwarcie się do tego przyznaje. Zaraża wtedy swoim marzeniem innych, staje się motywacją, wyzwaniem.

Kiedy człowiek zna Prawdę i ją stosuje w swoim życiu, staje się wzorem, ścieżką, przykładem, że coś jest możliwe. Jest jak przewodnik, który pokazuje, którędy można bezpiecznie i efektywnie wejść na szczyt. Pomaga innym.

Kiedy człowiek zna Prawdę, ale jej nie stosuje, jednocześnie twierdząc, że to robi, jest hipokrytą. Wprowadza innych w błąd, sprowadza ich na manowce. Twierdząc, że prowadzi ich na szczyt, prowadzi ich w przeciwnym kierunku. Tak właśnie funkcjonował Osho: głosił równość, a stosował hierarchię; głosił wolność, ale uzależniał ludzi od siebie; głosił pokój, ale stosował przemoc jako środek do celu. Głosił duchową niezależność każdej osoby, ale stworzył bezrefleksyjny tłum, którym kierował według własnej woli, nie tylko za pomocą słów, ale i substancji psychoaktywnych. 

Osho znał Prawdę, która prowadzi do szczęścia. Ale przyjął ten duchowy dar tylko intelektualnie. Jego emocjonalność i fizyczność pozostały dla tego daru zablokowane. Dlatego jego książki sprzedają się nadal, ale on sam poważnie chorował i zmarł w wieku zaledwie 59 lat, a wszystkich, których dotknął, zaraził emocjonalną traumą, z której niektórzy wyzwalali się przez lata, inni trwają w niej nadal.

Jedni widzieli w nim tę część, która została dotknięta Oświeceniem i tak ich to oślepiło, że nie widzieli tej drugiej, stał się dla nich bezwzględnym autorytetem, guru. Inni zobaczyli tę drugą i już nie byli w stanie zobaczyć tej pierwszej – dla nich był zwyczajnym oszustem, niebezpiecznym, przemocowym liderem zahipnotyzowanego tłumu.

Tak naprawdę był jednym i drugim – człowiekiem, który rozumiał Prawdę, ale nie miał dość siły, żeby za nią podążyć; wybrał głos ego, który jak każdy pasożyt najpierw nakarmił siebie, a potem zabił swojego nosiciela.

„Truman Show” (1998) i „Kim jest Anna?” (serial, 2022)

„Truman Show” opowiada o człowieku, który zorientował się, że bierze udział w grze, i z tej gry zrezygnował, odzyskując wolność.

W serialu „Kim jest Anna?” w udawanie grają wszyscy, ale nawet kiedy sobie to uświadamiają, zamiast wolności wybierają korzyści wynikające z podporządkowanie się zasadom gry.

To nie system czy okoliczności decydują o naszych wyborach, ale to, w jakim stopniu utożsamiamy się ze swoim ego i jego kuszącymi obrazkami, scenariuszami i etykietkami, a w jakim stopniu ze swoim prawdziwym ja i jego naturalnym dążeniem do niezależności, radości, samorealizacji. Czasem własne iluzje są nam bliższe niż rzeczywistość do tego stopnia, że w obronie swojej bajki jesteśmy w stanie pójść do więzienia – dosłownie lub metaforycznie.

„Wąż” (serial 2021)

Kiedy ktoś nas wyróżnia, traktuje inaczej, lepiej niż innych, niekoniecznie musi to znaczyć, że dostrzegł naszą wyjątkowość. Może to też znaczyć, że nas w danym momencie potrzebuje do swoich celów i dlatego dba o tę relację bardziej niż o inne.

Dlatego warto obserwować, jak koś traktuje innych ludzi. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że wcześniej czy później zostaniemy potraktowani w taki sam sposób. Bo nie zależy to tylko od tego, kim jesteśmy, ale i od tego, kim jest ta druga osoba, jak myśli o ludziach w ogóle – czy inni są dla niej partnerami czy pionkami we własnej grze.