Zanim wyruszysz

Zanim wyruszysz, odpowiedz sobie na kilka pytań.

Czy chcąc dojść do światła idzie się w kierunku ciemności? Zatem czy do szczęścia idzie się drogą oznakowaną przez negatywne emocje? Czy nie pojawiają się po to, żeby nas ostrzec, że zboczyliśmy z drogi?

Czy można budować prawdę na kłamstwie? Czy można zbliżyć się do kogoś, kto autentyczność uważa za największą słabość, a wizerunek za największe osiągnięcie? Jaką prawdę mogą oferować ludzie, którzy używają cudzych wizerunków i cudzych słów, żeby otworzyć sobie drzwi? Czy cel uświęca środki?

Czy los/Wszechświat/Bóg jest złośliwy czy opiekuńczy? Należy z nim walczyć, żeby go przechytrzyć, czy należy z nim współpracować jak z perspektywą trenera? Jeżeli coś lub ktoś nie ma wstępu do twojego świata, to może nie dlatego, żeby cię ukarać, a dlatego, żeby cię chronić? 

Zanim wyruszysz, upewnij się, że idziesz tam, gdzie prowadzą cię pozytywne uczucia, gdzie możesz tworzyć bliskość z autentycznymi ludźmi i gdzie los otwiera ci drzwi. Wtedy podróż staje się komfortowa i satysfakcjonująca, radosna. W przeciwnym przypadku podróż przez życie będzie ci przysparzać wewnętrznych konfliktów, dyskomfortu, rozczarowań i cierpienia.

Wybór jest twój.

Wybory

Wybieramy dla siebie to, co uważamy za najlepsze zgodnie z aktualnym poziomem świadomości siebie. Im więcej prawdy o sobie dopuszczamy do swojej świadomości, tym bardziej uszczęśliwia nas to, co wybieramy. Dlatego warto się starać zrozumieć siebie.

Co jest dobre

Jeśli coś daje nam energię, która długofalowo, stale poprawia nasz stan i samopoczucie, to jest dla nas dobre. 

Jeśli coś odbiera nam energię, czy to natychmiast, czy powoli, ale stale obniżając nasze samopoczucie, nie jest dla nas dobre. 

Wszyscy mamy wbudowany ten kompas, naturalny instynkt – musimy jedynie nauczyć się go słuchać ponad „prawdami” o tym, co jest dla nas dobre, które nam wpojono.

Między magią a techniką

Czy kiedy jedziemy samochodem na wycieczkę, zastanawiamy się nad tym, jak działa silnik?
Czy kiedy wciąga nas serial w TV, zastanawiamy się, w jaki sposób każda scena była reżyserowana?
Czy kiedy się ktoś do nas uśmiecha, zastanawiamy się, który obszar w jego mózgu właśnie się aktywował?

Nie, jeśli się na tym nie znamy. Nie, jeśli wszystko jest w porządku. Nie, jeśli chcemy postrzegać świat jako magię bez mechanizmów.
Tak – jeśli jesteśmy w tym specjalistą, ekspertem. Tak – jeśli coś nie działa. Tak – jeśli zdecydowaliśmy postrzegać świat jako zbiór mechanizmów bez magii.

W obszarach, gdzie czujemy się pewnie, mamy doświadczenie i wiedzę, zazwyczaj pojawia się tendencja do skupiania się na technikach, mechanizmach, schematach, wzorcach – kosztem magii, kosztem odczuwania, radości przeżywania.
W obszarach, których nie znamy z doświadczenia i nie mamy o nich wiedzy, wszystko pozostaje dla nas magią – choć tak naprawdę pod każdą magią kryje się jakiś mechanizm działania, który warto znać na wypadek, gdyby go trzeba było naprawić, poprawić lub zmienić.

Generalnie nasze doświadczenie życiowe sprawia, że z bezradnego dziecka-obserwatora oczarowanego magią świata stajemy się racjonalnymi technikami w spektaklu magii, zajętymi naprawianiem czy ulepszaniem tych mechanizmów, na których się znamy. 
Prawda jak zawsze leży pośrodku – warto mieć wiedzę, żeby w razie potrzeby móc naprawić to, co szwankuje, ale nie warto pozwolić tej wiedzy czy technice odebrać sobie głębi odczuwania. Żeby radości przeżywania nie zastąpić satysfakcją z bycia ekspertem. Żeby zachwytu zachodem słońca nie zastąpić wykładem z astrologii. Żeby smaku jedzenia nie zastąpić liczbą kalorii albo ilością witamin.
Bo inaczej stając się okulistą możemy stracić zdolność do romantycznego spojrzenia komuś w oczy 😉

Prawda

Kiedy coś jest dla nas samych ważne, ale nie do końca zrozumiałe czy prawdziwe, próbujemy na siłę przekonać innych, żeby mieć zewnętrzny dowód i ostatecznie przekonać siebie. Oczywiście nic nam z tego nie wychodzi, bo inni słyszą echo naszych wątpliwości i nie dają się przekonać. 

Ale kiedy pokonujemy swój lęk i decydujemy uznać za prawdziwe to, co czujemy jako prawdziwe bez żadnych dowodów i nie licząc na zrozumienie kogokolwiek, sytuacja się odwraca. Ta nasza prawda zaczyna żyć swoim życiem, które jej ofiarowaliśmy, a co więcej, sama dla siebie zaczyna zdobywać przyjaciół i zwolenników.

Prawda

Poszukujemy poparcia dla swojej prawdy jakby ilość ludzi w nią wierzących decydowała o stopniu jej prawdziwości. Ale przecież często bywa tak, że im więcej jest wyznawców, tym bardziej prawda staje się zniekształcona i słaba. Może paradoksalnie najsilniejsza staje się ta nasza prawda, w którą nikt nie wierzy, bo zmusza nas do zasilenia jej maksymalną ilością wiary…?

Moc twórcza

Ci, którzy wierzą, że wszystko im się należy, muszą doświadczyć, że na coś trzeba zapracować. Ci, którzy wierzą, że trzeba ciężko pracować, żeby coś w życiu osiągnąć, potrzebują doświadczyć manny z nieba. Bo jedno i drugie bywa prawdą, ale żadne nie jest prawdą absolutną, jedyną, bez wyjątków.

Wykazujemy generalną tendencję w jednym kierunku, ale w istocie zachowujemy jedno i drugie przekonanie w różnych obszarach – dlatego coś w życiu idzie nam jak z płatka bez wysiłku, a coś innego jak po grudzie, bez efektu.

Prawda

Prawda jest jak obraz w stereoskopie – można ją zobaczyć tylko dwojgiem oczu, z dwóch perspektyw.
Każde oko z osobna daje nam nieco inny obraz, dopiero dzięki obu tym obrazom widzimy głębię i szacujemy odległość.
Podobnie jest z prawdą – jedna perspektywa daje nam obraz nie do końca prawdziwy; kiedy patrzymy tylko przez własne założenia i emocje, nie widzimy rzeczy takimi jakimi są, nadajemy im swoją interpretację. Potrzebujemy spojrzenia z cudzej perspektywy, pod innym kątem, żeby nałożyć te dwa obrazy i znaleźć wspólny mianownik – prawdę. Po to potrzebujemy siebie nawzajem, swojej różnorodności i indywidualności.
Komunikowanie się z innymi, żeby poznać ich perspektywę widzenia świata i praktykowanie patrzenia z różnych perspektyw – pod różnym kątem – sprawia, że zaczynamy rozumieć siebie i innych, zamiast oceniać, osądzać, tworzyć konflikty i walczyć o racje.

Schemat ja vs inni

Rodzice wychowują tym, kim są, nie tym, co mówią. 
W tym sensie każdy rodzic daje z siebie wszystko co może i trudno mieć pretensje, że nie daje tego, czego sam nie ma i nie potrafi; po prostu nieświadomie przekazuje swojemu dziecku swoje przekonania na równi ze swoimi genami. Dotyczy to także tego, kim są dla niego inni ludzie, jakie jest miejsce dziecka wśród bliźnich. 

Na podstawie tego, jak rodzice traktują dziecko i jego obserwacji jak rodzice traktują innych ludzi powstaje w umyśle dziecka generalne przekonanie na temat siebie w relacji z resztą świata.
Jeżeli rodzice pełnią rolę służących wobec własnego dziecka (spełniają zachcianki, dają prezenty, bezkrytycznie chwalą, poświęcają się, ustępują, niczego nie wymagając), to dziecko nabiera przekonania, że jest lepsze, ważniejsze od innych, ale też – że jest od nich całkowicie zależne. Że nie musi o nikogo dbać, ale musi znaleźć sposób, żeby inni dawali mu to, do czego przyzwyczaili go rodzice. Musi mieć, ale nie musi się starać.

Jeżeli rodzice wymagają od dziecka zbyt wiele (są niezadowoleni z dziecka, krytykują je, porównują z innymi, nie pozwalają mu na wyrażanie siebie, oczekują szczególnych osiągnieć), to dziecko nabiera przekonania, że jest gorsze niż inni, mniej ważne, i musi zasłużyć na to, żeby być akceptowanym. Że musi się bardzo starać zaspokajać potrzeby innych ludzi i dbać o ich uczucia, zapominając o własnych, bo mogą mu w tym przeszkadzać. Musi dużo z siebie dawać, ale nie musi mieć.

W pierwszym przypadku („jestem ważniejszy niż inni”) człowiek stawia swoje własne potrzeby i uczucia ponad potrzebami i uczuciami innych, jego priorytetem jest on sam, kosztem innych. Ale potrzebuje innych do realizacji swoich potrzeb, co sprawia, że żyje w lęku i paradoksalnie niskim poczuciu własnej wartości – bo nie potrafi być samowystarczalny. Jest uzależniony.

W drugim przypadku („jestem mniej ważny od innych”) człowiek stawia potrzeby i uczucia innych ponad swoimi, jego priorytetem są inni, kosztem siebie samego. Tym samym odcina się od siebie, od własnego źródła zasilania; ulega wyczerpaniu. Podobnie jak w pierwszym przypadku żyje w lęku (że nie zdoła zadowolić innych) i z niskim poczuciem własnej wartości. Jest odseparowany.

Prawda jak zwykle leży pomiędzy tymi skrajnościami.
Nie jesteśmy od siebie uzależnieni, bo każdy z nas jest potencjalnie samowystarczalny jak Robinson Crusoe, i nie jesteśmy samotnymi wyspami na oceanie, bo potrzebujemy siebie nawzajem, żeby się realizować. Współistniejemy na równych prawach. W momencie, w którym zdajemy sobie z tego sprawę, świat staje się lepszy.

Przekładając to na to, co teraz widzimy wokół siebie: ci, którzy robią sobie towarzyskie spotkania w czasie epidemii, ci, którzy gromadzą gigantyczne zapasy dla siebie, nie myśląc o tych, co w tym czasie dla nich pracują, ci, którzy okradają domy w przebraniach służb medycznych, ci, którzy robią biznes podnosząc ceny na najbardziej potrzebne produkty – to nie potwory ani nawet źli ludzie, to mechanizm „ja>inni”. Ci, co poświęcają siebie, żeby służyć innym, ratować innych, to mechanizm „ja<inni”.

Jeżeli przyjmiemy, że nasze umysły tworzą naszą rzeczywistość (dostajemy to, w co wierzymy, samopotwierdzamy swoje przekonania), to jako ludzkość tworzymy taki właśnie świat. Świat, w którym realizują się przekonania „muszę mieć, ale nie będę się starać” i „muszę się starać, ale nie będę mieć”. 
Tak jest na co dzień, ale w rutynie tego nie dostrzegamy. Dopiero sytuacje kryzysowe pokazują nam to wyraźnie. I może taki jest ich sens – żebyśmy mogli zobaczyć swój mechanizm i uzupełnić go o tę brakującą część, zrównoważyć odmiennym doświadczeniem. 
Jest wielu ludzi, którzy obecnej sytuacji realizują równanie ja=inni w praktyce: zachowują się odpowiedzialnie i dbają o swoje bezpieczeństwo, ale pomagają innym w miarę swoich możliwości – robią zakupy starszym osobom, dzielą się zapasami potrzebnych środków, dowożą jedzenie uwięzionym w kwarantannie, oferują dach nad głową tym, co utknęli za granicą. 
Powód, dla którego warto, jest jeden – życie w schemacie „ja>inni” lub „ja<inni” jest życiem w cieniu lęku i cierpienia; wydostanie się z tych schematów, życie w prawdzie, że każde życie jest tak samo cenne, a potrzeby i uczucia każdego tak samo ważne, przynosi wewnętrzny spokój, poczucie własnej wartości, samorealizację, radość – po prostu dobre samopoczucie. 
A równowaga w naszych umysłach tworzy równowagę w naszej rzeczywistości.