Język ciała

Fałszywe przekonania o miłości w umyśle odpowiadają objawom w ciele. Im dłużej istnieją, tym silniej się objawiają, prowadząc do dolegliwości i chorób narządów i układów. Leczenie samych objawów albo nie daje efektów, albo powoduje jedynie zmianę symptomów. Usunięcie przyczyny w umyśle powoduje usunięcie problemu energetycznego w ciele.

Tam, gdzie mentalnie w jakimś obszarze pozostajemy dzieckiem (zachowujemy dziecięcy, zależny sposób myślenia), również ciało reaguje „po dziecięcemu” – nadwrażliwie; tam, gdzie dziecko zmieniło się w opiekuna (nie dorastając), ciało reaguje usztywnieniem, blokadą, brakiem elastyczności. Gdybyśmy potrafili odczytać symboliczne znaczenie dolegliwości i chorób, zauważylibyśmy, że odpowiadają naszym przekonaniom, są reakcją na bieżącą sytuację aktywującą jakiś stary lęk. Nauczyliśmy się tłumić informacje z ciała za pomocą tabletek, ale gdybyśmy nauczyli się je czytać, moglibyśmy usunąć przyczynę – sposób myślenia, który je tworzy.

Myślenie „jak dziecko” charakteryzuje się poczuciem zależności od innych i powoduje wybieranie przyjemności, które mają szkodliwe konsekwencje. Myślenie „jak opiekun” charakteryzuje się poczuciem odpowiedzialności za innych i powoduje czerpanie satysfakcji z obowiązków. Oba podejścia prowadzą w kierunku samozniszczenia.

Myślenie „po dorosłemu” oznacza brak takich szkodliwych kompulsywnych nawyków; oznacza pozostawanie w kontakcie ze sobą, czyli rezygnowanie z niebezpiecznych przyjemności i odpuszczanie obowiązków, które powodują przeciążenie i utratę radości z życia; oznacza zarządzanie sobą tak, aby utrzymywać dobre samopoczucie.

Myślenie „po dorosłemu” to uświadomienie sobie, że nie jesteśmy dziećmi, i nikt inny nie jest odpowiedzialny za nasze szczęście oraz że nie jesteśmy odpowiedzialni za szczęście innych ludzi. Innymi słowy, że nikt nie musi nas uszczęśliwiać, ani my nikogo, bo zewnętrznie nie da się dostarczyć tego, co produkuje się od wewnątrz. A jeśli są problemy z produkcją, to nasze ciało nas o tym informuje. I nie trzeba być ekspertem Totalnej Biologii ani przestudiować skomplikowanej książki Michela Odoula („Powiedz mi, co cię boli, powiem ci dlaczego”). Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę problem zdrowotny (objaw) z dopiskiem „symbolika” i znaleźć w wynikach wyszukiwania coś, co nas zastanowi, co każe nam się zatrzymać, co zabrzmi znajomo. Świadome nazwanie emocjonalnego problemu w umyśle zwalnia ciało z obowiązku komunikowania go za pomocą objawów, dolegliwości i chorób.

Fizyczność nie żyje własnym niezależnym życiem, tylko odbija nasze emocje i uczucia, myśli i przekonania. Nauczenie się jej języka to jak wizyta u najlepszego specjalisty 🙂

Naklejki

Małe dziecko interpretuje zachowanie opiekunów wobec siebie jako informację o swojej tożsamości. Kiedy czuje, że ważni dla niego dorośli się go wstydzą, myśli o sobie „jestem gorszej jakości”; kiedy się nim chwalą i bawią, przyjmuje za fakt „jestem zabawką”; kiedy czuje, że uszczęśliwia swoich rodziców – „jestem szczęściem”. Kiedy czuje, że przeszkadza i zawadza, myśli o sobie „jestem obciążeniem”, kiedy czuje, że zaspokaja ambicje rodziców, wpisuje w swoją tożsamość „jestem wizytówką”; kiedy odczuwa wrogość i przemoc, uznaje „jestem bez wartości”; kiedy doświadcza rodzicielskiego niepokoju, zmartwienia i obaw, czuje z kolei, że jest wartościowe, ale słabe.

To, co zdarza się najczęściej lub to, co powoduje najsilniejsze emocje, wysuwa się na pierwszy plan i staje się widoczną samospełniającą przepowiednią. Dorosły „gorszej jakości” nie oczekuje dobrej pracy i zgadza się na raniące go relacje, bo jako gorszy musi zadowolić się gorszą jakością życia. Dorosła „zabawka” próbuje z życia zrobić plac zabaw, niczego i nikogo nie traktując poważnie. Dorosłe „szczęście” zrobi wszystko, żeby otoczyć się podziwem i adoracją. Dorosłe „obciążenie” przeprasza, że żyje i bierze na siebie więcej i więcej, żeby odciążyć cały świat. Dorosła „wizytówka” wygląda i zachowuje się nienagannie, nawet jeśli pod spodem rozpada się na kawałki. Dorosły „bez wartości” przyciąga ludzi, którzy go krzywdzą, i tworzy sytuacje, które go kompromitują. Dorosły „słabeusz” pozwala innym decydować o sobie. 

Kiedy przyjrzymy się z lotu ptaka swojemu życiu, powtarzającym się sytuacjom, swoim relacjom z innymi ludźmi, łatwo zauważymy echo nieświadomych przekonań, jakie nosimy w sobie. Czasem jest tak, że jedno zdominuje pozostałe, a czasem jest tak, że w różnych obszarach kierują nami różne przekonania na swój temat. W każdym przypadku jednak są to stare, losowe i nieaktualne zapisy, które domagają się zweryfikowania – świadomego zdecydowania, kim postanawia się być. I udowodnienia tego sobie swoim zachowaniem, bo umysł aktualizuje przekonania pod wpływem doświadczenia, nie teorii.

Moszna

Zanim wyruszysz

Zanim wyruszysz, odpowiedz sobie na kilka pytań.

Czy chcąc dojść do światła idzie się w kierunku ciemności? Zatem czy do szczęścia idzie się drogą oznakowaną przez negatywne emocje? Czy nie pojawiają się po to, żeby nas ostrzec, że zboczyliśmy z drogi?

Czy można budować prawdę na kłamstwie? Czy można zbliżyć się do kogoś, kto autentyczność uważa za największą słabość, a wizerunek za największe osiągnięcie? Jaką prawdę mogą oferować ludzie, którzy używają cudzych wizerunków i cudzych słów, żeby otworzyć sobie drzwi? Czy cel uświęca środki?

Czy los/Wszechświat/Bóg jest złośliwy czy opiekuńczy? Należy z nim walczyć, żeby go przechytrzyć, czy należy z nim współpracować jak z perspektywą trenera? Jeżeli coś lub ktoś nie ma wstępu do twojego świata, to może nie dlatego, żeby cię ukarać, a dlatego, żeby cię chronić? 

Zanim wyruszysz, upewnij się, że idziesz tam, gdzie prowadzą cię pozytywne uczucia, gdzie możesz tworzyć bliskość z autentycznymi ludźmi i gdzie los otwiera ci drzwi. Wtedy podróż staje się komfortowa i satysfakcjonująca, radosna. W przeciwnym przypadku podróż przez życie będzie ci przysparzać wewnętrznych konfliktów, dyskomfortu, rozczarowań i cierpienia.

Wybór jest twój.

Przekonanie

Ludzka logika mówi, że kiedy jednemu się daje, to drugiemu się zabiera, bo jesteśmy odizolowanymi samotnymi wyspami, a dobra są ograniczone.

Prawo energii mówi, że zabranie komuś (także sobie) krzywdzi wszystkich, a danie jednemu (także sobie) wspiera wszystkich, bo jesteśmy częścią tej samej sieci energetycznej – wszyscy pomnażamy to samo światło lub tę samą ciemność.

W co wierzymy, to sobie tworzymy. Sami sobie, i sobie nawzajem.

Obdarowywanie

Prezent z definicji jest czymś fajnym. Ale w praktyce nie zawsze budzi radość.

Zdarza nam się dostać prezent, który bardziej boli niż cieszy mimo dobrych chęci obdarowującego. I zdarza się, że obdarowujemy kogoś z serca, a zamiast radości widzimy rozczarowanie. 

Dlaczego? Bo czujemy się obdarowani i wdzięczni nie wtedy, kiedy podarunek jest obiektywnie wartościowy, ale wtedy, kiedy odpowiada naszej hierarchii wartości, kiedy czujemy, że ktoś zadał sobie trud, żeby sprawić nam przyjemność z naszej perspektywy, nie ze swojej. Po prostu wtedy czujemy się rozumiani i kochani. 

Obdarowywanie innych (szczególnie dzieci) tym, co sami lubimy, jest robieniem prezentów… sobie. Żeby zrobić prezent komuś, trzeba go znać i rozumieć na tyle, żeby wiedzieć, co sprawi mu przyjemność. Jeśli ktoś oglądał 4 sezon „The Crown”, to zapewne pamięta scenę, w której Diana i Karol wymieniają się prezentami z okazji rocznicy ślubu. Ta scena mówi więcej niż wszystkie inne razem wzięte o tym,  jak bardzo się nie znali i nie rozumieli, jak bardzo inne mieli priorytety i zainteresowania. Każde z nich ofiarowało drugiemu to, co samo chciałoby dostać; niestety dla drugiej strony nie miało to żadnej wartości.

Rozpoczął się czas kupowania prezentów pod choinkę. Zanim zdecydujemy, co to ma być, pomyślmy, czy robimy to dla kogoś czy chcemy dowartościować siebie; czy chcemy czyjejś radości czy rozczarowania. Twórca niespodzianki z obrazka poniżej miał niewątpliwie genialny pomysł i wykazał się talentem, cierpliwością i starannością w jego wykonaniu. Jak widać w komentarzu do zdjęć, osiągnął swój cel – stał się obiektem podziwu. Zrobił prezent sobie: poczuł się dobrze, skupił uwagę na sobie. Co trudno powiedzieć o obdarowanym, który pewnie najpierw przeżył szał radości, a potem równie głębokie rozczarowanie – z którym zapewne musiał się jeszcze kryć, jeśli inni uznali, że to dowcip pierwsza klasa.

Róbmy prezenty z głową, ale i z sercem ❤️

Wirtualne szczęście

Wirtualne życie może być dobre, pożyteczne. Bo umożliwia nam dotarcie z tym, co chcemy przekazać do znacznie większej ilości ludzi niż jesteśmy w stanie spotkać w realnym życiu. Bo ze względu na kontrolowanie stopnia swojej anonimowości możemy śmielej testować pewne zachowania i sprawdzać reakcje innych na nie, a więc przyspieszać własny rozwój, odkrywać i testować własne talenty. Bo pozwala nam mieć kontakt z tymi, z którymi nie możemy się spotkać, odnaleźć tych, z którymi dawno straciliśmy kontakt, odnowić stare przyjaźnie. Bo pozwala nam natychmiast znaleźć informacje, których znalezienie w realnym świecie zajęłoby nam mnóstwo czasu i wysiłku. Bo sprawia, że możemy doświadczyć rzeczy, na które w realnym życiu potrzebowalibyśmy ogromnych pieniędzy albo drugiego życia.

Wirtualne życie może być szkodliwe. Kiedy uzależnia i staje się nie możliwością, a przymusem. Kiedy zastępuje prawdziwe życie, prawdziwych ludzi i prawdziwe relacje z nimi. Kiedy zabiera nam nasze własne życie i powoduje, że zaczynamy żyć cudzym, wyobrażając je sobie jak w krzywym zwierciadle. Kiedy gramy kogoś innego, inwestując w wirtualny wizerunek kosztem rozwijania prawdziwego „ja”. Kiedy używamy anonimowości do tego, żeby krzywdzić innych.

Wirtualne życie jest jak każda inna rzecz na świecie – ani dobre, ani złe; staje się takie w zależności od tego, jak je używamy, a używamy je tak, jak wszystkiego innego co dał nam los, bo to my sami jesteśmy źródłem tego, co mamy i co nam się przydarza. Tak więc Twoje życie wirtualne jest lustrem Twojego umysłu, Twoich potrzeb i marzeń, ale także kompleksów i sposobów ich kompensacji. Im bardziej Twój wizerunek w sieci różni się od prawdziwego Ciebie w Twoim realnym życiu, tym silniej wysyłasz informację, że nie jesteś szczęśliwym człowiekiem.

Jak myślisz, tak jest

Czy myślisz, że potrafisz, czy też myślisz, że nie potrafisz – masz rację”  (Henry Ford)

Inaczej widzi się rzeczy z zewnątrz, inaczej od środka; inaczej innych, inaczej siebie. To sprawia, że patrzymy na kogoś i nie możemy uwierzyć, dlaczego opowiada o sobie takie niedorzeczności, przecież wyraźnie widzimy, że jest inaczej. Słuchamy, jak ktoś zwierza się ze swoich słabości i niedoskonałości i rodzi się myśl, żeby temu człowiekowi udowodnić, że jest przeciwnie, że nie jest wcale taki zły, brzydki, głupi, nieudany… Rodzi się myśl, że będziemy w niego wierzyć i wspierać go z całych sił, aż nasza wiara w niego stanie się jego wiarą, aż zrozumie, że prawda jest inna…

I w tym momencie zaczyna się dramat. Bo ilu komplementów potrzeba, żeby wyleczyć czyjeś kompleksy? Każdy, kto ma jakikolwiek wie, że nie ma takiej liczby – to po prostu nie działa. Jakiego trzeba poświęcenia, jakiej ofiary, żeby wyciągnąć kogoś z nałogu? Nawet śmierć nie udowodni naszej racji, nie zmusi kogoś do zmiany zdania o sobie, wręcz przeciwnie, przyniesie kolejny dowód na to, że jest beznadziejny; miliony żon alkoholików mogą być tutaj przykładem. Bo nie ma takiej zewnętrznej mocy, która może zmienić czyjeś myślenie.

Dlatego słuchaj, co ktoś mówi o sobie, bo to jest prawda. Nie dlatego, że taki naprawdę jest, tylko dlatego, że wierząc w to, czyni to faktem. Im bardziej jest przekonywany, tym bardziej udowadnia, że ma rację, idąc po trupach tych, którzy chcieli pomóc.

Siła ludzkiego umysłu ma moc twórczą. Co jest wewnątrz, nie może być jednak zmienione z zewnątrz, sterownik jest w środku. Można człowieka zainspirować do zmiany, jeśli jest na to gotowy, nie można go zmienić, jeśli w to nie wierzy.

Zmiana

Czy można zmienić drugiego człowieka, czy możemy sprawić, że ktoś zmieni się całkowicie? I tak, i nie.
Nie siłą. Ludzie często zmieniają swoje zachowanie pod wpływem nacisku, presji, bojąc się odrzucenia lub utraty czegoś, na czym im zależy, ale jest to zmiana pozorna: kiedy znika przymus, znika też owo zachowanie. Rodzice wychowujący dzieci metodą silnego autorytetu wymuszającego posłuszeństwo nie zdają sobie sprawy, że kreują dzieci posłuszne, ulegające wpływom, które z czasem jedynie zmieniają autorytet z rodzicielskiego na rówieśniczy, wciąż pozostając pod wpływem cudzego myślenia, cudzej filozofii.
Nie akceptacją. Często myślimy, że akceptując kogoś bezwarunkowo, sprawimy, że on sam się zmieni zgodnie z naszymi oczekiwaniami, „odwdzięczy” nam się. To nie działa – jeśli akceptujemy czyjeś krzywdzące zachowanie (a zachowanie jest wyborem, nie cechą stałą osoby), to przyzwalamy na jego eskalację – tak rodzi się m.in. przemoc domowa.
Nie perswazją. Żadne słowa i przykłady, żadna ilość tłumaczenia nie przekona kogoś, kto ma odmienne doświadczenie. Jego logika może się zgodzić z argumentacją, ale jego emocje popchną go do zachowania spójnego z tym, co wie o życiu ze swojego doświadczenia. Dziecko, które przeżyło dzięki kradzieżom nie potrafi – później, kiedy już kraść nie musi – szanować cudzej własności, choć wie, że inni uważają, że kradzież jest zła, szkodliwa, niemoralna, zakazana. Ale może raz na zawsze przestać kraść, jeśli nowe doświadczenie zweryfikuje stare: jeśli przeżyje silne negatywne emocje związane z kradzieżą i powstanie nowe – nie pozytywne, a negatywne skojarzenie z tym zachowaniem; jeśli na przykład owo dziecko zostanie dotkliwie okradzione z czegoś, co ma dla niego dużą wartość emocjonalną i zrozumie, że jego kradzieże powodują takie same silne emocje u innych ludzi, istnieje szansa, że to nowe doświadczenie zmieni jego myślenie i zachowanie.
Więc tak – jeśli dostarczymy człowiekowi innego, odmiennego doświadczenia niż to, które ma i które przez pewne założenia w myśleniu kieruje jego zachowaniem. Jeśli potrafimy sprawić, żeby człowiek głęboko poczuł, że to, co robi, krzywdzi i jego, i innych. Tylko silne emocje mogą rozbić stary schemat myślenia wynikający z jakiegoś losowego doświadczenia i sprawić, że ktoś zrezygnuje z niewłaściwych nawyków.


Osiem gwiazdek

W moich postach tutaj staram się pokazać swoją perspektywę, mój sposób widzenia świata, mój kawałek układanki, którą tworzymy wszyscy razem. 
Jako psycholog uwrażliwiam na to, że to samo zachowanie może pochodzić z zupełnie różnych źródeł czy intencji (można krzyczeć z bólu i z radości, z rozpaczy i ze złości), a zmiana zachowania wcale nie oznacza uwolnienia od schematu, w jakim się funkcjonuje, bo czy się słonia stawia na nogach czy na głowie, to nadal jest to ten sam słoń.
W poniższym tekście piszę, dlaczego „jestem za, a nawet przeciw” jak mawiał nasz były Prezydent i dlaczego się obawiam o efekt obecnego społecznego ruchu. 
W skrócie – cudownie jest widzieć ludzi zjednoczonych, ale jedność w imię czegoś jest zupełnie czymś innym niż jedność przeciwko czemuś. To dwie różne energie, tworzące zupełnie różne efekty.

Refleksja 1 – IM WIĘKSZA MOTYWACJA ZEWNĘTRZNA, TYM MNIEJSZA MOTYWACJA WEWNĘTRZNA. Im bardziej rodzic się stara, pilnuje i kontroluje, tym mniej zaangażowane, samodzielne i odpowiedzialne staje się dziecko. Nie inaczej jest w państwie – im bardziej autorytarne jest prawo, tym bardziej zanika sumienie i odpowiedzialność ludzi. Energia skupia się wtedy na buncie i szukaniu obejść, do rozkwitu wszelkiego rodzaju podziemia, bez względu na to, czy chodzi o podziemie aborcyjne, kluby działające podczas prohibicji, mafie narkotykowe, tajne komplety czy roznoszenie ulotek anty-PZPR. Nie jestem zwolenniczką aborcji, żadna czująca istota nie jest – ale jestem przeciwniczką przymusu, odbierania ludziom wolnej woli. Nie wierzę, że prawem można rozwiązać rodzinne dramaty – czy usunąć ciążę, czy odłączyć kogoś w śpiączce od respiratora, czy oddać bliską osobę pod opiekę instytucji, czy wybrać to czy tamto życie. To decyzja serca i sumienia, która powinna uwzględniać indywidualną sytuację i dobro wszystkich zaangażowanych, nie da się jej zastąpić aktem prawnym.

Refleksja 2 – KAŻDY Z NAS MA UNIKALNĄ PERSPEKTYWĘ WIDZENIA UKSZTAŁTOWANĄ PRZEZ SWOJE NIEPOWTARZALNE DOŚWIADCZENIE I WYBIERA NAJLEPIEJ JAK POTRAFI ZE SWOJEGO POZIOMU ŚWIADOMOŚCI. Jeśli dziecko pogryzł pies, nie zmusimy go do kochania psów. Jeśli zostało skrytykowane i zawstydzone, nie nabierze wiary w swoje zdolności czy umiejętności. Każdy nasz wybór i decyzja mają swoją przyczynę, wynikają z naszych doświadczeń i przekonań. Byt nie określa świadomości, jeśli świadomość nie jest na nią gotowa. Innymi słowy – nie można nikogo zmusić, żeby był dobry, żeby wyznawał takie a nie inne wartości, żeby czuł to, a nie co innego, żeby nie popełnił samobójstwa. Sposobu myślenia nie da się regulować ani ustawą, ani przekupstwem. A wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono, cytując naszą poetkę. Możemy wierzyć, że jesteśmy wzorem uczciwości, ale to nic nie znaczy dopóki nie znajdziemy na swojej drodze portfela z grubą kasą. Wtedy dopiero się dowiadujemy, czy uczciwość jest naszym priorytetem czy może jednak coś innego. Więc (przepraszam moje nauczycielki polonistki) wszelkie „ja bym w takiej sytuacji” należy włożyć między bajki i pobożne życzenia.

Refleksja 3 – KAŻDE PRZEKONANIE JEST SAMOSPEŁNIAJĄCĄ SIĘ PRZEPOWIEDNIĄ. Dopóki w domu uczymy dzieci schematu „my kontra oni” (swoi vs obcy, mężczyźni vs kobiety, biali vs kolorowi, wierzący vs niewierzący itd.), dopóty podziały będą rządzić w skali kraju. Jeżeli wierzymy, że musimy się bronić przed „nimi”, to atakujemy, bo atak jest najlepszą formą obrony. I nawet jeśli zwyciężamy, to jest to Pyrrusowe zwycięstwo, które nie przynosi poczucia bliskości, tylko samotność. Dotyczy to również macicy. Tak, macicy. „Macica jest moja!” – tak, macica, ręka, kolano, wątroba – tak. Ale płód, a potem dziecko – nie. Jest wspólne i przecież chodzi nam o to, żeby tak właśnie było, żeby 8 na 10 facetów dzieci niepełnosprawnych nie odchodziło od swoich partnerek. „Chcę sama decydować!” jest krzykiem rozpaczy przed brakiem zrozumienia i wsparcia, przed krzywdą. Ale staje się samospełniającą przepowiednią: kobieta zostaje z ciążą, z decyzją, z niepełnosprawnym dzieckiem, z odpowiedzialnością – sama. To nie powinien być strajk kobiet tak jak ciąża nie powinna być sprawą kobiety, bo dziecko ma dwoje rodziców.

Refleksja 4 – EMOCJE SĄ ŚWIETNYMI INFORMATORAMI, ALE PASKUDNYMI DORADCAMI. Wiele kobiet pamiętając swoje tłumione emocje z dzieciństwa, pozwala swoim dzieciom na ich wyrażanie, a one robią to coraz silniej i bezwzględniej, przekraczając kolejne granice, podnosząc na matkę głos, używając wyzwisk, czasem przemocy fizycznej. Jak wcześniej robił to wobec tych kobiet ojciec, potem mąż, szef w pracy. I znów łykają zażenowanie, wstyd, żal, przykrość, złość, gniew… Tłumią w sobie kolejne pokłady emocji, które gęstnieją jak gaz w powietrzu czekający na jedną iskrę… Aborcja nie jest pierwszą potrzebą w codziennym życiu standardowej Polki, ale potrzeba szacunku i wsparcia – jest. I kiedy ogłasza się publicznie i oficjalnie, że z litery prawa odmawia się kobiecie w dramatycznej sytuacji zrozumienia i pomocy, za to oferuje osądzenie i ukaranie, to jest ta iskra, która podpala lont. Lont do miejsca pełnego wszystkich tych połkniętych emocji, kiedy trzeba było znosić upokorzenie, kiedy trzeba było się podporządkować, ustąpić, zrozumieć innych kosztem siebie, poświęcić się, zacisnąć zęby. Robi się narodowy wybuch, farba rozbryzguje się po ścianach kościołów i pomnikach, plakaty krzyczą wulgaryzmami. Może czasem trzeba ryknąć, żeby ktoś usłyszał. Może trzeba trzasnąć drzwiami, żeby przestano nas lekceważyć. Może jako sygnał powagi sytuacji. Ale nie jako strategia, bo rozwścieczonego dziecka nikt nie bierze na poważnie. Można zlekceważyć jego wybuch albo je zamknąć w pokoju aż ostygnie. I dokładnie to widać na horyzoncie. Działanie na emocjach jest destruktywne. Wykorzystanie emocji do konsekwentnego działania w swojej obronie jest konstruktywne. O ile „Solidarność” była hasłem jednoczącym, o tyle „Wypierdalać” nie jest.

Refleksja 5 – „KALI UKRAŚĆ KROWĘ TO DOBRZE, KALEMU UKRAŚĆ TO ŹLE.” Wierzymy, że ktoś nas kocha tym bardziej, im mniej kocha innych. Ale to jego ogólna zdolność do kochania zdecyduje, czy to będzie trwać czy nie, niezależnie od tego, jak wielki bukiet kwiatów dostajemy dzisiaj. Chodzi o ogólny sposób myślenia, o wartości i priorytety. Nie chodzi o to, czy gimnazja były dobre czy nie, czy szczepionki są zbawcze czy zabójcze, czy aborcja to prawo czy grzech. Chodzi o to, że te decyzje rząd podejmuje bez konsultacji społecznych, wbrew ekspertom z danych środowisk, wbrew woli zainteresowanych, jak autorytarny patriarcha wobec upośledzonych i ubezwłasnowolnionych dzieci. A dzieci jak w syndromie sztokholmskim usprawiedliwiają każdy kolejny cios, z wypowiedzeniem konwencji stambulskiej włącznie, bo jeszcze tak bardzo nie boli, żeby nie dało się wytrzymać… A kiedy już nie da się udawać, rozpoczyna się bunt. Marzę, żeby ten bunt nie przypominał wyzwalania Polski spod okupacji niemieckiej przez Rosjan, którzy grabili, gwałcili i na koniec podpalali to, czego nie mogli zabrać ze sobą… Bo zmiana kierunku niczego nie zmienia, jeśli pozostaje w tym samym schemacie myślenia. Jedni każą „zapierdalać za miskę ryżu”, inni w odwecie każą im „wypierdalać”. Przemoc rodzi przemoc. Nie gasi się ognia ogniem. Emocje, agresja, odwet to kiepski fundament pod Nowe, żeby nie powiedzieć żaden.

Refleksja 6 – ŚWIADOMOŚĆ MASOWA JEST SUMĄ ŚWIADOMOŚCI INDYWIDUALNYCH. Chore komórki nie utworzą zdrowej tkanki narządu, chore narządy – zdrowego układu. Jeśli choruje organizm, to niewydolne są pojedyncze komórki. Jeśli choruje państwo, to znak, że trzeba uzdrowić ludzi, którzy je tworzą. Ludzi, którzy akceptują autorytety nawet wtedy, kiedy te ich krzywdzą. Ludzi, którzy wybierają to, co im szkodzi, po raz kolejny i kolejny. Ludzi, którzy udają, że nie widzą kłamstw i hipokryzji, żeby zachować złudzenia i święty spokój. Ludzi, którzy manipulowani, okradani i pogardzani usprawiedliwiają swoich prześladowców. Ludzi, którzy są obojętni na krzywdę innych, dopóki im się to opłaca. Ludzi, którzy nie potrafią mówić o swoich emocjach ani merytorycznie dyskutować, potrafią za to głośno krzyczeć, obrażać, przeklinać i trzaskać drzwiami. Nie mówię o „wyznawcach PiS-u”, mówię o zachowaniu każdego z nas w domu, szkole, pracy, na ulicy, w internecie. O tych, którzy ustawiają świat pod siebie i własną wizję rzeczywistości, depcząc innym po głowach, i o tych, którzy im ustępują z lęku – nawet jeśli tymi prześladowcami są ich własne dziesięcioletnie dzieci. Człowiek, który zna swoją wartość i wie, czego chce, nie wybierze władzy, która zachowuje się jak bezwzględny autorytarny rodzic. Kogoś takiego nie kupi się pustymi obietnicami. I w efekcie ktoś taki nie będzie musiał z tą władzą walczyć za pomocą wulgaryzmów, agresji i dewastacji wspólnego mienia o… resztki swojej godności, wolnej woli i niezależności.

Nie musisz się ze mną zgadzać. Nie napisałam tego po to, żeby kogoś przekonywać, ani po to, żeby prowokować kolejną dyskusję w internecie, która się na nic nie przekłada. Dzielę się swoją perspektywą z tymi, którzy są jej ciekawi. A jeżeli po przeczytaniu tego tekstu (lub jakiegokolwiek innego, gdziekolwiek) poczułeś/aś się dotknięty/a…

„Jeżeli coś dotyka cię, znaczy: dotyczy cię. Jeżeliby nie dotyczyło cię – nie dotykałoby cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kłuło, nie raniło. Jeżeli bronisz się, znaczy: czujesz się atakowany. Jeżeli czujesz się atakowany, znaczy: jesteś celnie trafiony. Miej to na uwadze.” – Edward Stachura

Jeżeli coś spowodowało Twoje emocje, proszę nie wdawaj się w polemikę w komentarzach, nie atakuj. Pozwól sobie to poczuć, nazwij to, zastanów się, jakie stare sytuacje powodowały takie emocje – tekst to tylko wyzwalacz tego, co siedzi w środku stłumione od dawna. Im silniejsze emocje, tym głębsze zranienie. Wypuść to i uświadom sobie, że to skumulowane emocje od czasu, kiedy nie potrafiłaś/eś się obronić jako zależne od dorosłych dziecko i że nie jesteś już tym dzieckiem, ani czyjąkolwiek ofiarą. Poczuj to, co Cię boli, nazwij, zrozum, uszanuj i wypuść, a emocje odejdą, każda jedna, którą zauważysz, zrozumiesz i przytulisz. Wybacz innym, że nie potrafili potraktować Cię z szacunkiem i wybacz sobie, że się na takie zachowanie zgodziłeś/aś. Jesteś pełnoprawnym dorosłym, który może decydować o sobie i chcieć dla siebie tego co dobre według własnego wyczucia. Masz do tego pełne prawo, jak długo nie krzywdzisz tym innych. Daj sobie to, czego nie dostałeś/aś jako dziecko, zacznij myśleć o sobie dobrze – i obserwuj jak zmienia się Twoja rzeczywistość. Jakkolwiek to brzmi, właśnie tak możesz zmienić to, czego osiem gwiazdek nie może.