Źródło negatywnych emocji

Czy życie bez negatywnych emocji jest możliwe? 

To zależy w co się wierzy. 

Jeżeli wierzymy, że te emocje są powodowane przez innych ludzi i sytuacje, to nie – ponieważ nie mamy na to wpływu. 

Jeżeli wierzymy, że negatywne emocje są sygnałem konfliktu między prawdą a nieprawdą, jaki tworzy zakodowany w nas lęk – to tak, bo nad własnym umysłem mamy pełną władzę.

Relacje w lustrze

Relacja wewnętrzna – między sercem a umysłem – jest pierwowzorem dla relacji zewnętrznych, z innymi ludźmi. 

Jeśli dominują w nas porywy serca, relacje z innymi są intensywne, ale chwilowe, krótkotrwałe – oparte na emocjach. 

Jeżeli dominuje w nas logika umysłu, relacje z innymi są trwałe i pielęgnowane, ale płytkie, wykalkulowane. 

Jeżeli serce nieustannie walczy z umysłem, to i my w swoich relacjach wciąż zmieniamy front – chcemy się angażować i zachować dystans, być i zniknąć, reagować spontanicznie i kontrolować, podporządkować się i dominować. 

Kiedy serce i umysł współpracują, nasze relacje również to odzwierciedlają: ufamy innym na tyle, na ile to dla nas bezpieczne, istniejemy bez potrzeby bycia w centrum uwagi i ukrywania się, odkrywamy się przed innymi proporcjonalnie do bliskości, jaką z nimi tworzymy, przyznajemy innym takie same prawa jak sobie, nie próbując ich zdominować ani się im podporządkować.

Strefa komfortu

Ludzki umysł generalizuje to, co się często powtarza i to, co wiąże się z silnymi emocjami. W ten sposób powstają nasze przekonania i oczekiwania wobec innych ludzi – oczekujemy, że będą się oni zachowywać zgodnie z tymi zakodowanymi schematami, w które wierzymy.

Jeśli to robią, potwierdzają nasze schematyczne przekonania czyli blokują nasz rozwój, ale podtrzymują komfort. 

Jeśli nas zaskakują, burzą nasz wewnętrzny porządek i powodują dyskomfort, ale poszerzają nasz sposób myślenia, pomagają nam się rozwijać – i paradoksalnie w efekcie powiększają naszą strefę komfortu.

Miłość i ludzie

Miłość jest doskonała, ludzie nie. Miłość jest w ludziach, i ludzki umysł ma problem jak to zaszufladkować, więc albo wnioskuje, że miłość jest do kitu, albo upiera się, że ludzie są lepsi niż są. Tak czy siak obrazek się nie zgadza, umysł walczy. Po prostu, miłość jest doskonała, a ludzie nie są.

Skojarzenia

Skojarzenia rządzą całym naszym życiem. Lubimy to, co nawet całkiem przypadkowo było w tle, gdy przeżywaliśmy silne pozytywne emocje i odruchowo odrzuca nas od tego, co powiązało nam się z silnymi negatywnymi emocjami, nawet jeśli nie było tego przyczyną ani źródłem. 

W ten sposób łatwo oszukać instynkt: pokochamy coś, co nam szkodzi, jeśli skojarzy nam się z relaksem, towarzystwem, dobrym samopoczuciem (patrz: kawa, alkohol, słodycze), znienawidzimy coś, co nam służy, jeśli skojarzy nam się z bólem, cierpieniem (patrz: szpital, zastrzyki, dentysta).

Z tego powodu nienawidzimy albo uwielbiamy jakiś zapach, gest, fryzurę, kolor, konsystencję jedzenia, miejsce, cokolwiek. Mózg generalizując jeden rodzaj doświadczenia informuje nas, że coś jest „dobre” albo „niedobre”, nie biorąc pod uwagę kontekstu i innych czynników. Przypomina stare emocje, żeby nas od czegoś odwieść za wszelką cenę albo każe nam za czymś ślepo gonić, choć logicznie nie ma to sensu. Takie niespójne skojarzenia powodują niespójne zachowania powtarzane w kółko mimo odczuwalnych negatywnych skutków. 

Kiedy na przykład rodzic silnie i gwałtownie odrzuca dziecko, które zachowało się niewłaściwie, a potem równie silnie, gwałtownie i serdecznie mu przebacza, powoduje u dziecka najpierw głębokie negatywne emocje, krańcowy lęk, a potem bardzo silne pozytywne emocje związane z odzyskaniem miłości. W ten sposób można wytworzyć u dziecka uzależnienie od przeżywania rozgrzeszenia – czyli spowodować przymus zachowywania się w krzywdzący sposób, żeby doświadczyć gwałtownej radości wybaczenia, i w taki namacalny sposób poczuć czyjąś miłość/akceptację. Później częstym czynnikiem towarzyszącym staje się skłonność do nadużywania alkoholu jako środek do osiągania celu na wypadek gdyby świadomość za bardzo się opierała.

O ile w dzieciństwie to skojarzenie ma prawo bytu, bo rodzice powtarzają schemat w nieskończoność i nie porzucają dziecka, o tyle w dorosłym życiu takie skojarzenie prowadzi do rozpadu bliskich relacji z innymi ludźmi, bo im bardziej ktoś chce poczuć czyjąś miłość, tym bardziej musi skrzywdzić tego, na kim mu zależy. A że jedynie masochista da się krzywdzić w nieskończoność, więc dążenie do doświadczenia pierwowzoru miłości kończy się jej permanentnym brakiem.

Tak działa nasz umysł – zapisuje przypadkowe skojarzenia i drukuje z nich scenariusz naszego życia. Nie możemy temu zapobiec, ale obserwując swoje powtarzające się zachowania powodujące w nas emocjonalne konflikty możemy odtworzyć i zrewidować stare zapisy – możemy świadomie przeprogramować swój mózg.

Symbolika

Świat materialny wokół nas odbija świat niematerialny w naszych umysłach – tak jak w bajkach występują konkretne postacie, ale w podtekście chodzi o walkę pewnych wartości, o morał.

W życiu jest podobnie – pewne rzeczy, sytuacje i ludzi zapraszamy do niego, inne z niego eliminujemy lub ich unikamy. Jeśli się temu przyjrzymy w kontekście symbolicznym, znajdziemy w tym odbicie swojego sposobu myślenia o sobie i o tym, czego potrzebujemy. 

W co wierzymy, to tworzymy dla siebie: nadmiar lub niedomiar, dominację lub uległość, rozwój lub bezpieczeństwo, prawdę lub manipulację, partnerstwo lub zależność, problemy lub rozwiązania, coś, co nam służy lub coś, co nas ogranicza…

Symboliczne rezultaty naszych świadomych lub nieświadomych wyborów biorą udział w naszym życiu jak zaproszeni partnerzy.

O lękach

Nasze lęki – uświadomione lub nie – są tak fałszywe, że same prowokują nas do tego, żeby im zaprzeczyć. Najczęściej jednak szukamy ich zaprzeczenia na zewnątrz, u innych; oczekujemy komplementów, żądamy docenienia, uznania, nagród czy innych form potwierdzenia, że nie mamy czego się obawiać, że jesteśmy w porządku. Ale to działa na krótką metę i uzależnia – potrzebujemy tego więcej i więcej, żeby zagłuszyć lęk, który wciąż jest. Jedynym sposobem na trwałe pozbycie się lęku jest udowodnienie sobie samemu, że jest fałszywy, czyli zadziałanie przeciwko niemu, uzyskanie doświadczenia przeciwnego do tego, co ten lęk stworzyło.

Strach czy lęk?

Często używamy tych słów zamiennie, choć znaczą co innego. Strach czujemy wtedy, kiedy reagujemy na rzeczywistą sytuację zagrożenia – np. wyskoczy na nas ujadający pies, stracimy równowagę na wysokości, ktoś zagrozi nam bronią. Lęk przeżywamy wtedy, kiedy takiej sytuacji de facto nie ma, ale wyobrażamy ją sobie i odczuwamy jak realne zagrożenie.
I tak, kiedy na szczycie wieży ktoś nas popchnie, czujemy strach – nasz instynkt mówi nam, że nasze życie jest w niebezpieczeństwie. Ale jeśli nie jesteśmy w ogóle w stanie wejść na wieżę, to jest lęk – nie instynkt, a nadinterpretacja naszego umysłu, który chce nas chronić przed niebezpieczeństwem, którego jeszcze nie doświadczamy, które nie jest rzeczywiste.

Czy powinniśmy przechodzić na drugą stronę ulicy jeśli jest zielone światło? Odpowiedź nie jest wcale oczywista – powinniśmy, jeśli to jest zielone światło dla pieszych, ale nie powinniśmy, jeśli to zielone światło dla samochodów 😄 Podobnie jest ze strachem i lękiem – powinniśmy słuchać strachu, który chroni nasze życie, ale zdecydowanie nie powinniśmy słuchać lęku, bo przejmie nad nami kontrolę i wycofa nas z wielu obszarów życia, rozprzestrzeniając się na coraz dalsze skojarzenia. 

Kiedy czujemy strach, musimy podwoić ostrożność, kiedy czujemy lęk, powinniśmy zadziałać przeciwko niemu, udowodnić sobie, że jest fałszywy – bo każdy lęk ze swojej natury jest fałszywy; powstaje ze specyficznych emocjonalnych skojarzeń, z nadinterpretacji naszych pojedynczych doświadczeń. Na przykład jeśli ugryzł nas pies, powinniśmy bać się tego psa, żeby uniknąć kolejnego pogryzienia – zazwyczaj jednak zaczynamy bać się wszystkich psów, a im bardziej ich unikamy, tym bardziej lęk narasta; pielęgnując go umiejętnie możemy nawet dopracować się poczucia niepokoju na widok zdjęć czy rysunków psów, co z punktu widzenia ochrony naszego życia jest dość absurdalne… 🐕

Żeby uwolnić się od lęku, trzeba zadziałać wbrew niemu – zaczynając od zrobienia najmniejszej rzeczy, na jaką nas stać, która przyniesie odmienne doświadczenie od tego, które nas więzi. W przypadku psa może to być zaprzyjaźnienie się z maleńkim szczeniakiem, potem odwiedziny u znajomych z łagodnym psem, potem podejście blisko psa trzymanego przez kogoś na smyczy, w końcu pogłaskanie obcego psa w kagańcu. 
Nie chodzi o to, żeby fałszywą zasadę wygenerowaną przez nasz umysł („psy są bardzo niebezpieczne”) zamienić na inną równie fałszywą zasadę („wszystkie psy są przyjazne”), bo to może jedynie doprowadzić do kolejnego pogryzienia… Chodzi o to, żeby zneutralizować silną negatywną informację o psach serią drobnych pozytywnych doświadczeń – tak długo, aż nasz umysł zauważy nowe dane i przestanie na widok każdego psa reagować silną emocją mającą nas ostrzegać. Bo prawda jest taka, że są psy, które zagryzą na śmierć, i że są psy poświęcające swoje życie za człowieka, i nasz umysł musi nauczyć się rozpoznawać, którym możemy ufać, a którym nie, zamiast izolować nas od wszystkich psów wszędzie i zawsze, czyniąc nasze życie nieznośnym. Strach przed groźnym psem jest naturalny i zdrowy; lęk przed wszystkimi psami zdecydowanie nie.

Zostań trenerem własnego umysłu – słuchaj strachu, który ma za zadanie Cię mobilizować, ale przeciwstawiaj się lękowi, który z czasem Cię sparaliżuje. Jeśli tylko jesteś w stanie określić, czego dotyczy Twój lęk, jesteś w stanie określić stan wolności od niego i zaplanować doświadczenia mające Cię tam doprowadzić. Jeśli będziesz w kontakcie ze swoimi emocjami, cierpliwie i systematycznie dostarczając sobie doświadczeń odmiennych od tych, które wywołały Twój lęk, sukces murowany 🙂

Wybór

Stwierdzenie „nie mam/nie potrafię czegoś, bo nie dostałem tego od rodziców” jest prawdziwe, jest nazwaniem faktu. Przekonanie „nie mogę w życiu mieć/umieć czegoś, czego nie dostałem od rodziców” jest fałszywą generalizacją stworzoną przez umysł, który tworzy zasadę na podstawie losowego zdarzenia. Prawdziwe stwierdzenie brzmi: „nie mam/nie umiem czegoś, bo tego nie dostałem w swoim doświadczeniu, ale jestem dorosły i sam mogę sobie dać/stworzyć co zechcę.” 

Umysł zna tylko doświadczenia z przeszłości, więc myśli kategoriami zależnego dziecka. Próbuje kontrolować innych ludzi i sytuacje, żeby coś dostać – bo wie(rzy), że źródło mocy jest na zewnątrz.
Żeby dorosnąć, dojrzeć, uwolnić się od przypadkowego zaprogramowania z przeszłości, musimy przestać identyfikować się ze swoim umysłem, odpuścić iluzje kontroli świata i innych ludzi. Potrzebujemy odkryć, że jesteśmy twórcami, a źródło mocy jest w nas samych. W tym, w co WYBIERAMY wierzyć niezależnie od swojego doświadczenia.
Każda wiara staje się doświadczeniem, faktem. Albo ta, którą mamy zapisaną automatycznie w doświadczeniu, albo ta, którą świadomie wybierzemy.

Życzenia

Wszystkie nasze życzenia się urzeczywistniają. Nie dokładnie ich treść, ale ich intencje.

Jesteśmy otoczeni własnymi spełnionymi życzeniami – jedne są jak drzewa i zauważamy je dopiero po latach, kiedy zaowocują; inne są jak jednoroczne bujne rośliny, które natychmiast przyciągają wzrok.

Kiedy współgrają ze sobą, tworzą piękny ogród, kiedy walczą o miejsce między sobą, tworzą dziki bałagan – ale zawsze są odzwierciedleniem nas samych, naszego sposobu myślenia.