Odpowiedzialność

Nadmierna odpowiedzialność (za innych) powoduje, że tracimy radość tworzenia, a życie nas przygniata, pokazując, że wzięliśmy na barki ciężar nie do uniesienia. 

Unikanie jakiejkolwiek odpowiedzialności z kolei czyni z nas ofiarę całkowicie zależną od zewnętrznych warunków i od zachowania innych ludzi.

Tylko pełna odpowiedzialność za siebie i pełna świadomość braku kontroli nad innymi ludźmi powodują, że zyskujemy kontrolę nad tym, co tworzymy.

Dobre samopoczucie

Dobre samopoczucie jest energią, która wymaga stałego zasilania tym, co nam służy, co nas wzmacnia. Można ładować energię z zewnątrz – od pozytywnych ludzi, ze słońca i światła, ciepła, dobrego jedzenia, snu, muzyki, obcowania z naturą. Można wytwarzać ją samemu przez medytowanie, wysiłek fizyczny, pomaganie innym, robienie czegoś dla innych, zaangażowanie się w coś, przez pasję lub misję.

Człowiek jest potencjalnym perpetuum mobile, ale paradoksalnie żeby stać się niezależnym od zewnętrznych źródeł energii musi najpierw nauczyć się ich używać do uruchomienia źródeł wewnętrznych. Energetycznie człowiek funkcjonuje tak samo jak fizycznie –  potrzebujemy całkowitej opieki dorosłego jako niemowlę, a w miarę nabierania sił i umiejętności uniezależnimy się od opiekunów. Tak samo trzeba nauczyć się dawać sobie dobrą energię z zewnątrz tak, żeby jej poziom nie spadał, a potem stopniowo zastępować jej dostarczanie wytwarzaniem. W przeciwnym wypadku albo uzależnimy się od zasilaczy zewnętrznych (konsumpcjonizm), albo wyczerpiemy się, próbując bez przygotowania polegać tylko na zasilaniu wewnętrznym (poświęcanie się).

Moc twórcza

Kiedy wierzymy, że jesteśmy konsumentami życia, zależnymi od tego, co wokół nas, wybieramy wśród „gotowców”: jemy to, co ktoś przygotował lub wymyślił, ubieramy to, co ktoś nam wskazuje jako modne, kupujemy to, co zachwalają w reklamach, chodzimy do pracy, która jest najmniejszym złem i wybieramy dla siebie ludzi, którzy nas najmniej krzywdzą. I nie potrafimy poczuć się szczęśliwi, wciąż coś jest nie tak.

Kiedy wierzymy, że jesteśmy twórcami życia, mającymi wpływ na to, co wokół nas, traktujemy rzeczywistość nie jak sklep z gotowymi zestawami kloców Lego, wśród których musimy wybrać coś dla siebie (czasem oszukując i kradnąc klocki z innego zestawu), ale jak magazyn pojedynczych klocków, które są inspiracją do ułożenia własnej, indywidualnej, osobistej i unikatowej budowli. Robimy to za pomocą nazywania swoich uczuć (co oznacza ich zrozumienie, jak: „to jest duży żółty klocek”), uświadomienia sobie swoich potrzeb (jak: „chcę dużo zielonych klocków i cztery kółka”) i budowania swojej rzeczywistości przez skupianie się na tym, czego chcemy, co nam służy; przez wdzięczność za to, co powoduje, że czujemy się zadowoleni, radośni, szczęśliwi. Koncentrowanie się na tym, czego nie chcemy, nie potrzebujemy i co nam się nie podoba nic nie wnosi do procesu budowania, jedynie zatrzymuje nas w miejscu. Kiedy wierzymy, że jesteśmy twórcami swojego życia, jemy to, co sobie przygotujemy ze składników, na które mamy ochotę; ubieramy tak, żeby czuć się komfortowo; kupujemy to, czego potrzebujemy; znajdujemy pracę, które nas cieszy i rozwija; przyciągamy ludzi, z którymi nam się dobrze żyje.


Proponuję niedzielną refleksję: w jakich obszarach czuję się konsumentem uzależnionym od tego co jest, zdanym na to, co oferuje moja rzeczywistość („mogę wybrać, ale nie ma tu nic dla mnie”), a w jakich obszarach jestem niezależnym twórcą zainspirowanym przez świat wokół mnie („robię to jak lubię”)?

Zazdrość

Zazdrość to lęk, że nie będzie się czegoś miało, że stworzenie tego czegoś jest poza naszym zasięgiem.

Tam, gdzie nauczyliśmy się wykorzystywać własne zasoby, mamy tendencję do dawania, a nawet rozdawania, dzielenia się – bo wiemy, że możemy to tworzyć na nowo do woli.

Tam, gdzie nauczyliśmy się być zależni od innych ludzi, pojawia się skąpstwo, zabieranie i zazdroszczenie innym – bo wierzymy, że dla nas zabraknie, boimy się, że nie uda nam się zmusić innych, żeby nam to dawali bez ograniczeń i bez przerwy.

Dotyczy to jednakowo sfery materialnej, jak i niematerialnej.

Współistnienie

Co robimy dla duszy, robimy dla ciała, i odwrotnie. 
Tak samo to, co robimy dla siebie, robimy dla innych – i odwrotnie. 

W moim przekonaniu jednym z największych błędów popełnianych obecnie przez naukę jest myślenie liniowe, izolowanie problemu od kontekstu, ignorowanie współzależności. Każdy problem, czy to fizyczny czy emocjonalny, nie jest samotną odizolowaną wyspą na oceanie – jest częścią łańcuszka, a raczej sieci, jest czegoś konsekwencją. Co więcej, jest konsekwencją nie tylko naszych działań, ale i naszych przodków, i zupełnie obcych ludzi, którzy decydują o tym, co jemy, czym oddychamy, co oglądamy w TV, czego się uczymy, za co się nas karze, czym się nas leczy czy ile godzin pracujemy. 

Każdy element w sieci jest współzależny, i każdy element ma możliwość wpływania na resztę sieci. 
Jeśli wierzymy tylko w to, że jesteśmy zależni, stajemy się bezbronnymi ofiarami systemu i okoliczności, czyli cierpiącymi niewolnikami. 
Jeśli próbujemy negować tę zależność, system pokazuje swoją siłę i szybko sprowadza nas do parteru. 
Jeśli potrafimy zobaczyć fakt, że jesteśmy ważną częścią większej całości, i że wszystko ma swoją przyczynę i skutek, uzyskujemy autentyczną możliwość samorealizacji i kreowania swojego życia. Życia, które jest częścią życia wielu innych ludzi, których decyzje wpływają na kolejnych ludzi…