„My”

Jedne dzieci są socjalizowane zbyt szybko, inne wcale. Te pierwsze są uczone zwracania uwagi na potrzeby czy wymagania innych zanim zdążą się nauczyć wyrażać siebie; te drugie pozostają na etapie wyrażanie siebie, nie są uczone brania pod uwagę perspektywy innych ludzi.

Ludzie skupieni na potrzebach innych dostają społeczną akceptację; ludzie skupieni na sobie zapewniają sobie przyjemności. Jedni potrzebują drugich, ale ich związki nie tworzą prawdziwego ‚my”, ponieważ każda ze stron zna tylko pół przepisu na to, jak to zrobić. Funkcjonowanie w schemacie nie pozwala na elastyczność – jedno dba o całość zapominając o sobie (zubażając „my” o siebie), drugie dba tylko o siebie (nie biorąc udziału w tworzeniu „my”). Taki układ jest jak sztywne połączenie dwóch elementów, które pęka przy gwałtowniejszym ruchu, jakiejkolwiek zmianie. 

Prawdziwe „my” składa się z dwóch pełnych „ja” (świadomych siebie i empatycznie traktujących innych); jest jak elastyczne połączenie, które wytrzymuje naprężenia bez uszczerbku i naturalnie przystosowuje się do zmian.

Racjonalizowanie

Dla małego dziecka rodzice czy opiekunowie są niepodważalnym autorytetem. Jeśli nazwą kolor czerwony białym, dziecko uwierzy. Jeśli powiedzą, że nie powinno czuć tego, co czuje, dziecko uwierzy. O ile kwestia kolorów jest namacalna i prosta do naprawienia, o tyle kwestia emocji już nie. I czasem te zafałszowane dane pozostają w umyśle, deformując na stałe sposób postrzegania.

Typową sytuacją, w której tak się dzieje, jest usprawiedliwianie niewłaściwego, krzywdzącego zachowania jednego z rodziców. Dzieci są bardzo empatyczne, więc nie ma znaczenia, czy jest to zachowanie wobec samego dziecka czy wobec drugiego z rodziców. Ważna jest jedna rzecz: że jeden rodzic krzywdzi, a drugi zaprzecza swoim i dziecka emocjom, usprawiedliwiając krzywdziciela. „Tatuś jest dobry, tylko się zdenerwował”, „mamusia bardzo cię kocha, widocznie nie może zadzwonić ani przyjechać jak obiecała”, „tata nie chciał tak powiedzieć, bardzo mu na tobie zależy”, „musisz zrozumieć, że mama ciężko pracuje i nie ma dla ciebie czasu, ale bardzo cię kocha”, „musisz zrozumieć, że alkoholizm to choroba i tata nie wie, co robi, ale bardzo cię kocha”, „mama ma dobre serce i na pewno nie chciała ci zrobić krzywdy”, „tata nie zapomniał o tobie, tylko ma mnóstwo spraw na głowie”.

Takie wmawianie dziecku, że krzywda, którą czuje, nie jest krzywdą, nie pochodzi z troski o jego uczucia ani o relację z tym rodzicem. Pochodzi z potrzeby usprawiedliwienia siebie, swojego wyboru tkwienia w toksycznej relacji i przyzwalania na krzywdzące zachowania.

Wmawianie dziecku, że krzywda, którą czuje, nie jest krzywdą, a „taką trochę inną miłością” powoduje dwie rzeczy. Jedną, że dziecko przestaje ufać temu, co czuje, traci swój wewnętrzny radar. Drugą, że taki kształtuje w sobie obraz miłości – „jak kocha, to krzywdzi”. Tego będzie oczekiwać, to będzie nieświadomie tworzyć, a raczej odtwarzać w swoim dorosłym życiu. 

Wpływ

Chcemy kontrolować świat za pomocą kontrolowania innych ludzi. Taka kontrola jest iluzją – wcześniej czy później, mniej lub bardziej, nawet własne dzieci wymykają się spod kontroli. 

Jedynym realnym sposobem kontrolowania świata jest kontrolowanie siebie – wysyłanie na zewnątrz tego, co chcemy, żeby do nas wróciło.

Dopasowanie

Najzdrowszą, najbardziej rozwijającą i satysfakcjonującą, a zarazem najtrudniejszą relacją między osobami dorosłymi jest partnerstwo, czyli traktowanie siebie nawzajem równorzędnie we wszystkich obszarach. Wbrew pozorom większość związków opiera się na dopasowaniu zachowań uległych i zachowań dominujących na zmianę w różnych obszarach i konfiguracjach.

Narcyz

Popularność tekstów o narcyzmie sprawiła, że wielu ludzi pyta zaniepokojonych: „czy jak ja siebie lubię, to jestem narcyzem?”. 

Nie. Lubienie siebie nie jest narcyzmem, jest zdrowe. Problemem narcyza nie jest to, że za bardzo siebie lubi, choć rzeczywiście bezkrytycznie idealizuje siebie w obszarze swojej mocnej strony (tam, gdzie otrzymywał uznanie w dzieciństwie – za urodę, za wiedzę, za humor…) Ale robi to dlatego, żeby pokryć to, czego w sobie nie lubi, jak każdy z nas. Im bardziej coś w sobie idealizuje, tym bardziej coś innego ukrywa.

Problemem narcyza jest to, że widzi tylko siebie. Tak został ukształtowany przez wychowanie nie wymagające empatii, uznania cudzych uczuć i potrzeb. Takie ma bazowe ustawienia umysłu, który po prostu pomija dane o innych jako nieistotne, zbędne. Inni są potrzebni narcyzowi do tego, żeby mógł się w nich przeglądać jak w lustrze – jak bardzo jest mądry czy piękny czy zabawny. Czasami narcyz może sprawiać wrażenie człowieka niezwykle uczynnego wobec innych, ponoszącego koszty, żeby zadowolić obcych ludzi. Ale to nie empatia go do tego nakłania, nie współczucie, a chęć bycia w świetle reflektorów – zebrania gromkich oklasków, głosów uznania, wyrazów wdzięczności. Bez tego narcyz usycha jak kwiat bez wody. Całą energię poświęca na zdobywanie dowodów swojej wspaniałości, bo kiedy przestaje choć na chwilę, zderza się ze swoją słabością w innych obszarach. Wtedy zazwyczaj wybucha, bo król może być rozgniewany, ale przecież nie bezradny…

Kiedy się go głaszcze, narcyz daje z siebie wszystko, więc można go zmanipulować jak dziecko; kiedy próbuje się mu przeciwstawić, będzie strzelał na oślep swoim gniewem, raniąc i krzywdząc; nie zatrzymają go nawet trupy, skończy, kiedy poczuje ulgę.

Nie da się żyć z narcyzem, można jedynie żyć dla narcyza. Tego on oczekuje i takich ludzi do siebie przyciąga: niepewnych swojej wartości, zakompleksionych lub manipulujących, chcących coś ugrać dla siebie za jego pośrednictwem.

Czy narcyz może się zmienić? Teoretycznie tak, jak każdy, kto dojdzie do ściany i poczuje potrzebę przeprogramowania swojego myślenia. Praktycznie to się nie zdarza, bo narcyz zrobi wszystko, żeby do tej ściany nie dojść, nie uznać swojej słabości. Kiedy ktoś odmawia mu wyrazów uznania, on go po prostu porzuca dla nowych fanów, a tych zawsze jest dosyć. 

Narcyz jest nieszczęśliwy, wciąż zajęty zaspokajaniem swojego fałszywego głodu, którego zaspokoić się nie da, bo żadna ilość podziwu nie zastąpi autentycznych relacji, szacunku, akceptacji, miłości. Rodzina narcyza też jest nieszczęśliwa, bo bez względu na to, ile włoży wysiłku w uszczęśliwianie narcyza, ani nie wygra z obcymi, których podziw jest cenniejszy, ani nie może liczyć na jego jakąkolwiek wzajemność, bo narcyz po prostu emocjonalnie nie widzi nikogo poza sobą.

Prawa i obowiązki

Ludzie, którzy zostali wychowani w przekonaniu, że ich prawa są ważniejsze niż ich obowiązki wobec innych są jak włamywacze – uważają, że jeżeli ktoś za słabo chroni swoje terytorium, mają prawo na nie wejść i je zrabować.

Ludzie, którzy zostali wychowani w przekonaniu, że ich obowiązki wobec innych są ważniejsze niż ich prawa zostają ofiarami włamywaczy – uważają, że zasłużyli na kradzież, bo nie potrafią odpowiednio zabezpieczyć swojego terytorium.

Szczerość

Szczerość wcale nie oznacza mówienia wszystkiego, co nam przychodzi do głowy. Ani sprawiania innym przykrości. 

Szczerość to język osoby autentycznej, która niczego nie gra, nie udaje i nie próbuje osiągnąć dla siebie. 

Szczerość to nazywanie rzeczy tak, jak naprawdę je czujemy i jak naprawdę o nich myślimy, bez obrabiania w umysłowym Photoshopie dla osiągnięcia jakiegoś efektu u odbiorcy.

Żeby być szczerym, trzeba być autentycznym, nikogo nie udawać, po prostu być sobą – a to dla wielu ludzi najtrudniejsza i najstraszniejsza rzecz do wykonania. Szczególnie, że wymaga dania takiego samego prawa do autentyczności i szczerości innym ludziom.

Przebudowa

Źródłem naszych problemów w życiu jest zaburzona równowaga pomiędzy traktowaniem siebie w różnych obszarach, a także siebie i innych. Im więcej mamy podwójnych standardów, tym bardziej cierpimy. Kiedy udaje nam się uzyskać wgląd w nasze błędne założenia, uzyskujemy świadomość prawdy, oświecenie.

Żeby ta świadomość uzyskała swoje odbicie w rzeczywistości, musi zaistnieć w nowym sposobie reagowania i postępowania, sprawdzić się w działaniu – najpierw wobec nas samych, potem wobec innych. Przypomina to trochę przebudowę wieży z klocków, w której zmieniliśmy układ klocków na samym dole – cała reszta musi się do tej zmiany dopasować.

Dopiero wtedy świadomość staje się „ciałem”, zaczyna tworzyć nową rzeczywistość i nowy rodzaj relacji z innymi ludźmi.

Kompletne partnerstwo

Każdy może nas zainspirować do odkrywania prawdziwego siebie, stając się na chwilę naszym partnerem duchowym – tak samo jak chwilowo stajemy się czyimś partnerem fizycznie np. tańcząc z kimś, czy intelektualnie, prowadząc z kimś żywą dyskusję czy emocjonalnie, zwierzając się komuś.

Cud dokonuje się wtedy, kiedy dwie osoby chcą i potrafią być dla siebie stałymi partnerami we wszystkich czterech obszarach, wzajemnie się inspirując i wspierając.

O presji

Można motywować kijem albo marchewką. Ale nie można sprawić, żeby ktoś polubił to, do czego nakłania się go kijem. Warto więc sobie zadać pytanie co jest naszym priorytetem – osiągnięcie efektu za cenę uczuć i potrzeb danej osoby czy rozwój tej osoby zgodnie z jej potrzebami i uczuciami, czyli jej dobre samopoczucie i szczęście?