Prawda

Prawdziwe przekonanie na jakiś temat cechuje się równowagą – w sposób naturalny dotyczy tak samo jednego obszaru naszego „ja”, jak i innych; nas samych i innych ludzi. 

Wychowanie i socjalizacja nakładają jednak na nasze myślenie wartościujące „nakładki”: uważamy jeden obszar siebie za lepszy, inny za gorszy; przyznajemy sobie  większe prawa niż innym lub odwrotnie – uważamy potrzeby i uczucia innych za ważniejsze od własnych.

Stąd zmiana zazwyczaj nie dokonuje się w całym naszym myśleniu od razu – zaczyna się w obszarze dla nas ważniejszym i tam, gdzie czujemy się pewniej. Tam najpierw zachodzi zmiana fałszywego przekonania, która potem stopniowo „zaraża” pozostałe obszary. 

To prawda, że wszystko zaczyna się od nas samych, ale droga do siebie czasami prowadzi najpierw przez innych; to prawda, że wszystkie obszary „ja” są jednakowo ważne, ale to jeden z nich zapoczątkowuje przyjęcie się tej prawdy w naszym myśleniu.

Prawda przychodzi do nas taką drogą jaka jest, bez żadnych warunków, – nie musimy być tacy czy inni, umieć to czy tamto, nie popełniać błędów, mieć doświadczenie, wiedzę czy cokolwiek innego. Prawda przychodzi do nas tymi drzwiami, które zostawiamy otwarte.

Przebudowa

Źródłem naszych problemów w życiu jest zaburzona równowaga pomiędzy traktowaniem siebie w różnych obszarach, a także siebie i innych. Im więcej mamy podwójnych standardów, tym bardziej cierpimy. Kiedy udaje nam się uzyskać wgląd w nasze błędne założenia, uzyskujemy świadomość prawdy, oświecenie.

Żeby ta świadomość uzyskała swoje odbicie w rzeczywistości, musi zaistnieć w nowym sposobie reagowania i postępowania, sprawdzić się w działaniu – najpierw wobec nas samych, potem wobec innych. Przypomina to trochę przebudowę wieży z klocków, w której zmieniliśmy układ klocków na samym dole – cała reszta musi się do tej zmiany dopasować.

Dopiero wtedy świadomość staje się „ciałem”, zaczyna tworzyć nową rzeczywistość i nowy rodzaj relacji z innymi ludźmi.

Wybór warunkiem równowagi

Nasz mózg stara się zakwalifikować każdą sytuację, z którą się stykamy, do jednej z dwóch kategorii: „walcz” (działaj) lub „uciekaj” (czekaj). Robi to w sposób automatyczny, na podstawie wcześniejszego doświadczenia. Oznacza to, że bazując na schematach z dzieciństwa, w pewnych sytuacjach podejmujemy działanie (nawet jeśli ono się nie sprawdza, bo kiedyś nas za to nagradzano), a w innych się wycofujemy, czekamy (nawet jeśli oznacza to dla nas duży dyskomfort, bo kiedyś zyskiwaliśmy akceptację opiekunów, dostosowując się do ich oczekiwań).

Do dobrego samopoczucia potrzebujemy równowagi pomiędzy aktywnością a snem, wysiłkiem i odpoczynkiem, dążeniem i odpuszczaniem. Możemy zachować te równowagę tylko wtedy, kiedy świadomie wybieramy dany stan zgodnie ze swoim realnym, aktualnym zapotrzebowaniem. Nie da się tego zrobić, kiedy kierują nami schematy: w tych sytuacjach działam, w tych sytuacjach czekam. Na przykład: „zawsze zagaduję obcą osobę w pociągu” to schemat „działaj” (trzeba korzystać z każdej okazji, żeby przyciągnąć czyjeś zainteresowanie); podobnie jak „nigdy nie zagaduję obcej osoby w pociągu” to schemat „czekaj” (lepiej udawać „martwego”, żeby nie narobić sobie kłopotów). Prawda leży poza schematami, kiedy możemy świadomie i zgodnie ze swoją bieżącą potrzebą zagaić rozmowę lub jej nie podjąć. 

Przyglądając się swoim reakcjom możemy nie tylko odkryć schemat generalny („wolę działać” lub „wolę czekać”), ale także własny sztywny podział sytuacji na takie, w których czujemy się pewnie i automatycznie podejmujemy działanie (nawet jeśli ono nie przekłada się na naszą korzyść) oraz takie, w których odruchowo się wycofujemy lub biernie czekamy (nawet jeśli to powoduje oczywisty dyskomfort).

Energia relacji

Są takie relacje z ludźmi, które dodają nam energii, są też takie, które ją pochłaniają. Jeśli nie zarządzamy swoją energią świadomie, pilnując równowagi w swoich relacjach z innymi, łatwo ulegamy wyczerpaniu. A wtedy nie tylko przestajemy umieć wspierać innych, ale sami stajemy się wampirami energetycznymi.

Definicje miłości

Rodzice, którzy wymagają od swoich dzieci więcej niż od siebie kształtują dzieci, które stają się „rodzicami swoich rodziców”, dbającymi wyłącznie o ich emocje i dobre samopoczucie, nie własne. Dzieci takich rodziców potrafią kochać innych, nie potrafią siebie.

Rodzice, którzy zajmują się dzieckiem bardziej niż sobą kształtują dzieci, które czują, że są kochane, ale nie potrafią tej miłości odwzajemnić, bo są nauczone przekraczania granic innych ludzi. Dzieci takich rodziców potrafią kochać siebie, nie potrafią innych.

Równowaga

Równowaga jest jedynym uniwersalnym przepisem na szczęście i zdrowie. Zapominamy jednak, że każdy z nas jest inny i czego innego potrzebuje, że by tę równowagę osiągnąć – czegoś odwrotnego do tego, co ma. 
Dlatego jedni potrzebują spokoju, inni szaleństwa, jedni muszą nauczyć się krzyczeć, drudzy znajdować w sobie ciszę; jedni muszą jeść więcej, inni mniej, jedni potrzebują nauczyć się szanować innych, drudzy siebie… 
Równowaga jest stanem miłości – jest tym samym stanem dla wszystkich, ale jej osiąganie odbywa się absolutnie indywidualną i odmienną od innych drogą.

Elastyczność wyboru

Życie to nauka równowagi we wszystkich obszarach. Jeśli coś na wejściu zostało ustawione w punkcie „minimum”, wymaga od nas poznania zakresu „maksimum”, i odwrotnie. Inaczej trudno znaleźć ten środek, który wyważa jedno i drugie, i daje nam możliwość elastycznego wyboru – bycia sobą w pełni, poza programem.

Ci, których nieustannie obdarowywano, potrzebują nauczyć się radości dawania. Ci, których nauczono dawać kosztem siebie, potrzebują otworzyć się na możliwość dostawania manny z nieba.

Ci, którzy stawiają siebie w centrum świata, potrzebują zauważyć, że współistnieją z innymi takimi samymi istotami. Ci, którzy widzą wszystkich oprócz siebie, potrzebują zauważyć swoją wartość.

Ci, którzy żyją na zewnątrz siebie, potrzebują nawiązać kontakt ze swoimi uczuciami i potrzebami. Ci, którzy żyją w swojej bańce, potrzebują innej perspektywy niż własna.

Ci, którzy unikają aktywności, potrzebują się nauczyć, że wysiłek przynosi satysfakcję. Ci, którzy nadmiernie się angażują, potrzebują nauczyć się odpoczywać i czerpać radość z relaksu.

Ci, którzy wciąż oczyszczają swoje ciało i umysł, potrzebują odżywienia. Ci, który pochłonęła konsumpcja, potrzebują oczyszczenia.

Ci, którzy szukają autorytetów, potrzebują uwierzyć w swoją mądrość. Ci, którzy negują autorytety, potrzebują nauczyć się czerpać z nich inspirację.

Ci, którzy do perfekcji opanowali samodyscyplinę, potrzebują nauczyć się spontaniczności. Ci, którzy działają spontanicznie, potrzebują nauczyć się dyscypliny.

Słabość i siła

W tych obszarach, gdzie słabość każe nam tworzyć sobie strefę komfortu (minimalny wysiłek, rutyna, brak wyzwań, dużo „zapasów,” możliwość skorzystania z nich w każdej chwili), umacniamy słabość, w którą wierzymy.

W obszarach, gdzie czujemy się pewnie, nasza siła każe nam wychodzić poza strefę komfortu, poznawać, doświadczać, rozwijać się. Wysiłek coraz bardziej wzmacnia siłę, o której istnieniu i tak jesteśmy przekonani. Zbyt eksploatowana siła zaczyna obracać się przeciwko nam: odwaga służy, ryzykanctwo może zagrażać życiu; dobroć służy, poświęcanie się może unieszczęśliwiać obie strony relacji; bycie spostrzegawczym i inteligentnym pomaga w życiu, ale manipulowanie innymi może spowodować utratę tych, na których nam zależy.
Żeby znaleźć równowagę w sobie, potrzebujemy namówić naszą słabość do opuszczania strefy komfortu (bo to ją wzmacnia, zamienia w siłę) i jednocześnie przystopować wyzwania dla swojej siły (bo to pozwala jej na nawiązanie kontaktu z innymi obszarami naszego ja). Obrazowo to ujmując siła musi zaczekać, aż słabość do niej dołączy jako siła, żeby w zespole można było zdziałać więcej.

Komfort a rozwój

Komfort polega na poruszaniu się w znany sposób w ustalonych granicach, na odtwarzaniu tego co znane. Polega na czerpaniu energii z zewnątrz i daje przyjemność.

Rozwój wymaga stawiania sobie wyzwań przekraczających znane i przetestowane granice – dzieje się, kiedy wierzymy, że możemy zrobić coś, czego nie mamy jeszcze w doświadczeniu. Takie wyzwanie wymaga wysiłku, bo zmusza do wytworzenia energii wewnątrz siebie do stworzenia czegoś nowego.

W zakresie słabej strony (tego, czego w sobie nie lubimy) wysiłek został szybko skojarzony z bólem i porażką, więc go unikamy.
W zakresie mocnej strony (tego, na czym w sobie polegamy) wysiłek kojarzy nam się z satysfakcją i sukcesem, więc go poszukujemy.
W pierwszym przypadku nie wierzymy, że mamy dość energii, żeby sobie poradzić, w drugim wierzymy, że mamy jej nielimitowaną ilość.
To ta sama energia, ten sam mózg, ta sama osoba…

Równowaga między komfortem a wyzwaniami wyznacza optymalny sposób rozwoju: pobieranie i wydatkowanie energii na zmianę. 
Kiedy jest za dużo komfortu, tracimy czujność i gotowość do reagowania wysiłkiem, stajemy się słabi, niewydolni.
Kiedy jest za dużo wyzwań, tracimy spokój i radość, stajemy się przeciążeni i sfrustrowani.
Bycie w stałym kontakcie ze sobą, swoimi emocjami i odczuciami – czyli uważność na pierwsze, najmniejsze sygnały na potrzebę zmiany stanu – pozwala na uniknięcie zarówno bólu, jak i stagnacji.