Energia relacji

Są takie relacje z ludźmi, które dodają nam energii, są też takie, które ją pochłaniają. Jeśli nie zarządzamy swoją energią świadomie, pilnując równowagi w swoich relacjach z innymi, łatwo ulegamy wyczerpaniu. A wtedy nie tylko przestajemy umieć wspierać innych, ale sami stajemy się wampirami energetycznymi.

Nierówność

Na podstawie obserwacji zachowania rodziców czy opiekunów nieświadomie tworzymy sobie generalne przekonanie, że jesteśmy lepsi, ważniejsi od innych lub że inni są lepsi, ważniejsi od nas. 

To przekonanie działa jak niewidzialna nakładka na nasze myślenie i spostrzeganie, i może zniekształcać nasze relacje z innymi przez całe życie. 

Powoduje ono powstanie podwójnego standardu: na innych prawach traktujemy siebie, a na innych prawach pozostałych ludzi, i robimy to zupełnie automatycznie, „z klucza”, z którego istnienia nie zdajemy sobie sprawy. Dlatego chociaż często widzimy, że nam się to w życiu ani nie sprawdza, ani nie opłaca, to wciąż automatycznie interpretujemy rzeczywistość pod swoje założenie, jakbyśmy chcieli na siłę przekonać sami siebie, że naprawdę jesteśmy gorsi czy lepsi od innych.

Dopiero kiedy nastąpi coś, co silnie podważy to przekonanie z okresu pierwszych naszych doświadczeń, możemy stać się świadomi jego istnienia i zweryfikować je zgodnie z tym, w co naprawdę wierzymy.

„Miłość” warunkowa

Rodzice swoim zachowaniem tworzą w umysłach dzieci przekonanie, że miłość jest warunkowa – że kochają swoje dzieci POD WARUNKIEM, że dzieci będą jakieś (ładne, mądre, grzeczne). Wcześniej czy później dziecko dochodzi do wniosku, że nie potrafi zasłużyć na miłość, być wystarczająco dobre dla swoich rodziców, i rozpaczliwie zaczyna się buntować. („Skoro nie jestem wystarczająco dobry – ładny, mądry, grzeczny – to nie będę jeszcze bardziej, zobaczymy kiedy w końcu powiedzą mi wprost, że mnie nie kochają”.)

W tym momencie zaczyna się więzienie schematu, pułapka bez wyjścia, z której niestety nie wyrasta się z wiekiem. Bycie ładnym, mądrym, grzecznym czy dobrym smakuje jak próba zasłużenia na czyjąś miłość, więc nie przynosi pełnej satysfakcji. Z kolei próby zrobienia na złość dawnym rodzicielskim ograniczeniom mają tym mniej sensu im jesteśmy starsi, szczególnie że czujemy, że najbardziej krzywdzimy siebie samych. Bycie w porządku nie daje satysfakcji i bycie nie w porządku też nie, więc gdzie jest wyjście?

Poza schematem. 

Poza zasługiwaniem na miłość i prowokowaniem odrzucenia, poza sprawdzaniem reakcji tych, na których nam zależy. 

W byciu tym, kim chcemy być zgodnie z tym, co dyktuje nam serce, niezależnie od zewnętrznych standardów i nacisków. 

Dialog

Relacje międzyludzkie opierają się na komunikacji, a sposób komunikacji danej osoby odzwierciedla jej sposób myślenia o sobie. Jedni mówią wszystko co myślą, wprowadzając chaos, inni nie mówią tego co myślą, pozwalając na błędne interpretacje. 

A najczęściej wszyscy robimy jedno i drugie, tylko różnie w różnych obszarach. Milczymy tam, gdzie czujemy się niepewnie, zagadujemy innych tam, gdzie czujemy się jak ryba w wodzie. 

Dialog polega na wyśrodkowaniu.

Przemoc w wychowaniu

Są różne rodzaje przemocy, jaką stosują rodzice wobec dzieci. Jest przemoc bezpośrednia, fizyczna bądź psychiczna, wobec której najczęstszą automatyczną reakcją jest bunt. Jako dorosła taka osoba woli się zabić sama przekraczaniem wszelkich norm i granic niż pozwolić się zbliżyć do siebie komuś, kto mógłby zagrozić jej wolności; dlatego najczęściej pozostaje osobą samotną, o autodestrukcyjnym zachowaniu.

Jest też przemoc pośrednia, polegająca na wymuszaniu na dziecku uległości w imię jakiegoś celu ważnego dla rodzica, a niezgodnego z tym, co dziecko myśli i czuje. Takie dziecko jako osoba dorosła ma poczucie współudziału w niszczeniu swojej tożsamości, więc się nie buntuje, raczej uznaje siebie za winną, nie spełniającą oczekiwań innych. Ale każde podejrzenie manipulacji czy kontroli ze strony innych ludzi, każda konieczność podporządkowania się wbrew sobie czy niemożność wpływu na sytuację automatycznie wyzwala skumulowane emocje – te same, które nie znajdowały ujścia w dzieciństwie – i powoduje nadmiarowe reakcje, mające na celu uniknięcie ponownego skrzywdzenia, ponownego zniewolenia.

Dopasowanie energetyczne

Każda sytuacja może nas ładować energią albo z niej ograbiać. Nie zależy to od samej sytuacji, zależy to od tego, jak my tę sytuację spostrzegamy przez własne filtry – czy to lubimy, czy sobie umiemy z tym radzić, czy to wyzwanie nas męczy czy sprawia nam frajdę; czy dowodzi naszej sprawności i daje nam satysfakcję, czy przeciwnie, potwierdza nasze wątpliwości i psuje nam humor albo przywołuje niemiłe wspomnienia.

To, co dla jednych jest wyczerpujące, innych energetyzuje, w zależności od tego, jak spostrzegamy siebie samych. 
Wysiłek w obszarze, który uważamy za swoją mocną stronę dodaje nam energii; wysiłek w obszarze, który uznajemy za swoją słabą stronę, zabiera nam energię. 
Generalnie, im więcej w nas lęku, tym bardziej życie nas męczy; im bardziej akceptujemy siebie, tym więcej mamy kanałów, którymi potrafimy ładować i wytwarzać energię.

Relacje z innymi ludźmi odzwierciedlają tę prawidłowość. Podświadomie dobieramy się w ten sposób, żeby energia, którą wytwarza ta druga osoba zasilała nasz osłabiony obszar, a ta, którą my wytwarzamy, zasilała słaby obszar tego kogoś. Takie wzajemne uzupełnianie źródeł energii dobrze się sprawdza w sytuacjach kryzysowych, ale poleganie na nim na co dzień prowadzi jedynie do przymusowego współuzależnienia.
Jak w opowieści, w której jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem, które do latania potrzebują drugiego jednoskrzydłego anioła. Brzmi romantycznie, ale tak naprawdę sugeruje, że jesteśmy całkowicie zależni od innych, że musimy mieć kogoś do pary, żeby móc się wzbić w powietrze, i że awaria jednego skrzydła uziemia całkowicie oba anioły…
Czy nie lepiej mieć oba skrzydła, i latać z kimś dla przyjemności, trzymając się za ręce, a nie z przymusu w kurczowym uścisku?

Rozpuszczone dzieci

Dlaczego „rozpuszczamy” dzieci? Bo chcemy, żeby ktoś nas kochał wyjątkowo, specjalnie, najmocniej na świecie, i wydaje nam się, że w relacji z dzieckiem („od początku”), mamy największe szanse na zostanie czyimś superbohaterem. Nie jest to więc wcale taka altruistyczna miłość, i dlatego jej owoce nie są słodkie: dzieje się to kosztem siebie, kosztem relacji z partnerem (zamiast rozwijania jej), a także, paradoksalnie, kosztem dziecka.

Dlaczego „rozpuszczone” dzieci są nieszczęśliwe? Bo nie uczą się pokonywać trudności i zarządzać sobą, stają się zależne od ciągłego dostawania rzeczy i uwagi. Brak przeszkód i konsekwencji nie pozwala im na refleksyjne poznawanie siebie, uczenie się empatii i odpowiedzialności, tworzenie swoich celów i marzeń. A ponieważ reszta świata nie traktuje ich tak samo jak zakochany rodzic, ich samoocena jest niestabilna i z czasem coraz niższa. Za to roszczeniowość i agresja (czasem czynna, czasem bierna) wobec całego świata coraz większa, bo nawet już jako dorośli nie potrafią sami zaspokoić swoich potrzeb, automatycznie oczekują, że zrobi to ktoś za nich.

Postawa miłości

Miłość jest bardzo trudna do zdefiniowania. Tworzymy sobie jej własną definicję na podstawie pierwszych doświadczeń – zamykamy ją w postaci tego, co w relacji z rodzicami czy opiekunami sprawiało, że czuliśmy się kochani, albo w postaci tego, za czym najbardziej tęskniliśmy. Taka ograniczona do konkretnej postaci miłość jest jak zaetykietowany człowiek – nie jest ani pełną prawdą, ani całkowitą nieprawdą, jest opcją – jednym z wielu sposobów jak można jej doświadczać.

Jeśli mamy tego świadomość, możemy się cieszyć tym, co mamy, a nasza wdzięczność sprawia, że mamy coraz więcej, doświadczamy pełniej, bo nie blokuje nas lęk związany z przymusem kontrolowania tej jednej sfery.
Ale jeśli całkowicie utożsamiamy miłość z jedną z jej postaci, prawda o naturze miłości będzie się dopominać uznania. Albo odetnie nas od tej jednej wybranej formy, żebyśmy zauważyli resztę, albo sprawi, że dostaniemy to co chcemy, ale tak dużym kosztem, że zwątpimy w jej wartość.

Miłość jest jak światło – im bardziej jest bezwarunkowa, tym świeci jaśniej. Im więcej warunków na nią nakładamy, tym bardziej przypomina półcień – układ biznesowy, wymianę usług.
Tam, gdzie nie mamy blokad z dzieciństwa, wpuszczamy światło miłości automatycznie, jesteśmy w stanie i kochać, i odczuwać czyjąś miłość, dawać i przyjmować bez lęku. Tam, gdzie w dzieciństwie zostaliśmy zranieni, wystraszeni możliwością odrzucenia, powstaje sztywna blokada – albo dajemy innym za dużo kosztem własnego odczuwania, albo usiłujemy odczuwać podwójnie, na zapas, niewiele dając, nie wierząc, że potrafimy tę miłość zatrzymać na stałe.

Miłość bezwarunkowa to miłość pełna, „boska”, której nie umniejsza lęk, nie ogranicza kontrola, nie definiują schematy. To miłość, która obejmuje jednakowo obie strony relacji, żadnej nie krzywdząc, żadnej nie wyróżniając; to pełnia poczucia bliskości, jedności. 
Im więcej jest w nas lęku, tym bardziej warunkowo kochamy. Im bardziej warunkowo kochamy, tym bardziej nasza miłość jest ograniczona – do małej grupy osób (rodziny), do jednej osoby (partnera), do części tej osoby (wyglądu, konkretnych cech, zachowań). 
Im więcej swoich lęków dezaktywujemy, tym bardziej potrafimy kochać. Bo miłość nie jest uczuciem między dwojgiem ludzi, tylko postawą wobec całego świata, która tworzy takie relacje, jakie ją odzwierciedlają.

Wizja

Im mniej potrafimy kochać, tym większe są nasze oczekiwania i szczegółowe wyobrażenia co do tego, jaka powinna być osoba, którą kochamy. W momencie, kiedy przestaje spełniać nasze warunki, porzucamy ją, bo to ona „zdradziła”, wysuwając się z szablonu. 

Im bardziej potrafimy przezwyciężyć swoje lęki i stać się elastyczni, akceptujący, tym mniejsze znaczenie ma to, jaka jest ta druga osoba, bo nic w nas samych nie przeszkadza nam jej kochać.