Oczekiwania

Nie dostajemy tego, czego chcemy, jeśli oczekujemy czegoś innego.

To, czego chcemy to odbicie naszych potrzeb; to, czego oczekujemy to przekonanie wynikające z przeżytego doświadczenia.

Jeśli wierzymy, że z jakiegoś powodu nie możemy czegoś w życiu mieć, to nawet największa potrzeba tego nie stworzy.

Głód

Chcemy, żeby inni karmili nas swoją miłością, i wciąż czujemy jej głód. Im więcej dostajemy, tym więcej jej potrzebujemy, jakby to wszystko wpadało w czarną dziurę. Bo inni nie są po to, żeby nas karmić – mają nas tylko zainspirować jak mamy nauczyć się kochać siebie samych. Wtedy przestajemy być głodni.

Prawdziwe potrzeby

Nie to jest dobre dla kogoś co jest dobre, tylko to, czego potrzebuje.

Rodzic pamiętający, że bywał głodny przekarmia swoje dziecko. Otyłe dziecko nie staje się szczęśliwe dlatego, że nakarmiło wspomnienie głodu swojego rodzica.

Rodzic, który miał nadmiar towarzystwa w ciasnym mieszkaniu, gdzie mieszkały razem trzy pokolenia dąży do zbudowania wielkiego przestronnego domu, gdzie każdy będzie miał swój kąt tylko dla siebie. Dziecko nie staje się jednak automatycznie szczęśliwe, spędzając całe dnie samotnie za zamkniętymi drzwiami swojego pięknie urządzonego pokoju, bez kontaktu z zapracowanym tatą.

Zaspokajanie potrzeb rodziców za pomocą dzieci sprawia, że dzieci stają się nieszczęśliwe, bo ich prawdziwe potrzeby nie zostają zaspokojone. Kiedy dorosną, znowu dadzą swoim dzieciom nie to, czego będą potrzebowały, ale to, czego im samym brakowało w dzieciństwie.

Oczekiwania a potrzeby

Uzależniamy się od różnych rzeczy – od alkoholu po aprobatę. Zawsze z tego samego powodu – żeby zyskać iluzję kontroli nad tym, co czujemy. 

Nikt jeszcze nie wyleczył kogoś uzależnionego, dając mu więcej tego, czego żąda. Dlatego dajmy innym to, czego potrzebują, nie to, czego chcą. Bo dając im to, czego chcą, stajemy się współuzależnieni; dając im to, czego potrzebują, pomagamy im zdrowieć.

Zaraźliwa filozofia

Dzieci przejmują sposób myślenia opiekunów – te wychowane w atmosferze niedostatku dawania mają w dorosłym życiu tendencję do umniejszania swoich potrzeb; te wychowane w nadmiarze dawania – do wyolbrzymiania ich. Co ciekawe, nie ma to związku z materialną wartością czy ilością rzeczy, które dzieci dostają, a jedynie z ogólną postawą rodzica, z jego przekonaniami.

Jeśli rodzic wyznaje filozofię „nie możesz dostać pewnych rzeczy” i autorytarnie decyduje jakich, dziecko przejmuje to przekonanie – łatwo godzi się na ograniczenia, ale nie uczy się zaspokajania swoich prawdziwych potrzeb; inni o nich decydują, także później w dorosłym życiu.
Jeżeli rodzic chce coś dziecku wynagrodzić (najczęściej z poczucia winy), podąża za filozofią „moje dziecko dostanie wszystko” – co sprawia, że w dorosłym życiu takie dziecko nie potrafi zdefiniować swoich realnych potrzeb i każde nawet niewielkie ograniczenie odczuwa jako dyskomfort i odrzucenie.

Być sobą

Być sobą znaczy słuchać swoich naturalnych uczuć i potrzeb, rozumieć je. 
Odpoczywać, żeby zebrać siły, nacieszyć się pięknem chwili. Wysilać się, kiedy na czymś nam zależy. 
Odpuszczać, kiedy coś dzieje się kosztem nas samych. I nie odpuszczać, kiedy paraliżują nas własne lęki. 
Nie bać się mówić, co się czuje i myśli. I nie mówić co się czuje i myśli, jeżeli inni wykorzystują to przeciwko nam. 
Być sobą to nie wstydzić się siebie. I nie narzucać siebie innym. 
Po prostu być – bez wzorców, schematów, przymusów, bez zasługiwania i bez walczenia, bez zaglądania w lustro ludzkiej akceptacji. 
Po prostu być – rzecz najtrudniejsza w życiu. I najbardziej satysfakcjonująca; bo naturalna.

Rodzicielstwo

Miłość jest wtedy, kiedy rodzic na podstawie doświadczenia wyznacza bezpieczny obszar i pozwala dziecku wybierać w tym zakresie, co stale się zmienia w zależności od wieku dziecka i okoliczności. Wtedy dziecko uczy się i podporządkowania dla bezpieczeństwa, i decydowania dla swojego rozwoju.

Kiedy rodzic decyduje autorytarnie, co dziecku wolno w każdym zakresie, nie pozwala rozwinąć się tożsamości dziecka; konsekwencją takiego podejścia jest jakaś forma buntu dziecka w obronie siebie, podważanie autorytetu innych ludzi.

Kiedy rodzic pozwala decydować dziecku o wszystkim, naraża go na fizyczne niebezpieczeństwo i odrzucenie emocjonalne przez innych; konsekwencją takiego podejścia jest izolacja i zagubienie dziecka, wewnętrzny chaos i głęboka zależność od innych ludzi.

Ale zdarza się także, że rodzic wyznacza bezpieczny obszar, dając iluzję wyboru, ale jednocześnie silnie wywiera wpływ na decyzje, które dziecko ma podjąć, de facto nie pozwalając mu na to. Wtedy dziecko nie ma z czym walczyć („mówią, że dają mi wybór”), ale i nie może siebie wyrażać wybierając po swojemu („wiedzą lepiej co dla mnie dobre”), zostaje zablokowane na obu frontach. Buntuje się zatem przeciwko sobie i izoluje od innych, którzy nie rozumieją jego potrzeb – zostaje całkowicie samo: bez siebie, bez innych i bez automatyzmu kierującego go w stronę przeciwnego doświadczenia czyli rozwoju.