Kolejka górska

Ludzki umysł kieruje się zasadą oszczędzania energii, więc generalizuje i szufladkuje, żeby zautomatyzować nasze reakcje. W przypadku sprzecznych danych ten proces jest utrudniony – umysł dziecka nie potrafi jednoznacznie zdecydować, czy rodzice je kochają czy nie, skoro czuje w kontakcie z nimi krańcowo różne emocje. Świadomość małego dziecka jest w zarodku, więc umysł automatycznie, na podstawie mechanizmów rodziców i opiekunów, sam tworzy strategię, jak sobie z tym faktem poradzić – jak odzyskać i utrzymać rodzicielską miłość.

Generalnie takie strategie mogą być dwie. Można uznać, że tak po prostu jest i dostosować się do zmieniających się cudzych emocji – udawać, że te negatywne nie ranią i robić wszystko, żeby pozyskać jak najwięcej tych pozytywnych. Albo można wierzyć, że jeśli będziemy dawać innym to, czego nam brakowało (wyłącznie pozytywne emocje), to uzyskamy taki sam efekt z drugiej strony.

Rzecz jasna żadna z tych strategii tak naprawdę nie przynosi pożądanych rezultatów, ponieważ to, jak zachowują się inni ludzie nie zależy od nas, a od nich. Ani stałe przypochlebianie się komuś, ani ukrywanie swoich negatywnych emocji nie sprawi, że ktoś nas pokocha doskonałą miłością, co najwyżej na jakiś czas może zatuszować potencjalne konflikty.

Obie te strategie tworzą natomiast nawyk ignorowania własnych uczuć, co oznacza utratę swojej prawdziwej tożsamości, i w konsekwencji brak rozeznania, co jest dla nas dobre, a co nie, Decyduje o tym za nas mechanizm, nieświadomie przyjęta strategia radzenia sobie z cudzymi negatywnymi emocjami, odczuwanymi jako brak miłości.

Zaś bez względu na przyjętą strategię, nosząc w sobie przekonanie o niedoskonałości miłości, odtwarzamy je w swoim życiu. Umysł generalizuje, więc nie tylko nasze relacje stają się „trochę dobre, trochę złe”, ale wszystko, co nas spotyka jest jak jazda kolejką górską – raz wznosi nas na wyżyny radości, satysfakcji, sukcesu, raz porywa nas ze sobą na sam dół, gdzie bijemy się z natłokiem negatywnych emocji, wszystko idzie nam jak po grudzie i ponosimy porażkę za porażką. 

Nieświadomie oczekujemy od życia tego, co znamy; choć wkładamy maksimum wysiłku w to, żeby ominąć to, co nas w dzieciństwie najbardziej zraniło, to jednak wciąż to odtwarzamy, tylko w innej postaci. 

Umysł nie jest w stanie wyjść poza swoje schematy utworzone na konkretnym doświadczeniu. Może je złamać tylko przekonanie pochodzące spoza umysłu, spoza doświadczenia. Nazywamy to wiarą lub świadomością – kiedy czegoś nie doświadczyliśmy, ale czujemy, że to istnieje. 

Innymi słowy – na ile wierzymy w doskonałą miłość, na tyle jej doświadczamy.

Stan czy emocja

Nazywamy emocję towarzyszącą zakochaniu miłością, chociaż tak naprawdę jest tylko dotykiem miłości, fascynacją, zauroczeniem, prowadzącym na skróty do bliskości. Prawdziwa miłość to nie chwilowa emocja, to postawa oparta na empatii, traktowaniu praw i potrzeb drugiego człowieka jak własnych, na takich samych warunkach.

Nikt nie może zasłużyć na naszą miłość, szacunek czy uczciwość, bo one nie zależą od innych ludzi, tylko od naszego sposobu myślenia, od naszych generalnych przekonań. 

Kto zaufałby komuś, kto nie okrada tylko jednej osoby, albo nie kradnie tylko w poniedziałki? A tak bardzo chcemy, żeby wybrana osoba kochała i szanowała tylko nas…

Wewnętrzne dziecko

Pierwsze doświadczenie bliskości z drugim człowiekiem czyli relacja dziecka z rodzicami staje się dla jego umysłu wzorcem miłości.

Co się dzieje, kiedy rodzice zapewniają dziecko o swojej miłości, ale presją i kontrolą zmuszają je do bycia kimś, kim nie jest? Co się dzieje, kiedy rodzice się nienawidzą, ale wobec dziecka grają wzorcowych rodziców „dla jego dobra”? Co się dzieje, kiedy jedno z rodziców ewidentnie krzywdzi drugie (pijąc, zdradzając, upokarzając, kontrolując finansowo, bijąc, izolując czy w jakikolwiek inny sposób), a drugi rodzic ukrywa swoje uczucia i usprawiedliwia swojego prześladowcę?


Wtedy w umyśle dziecka zapisuje się definicja miłości mówiąca, że kochać znaczy krzywdzić; że tak prostu jest, że ludzie tacy są, że tego należy się spodziewać – że to jest normalne.Dorosły z takim zapisem podświadomie wybiera partnera, który pasuje do takiego przekonania: twierdzi, że kocha, ale w jakiś sposób krzywdzi. Rodzic z takim przekonaniem podświadomie powtarza swój schemat z dzieciństwa, choć zazwyczaj zmienia zachowanie o 180 stopni – chce kochać swoje dziecko, ale je krzywdzi, tylko w inny sposób niż sam był krzywdzony w dzieciństwie.Pracownik z takim przekonaniem trafia na zwierzchników, którzy pozornie go doceniają, ale jeszcze silniej zwalczają lub wykorzystują.Obywatel z takim przekonaniem wierzy, że władza chce dla niego dobrze tak jak deklaruje, nawet jeśli widzi, że w rzeczywistości go okrada, dbając wyłącznie o siebie.

„Tak po prostu jest” – taki jest standard traktowania przez innych zapisany w umyśle.


Sposób myślenia oparty na zapisanych dawno temu wzorcach wpływa na wszystkie obszary funkcjonowania człowieka – na jego relacje w rodzinie i w pracy, na jego sposób odbioru rzeczywistości. Bez świadomej aktualizacji naszych dziecięcych przekonań pozostajemy wewnętrznymi dziećmi, całkowicie emocjonalnie zależnymi od „tych większych” – partnera, szefa, władzy. Do partnerstwa i świadomego kreowania swojej rzeczywistości trzeba wyjść z roli dziecka, złamać zapisane w umyśle schematy dziecięcego myślenia. Dlatego wolę zajmować się poszerzaniem świadomości siebie niż polityką. Bo wierzę, że każda zmiana na zewnątrz zaczyna się zawsze od środka. Bo widzę, że ludzie z silnym wewnętrznym dzieckiem zawsze wybiorą autorytarną władzę, bez względu na to, ile od niej wycierpią, bez względu na wszelkie logiczne argumenty. Społeczeństwo jest świadomością masową, a ta składa się ze świadomości indywidualnych. Każdy może poszerzyć swoją, nikt nie może zmienić cudzej. Możemy tylko nawzajem się inspirować.

Inspirującej niedzieli 🙂

Przeznaczenie

Jedni twierdzą, że wiara w przeznaczenie odbiera nam wolność wyboru, wolną wolę. Drudzy twierdzą, że bez ustalonego przeznaczenia jesteśmy skazani na zwycięstwo zła. 

Jest jednak jeszcze trzecia opcja – że przeznaczenie jest wynikiem przewidywalnej sekwencji zdarzeń, sekwencji naszych wyborów. Bo tak naprawdę gdyby móc zobaczyć proporcje lęku i miłości w człowieku, można by przewidzieć jego reakcję. I w ten sam sposób reakcję innych na jego zachowanie – i tak dowolny punkt w przyszłości, do którego ten skomplikowany, ale logiczny proces prowadzi.

O technikach

Często ludzie mówią, że „te psychologiczne triki” nie działają – że nie pomagają im na przykład afirmacje, albo pytania kwantowe, albo próby pozytywnego myślenia, albo ćwiczenie wdzięczności czy asertywności. Ewentualnie na krótko, ale potem i tak wracają do poprzedniego stanu, albo nawet czują się gorzej.


Dlaczego techniki często nie działają? Z tego samego powodu, z którego nie działają na kogoś lekarstwa (efekt nocebo) albo ćwiczenia fizyczne: kiedy się w coś nie wierzy, to po prostu nie działa. A precyzyjniej – kiedy podejmujemy działania, które są sprzeczne z tym, w co wierzymy (nawet nieświadomie), w umyśle tworzy się konflikt. Dawne doświadczenia donośnym głosem zaczynają sabotować to, co próbujemy zrobić przeciwko nim, jakby krzyczały „to nie tak!”.


Na przykład ktoś, kto siebie nie lubi, zaczyna powtarzać sobie w kółko, że jest fantastyczny. Ale jednocześnie zapisane w jego umyśle przekonanie, że jest beznadziejny zaczyna przyciągać trudne sytuacje, które mają potwierdzić to przekonanie, czyli przekonać właściciela umysłu, że jest w błędzie, że sobie nie radzi – że przecież naprawdę jest beznadziejny. Albo ktoś wbrew swojej filozofii życiowej pt.„życie jest ciężkie” próbuje wynajdywać dobre rzeczy we wszystkim co mu się przydarza, a jego umysł przyciąga coraz trudniejsze sytuacje, jakby chciał zmusić swojego właściciela do poddania się, do przyznania, że jednak życie jest zawsze pod górkę.Albo ktoś nieśmiały zaczyna ćwiczyć asertywne zachowania, ale im lepiej mu to idzie, tym gorzej emocjonalnie się czuje, jakby krzywdził innych ludzi. Jego umysł broni swoich starych zapisów, wysyła informację, że asertywne działania są niewłaściwe, nie opłacą się, zaszkodzą – bo tak było wtedy, kiedy był dzieckiem.


Stosowanie technik bez świadomości procesu, który zaczyna się dziać w umyśle, najczęściej nie przynosi pożądanych efektów, a bywa, że przynosi skutek całkiem odwrotny – jeszcze większe przekonanie o własnej bezradności lub braku wartości. Bo to trochę tak, jakby chcieć wyleczyć bolący ząb, ale bez interwencji dentysty, bo to będzie przez chwilę bolało jeszcze bardziej. I ból, i negatywne emocje są informacjami, że fizycznie lub emocjonalnie mamy w swoim systemie awarię. Możemy jednak świadomie zdecydować się na ból, żeby wyleczyć ząb, nastawić złamaną kończynę, przeciąć ropień, przejść operację; i możemy świadomie zdecydować się na negatywne emocje, żeby przeprogramować stare dokuczliwe skojarzenia, pozbyć się lęków.


Jeśli jesteśmy świadomi, że zastosowana technika może spowodować chwilowe pogorszenie samopoczucia (wypłynięcie na powierzchnię tego, co jest sprzeczne z wprowadzaną treścią), to sobie z tym poradzimy, i przeprogramujemy umysł. Jeśli nie rozumiemy tego procesu i zrezygnujemy („bo to nie działa”), jedynie umocnimy to, co chcieliśmy zmienić.


Tak jak lekarstwo może zaszkodzić powodując efekty uboczne, tak jak niewłaściwie wykonane ćwiczenie fizyczne może uszkodzić mięśnie, tak i niewłaściwie dobrane lub wykonane techniki przeprogramowania umysłu mogą przynieść odwrotny skutek. Dlatego warto konsultować się z lekarzem, rehabilitantem czy psychologiem, z ludźmi, którzy wiedzą czy widzą więcej, żeby nie zrobić sobie krzywdy 🙂

Latarnia

Wewnętrzne dziecko jednych ludzi doświadczyło ciepła, więc wierzy, że zależy od światła innych; biega za każdym płomykiem, który widzi, próbując z wielu cudzych światełek stworzyć swoją latarnię. Ale latarni nie buduje się w ten sposób.

Wewnętrzne dziecko innych ludzi nie doświadczyło ciepła, więc wymyśla sobie swoją latarnię i tak sugestywnie o niej opowiada, że inni ją widzą. Ale ta latarnia nie istnieje naprawdę.

Nasze doświadczenia miłości w dzieciństwie są zawsze niekompletne. Dlatego w dorosłym życiu jedni fiksują się na tej formie, której zdołali doświadczyć, inni fantazjują z tęsknoty za tym, czego nie poznali. Stąd miłość ma tyle definicji ilu ludzi chodzi po świecie.

Wiedzieć a wierzyć

Umysł zapisuje pierwsze informacje na dany temat jako wzorzec. Jeżeli tego świadomie nie zmienimy, ten wzorzec tworzy nasze życie poza naszą kontrolą. 

Jeżeli dziewczyna na podstawie najwcześniejszych obserwacji i doświadczeń uwierzy, że „faceci to dranie”, to daremnie będzie marzyć i wyglądać swojego księcia na białym koniu. On się nie pojawi, bo nie istnieje w jej przekonaniach; nie przyciągnie go do siebie, nawet jeśli on czeka za rogiem, bo tak naprawdę nie wierzy w jego istnienie. 

Jeżeli chłopak słyszał i uwierzył, że „wszystkie baby to zdziry”, to nie znajdzie księżniczki, choćby jej bardzo szukał. 

Ktoś może próbować dorobić się większych pieniędzy, ale jeżeli wierzy, że „bogaci ludzie to snoby i dupki”, to niechęć przed zostaniem jednym z nich skutecznie go powstrzyma. 

Ktoś może ciężko pracować i bardzo się w życiu starać, ale jeśli gdzieś w jego umyśle zostało zapisane, że cały świat jest przeciw niemu, w życiu zawsze ma pod górkę, a cierpienie uszlachetnia, to niczego nie osiągnie. Nie może, bo zaprzeczyłby temu, w co wierzy.

Wiara czyni cuda, ale oprócz tego tworzy naszą rzeczywistość, każdy jej kawałek. Obserwując, co nam w życiu nie wychodzi, możemy namierzyć przekonania, które nas blokują. Możemy je świadomie zweryfikować i stworzyć dla siebie zupełnie inną rzeczywistość.

Bezradność

Traumą każdego dziecka jest uczucie bezradności, odczuwana jak porzucenie. A ponieważ dziecko jest całkowicie zależne od swoich opiekunów, więc bezradność jest głównym dziecięcym uczuciem. Od momentu, kiedy leży samo w łóżeczku i płacze, nie potrafiąc samemu zaspokoić swojego głodu, usunąć bólu brzucha, zmienić pozycji poprzez sytuacje, kiedy potrzebuje i nie otrzymuje rodzicielskiego czasu, uwagi, wsparcia, czułości, bliskości – aż do sytuacji, kiedy dorośli wymagają od dziecka czegoś, czego nie potrafi, a co ich zdaniem „powinno umieć”, „powinno wiedzieć”, „powinno dać sobie radę”.

Uczucie bezradności jest dla dziecka uczuciem braku miłości; jest czymś, czemu trzeba przeciwdziałać, przed czym trzeba się chronić, zabezpieczyć się na przyszłość. W obszarze, gdzie bezradność doskwierała nam najbardziej, stajemy się więc z czasem nadmiarowo zaradni, próbując zapobiec powrotowi tego uczucia. Dużym wysiłkiem budujemy siebie wsparcie materialne lub emocjonalne, znajdujemy sposób, żeby zawsze coś mieć w zapasie, żeby nie groziło nam widmo zapamiętanej bezradności – żebyśmy nie doświadczyli więcej braku miłości, który pamiętamy z dzieciństwa.

Miłości jednak nie da się kontrolować, można kontrolować jedynie jej namiastki. Otaczamy się nimi z lęku, ale one wcześniej czy później zawodzą, i znów musimy spojrzeć w oczy temu znienawidzonemu uczuciu – bezradności. I znów emocjonalnie stajemy się dzieckiem, mimo dorosłego wieku i całego wysiłku, który włożyliśmy w to, żeby tak się nie stało. 

Kiedy jako dorośli doświadczamy poczucia bezradności, nie dotyczy ono tylko bieżącej sytuacji; dotyczy wszystkich momentów, kiedy czuliśmy się bezradni i całkowicie zależni od innych; dlatego nasze emocje są tak silne i wyrażane w dawny dziecięcy sposób: krzykiem, płaczem, ucieczką. Możemy się poddać temu uczuciu i popaść w depresję, albo możemy przyjrzeć się swoim najstarszym przekonaniom na temat miłości, które poczucie bezradności ujawnia z całą mocą. 

To przekonania o miłości decydują o tym, czy odtwarzamy swoje dawne doświadczenia w kółko zmieniając jedynie dekoracje, czy tworzymy nowe na kształt tego, w co chcemy wierzyć.

Chcieć a móc

Rodzice chcą, żeby ich dzieci były szczęśliwe.

To szczęście ma jednak dla rodzica konkretny kształt, dziecko ma być „jakieś”. Co więcej, ma być takie wbrew temu, co robią jego rodzice…

„Chcę, żeby moje dziecko dobrze sobie radziło w życiu” mówi mama drugoklasisty, która wciąż pomaga mu w jedzeniu i ubieraniu się, wyręcza we wszystkich czynnościach.

„Chcę, żeby moje dziecko było radosne” mówi tata, który krytykuje każdy ruch swojej córki.

„Chcemy, żeby nasze dziecko dobrze radziło sobie finansowo” mówią rodzice, kupując dziecku każdą rzecz, na którą wskaże.

„Chcę, żeby moje dziecko dobrze się uczyło, zdobyło wykształcenie, dostało dobrą pracę” mówi mama, która odrabia za córkę lekcje do szkoły.

„Chcę, żeby moje dziecko miało dobre relacje z rówieśnikami” mówi tata, który głośno wyraża swoje niepochlebne uwagi na temat swoich znajomych i przyjaciół syna.

Chcemy dla swoich dzieci tego, czego sami nie mamy, czego nam brakuje, za czym tęsknimy. Chcemy dać dzieciom więcej niż sami mamy. Jak jednak można dać komuś coś, czego się nie ma? Jak można uszczęśliwić dziecko, będąc samemu nieszczęśliwym? Dzieci nie uczą się przez słowa, które wypowiada rodzic; dzieci naśladują zachowania swoich opiekunów. Dlatego warto przyjrzeć się swoim przekonaniom, powodującym takie a nie inne reakcje, zanim zacznie się oczekiwać czegoś od dziecka.