O psychopatach

Skąd się biorą psychopaci?🤔

Nie jestem zwolennikiem teorii, które mówią, że odpowiadają za to geny albo że pojawiają się losowo, bez przyczyny, jako wybryk natury. Moje doświadczenie, obserwacje i wiedza wskazują, że psychopatów się hoduje. Jak roślinki – mogą pięknie wybujać albo mogą zmarnieć w tym procesie; i jak roślinki potrzebują bardzo konkretnych warunków, żeby skutecznie wzrastać w siłę. Jak to się dzieje?

Mamy dwa „odbiorniki” rzeczywistości – Serce i Rozum. Są jak prawe i lewe oko: dobrze widzą tylko wtedy, kiedy oba są jednakowo silne i sprawne. Serce to symbol Matki (wrażliwości), Rozum to symbol Ojca (siły).

Kiedy każde z rodziców nosi w sobie równowagę między Sercem i Rozumem, wrażliwością i siłą, pierwiastkiem żeńskim i męskim, wtedy w relacji też tworzą równowagę, i tej równowagi – korzystania z Serca i Rozumu jednakowo – uczy się dziecko. To jest przykład wzorcowy.

Kiedy jedno z rodziców jest pozornie dominujące, tzn. jego potrzeby i uczucia są stawiane na pierwszym miejscu (nazywane jest głową rodziny), ale drugie ma prawdziwy wpływ na decyzje (jest szyją, która kręci tą głową z góry na dół i z boku na bok), dziecko otrzymuje sprzeczne komunikaty i jego umysł steruje jego własną wrażliwością i siłą dość losowo, różnie w różnych obszarach. W rezultacie w jednych sprawach kieruje się bardziej Sercem, w innych bardziej Rozumem, zarządza sobą w chaosie, zgodnie z otrzymanym wzorcem, co powoduje konflikty wewnętrzne i zewnętrzne.

Kiedy w rodzinie istnieje ekstremalna polaryzacja, tzn. ojciec jest dominujący, najczęściej przemocowy, reagujący niemal wyłącznie z poziomu Rozumu, a matka jest skrajnie podporządkowana, reagująca z poziomu Serca, dziecko ma idealne warunki na zostanie psychopatą. Jego rodzicielskie wzorce są tak odmienne, że nie jest w stanie ich w sobie połączyć jakimkolwiek wspólnym mianownikiem; są jak oko z przodu i z tyłu głowy: musi wybrać, którym będzie patrzeć na świat, żeby uzyskać jednolity obraz. I zwykle jego umysł wybiera to, co daje mu większą szansę na przeżycie: siłę, czyli Rozum. Odcięcie się od czucia, od swojej wrażliwości, czyni z niego psychopatę.

Skoro typ psychopaty łączy się z typem ofiary i produkuje kolejnych psychopatów, to wyłania nam się tu wizja świata opanowanego przez psychopatów 😱

Na szczęście niekoniecznie, a paradoksalnie nawet wręcz przeciwnie 😁

Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że do inwazji swojego „gatunku” psychopaci potrzebują typu ofiar, zatem musi zostać utrzymana równowaga miedzy nimi. Brak ofiar to brak psychopatów (w kontekście indywidualnym i społecznym jednakowo).

Po drugie, mówimy tu o prawdopodobieństwie, nie o nieuchronności. Mechanizmy nas ograniczają, ale nie determinują. Uświadamiając sobie rolę, w którą nas automatycznie wepchnęły, w każdym momencie świadomie możemy z niej zrezygnować, zmienić scenariusz.

Po trzecie, w procesie tworzonym przez opisane mechanizmy zawsze mogą wystąpić zmienne zakłócające, jak na przykład dodatkowa osoba opiekująca się stale dzieckiem przez pierwsze sześć lat jego życia. Jeśli stanie się dla dziecka autorytetem, będzie ono czerpać także z jej puli wzorców.

I po czwarte, ludzka natura sama broni swojej różnorodności w naturalny sposób. Nawet jeśli psychopaci są jak dominujący „gen” w tym systemie, to jeszcze nie znaczy, że wyprą wszystkich innych. Podobnie jak prawdziwy dominujący gen brązowych oczu: gen niebieskich jest recesywny, co oznacza, że jeśli jeden rodzic ma oczy jasne, a drugi ciemne, to jest większe prawdopodobieństwo, że dzieci odziedziczą ciemne. Ale wcale nie zawsze (bo zawsze jest małe prawdopodobieństwo, że akurat jasne), i wcale nie na pewno, bo dodatkowo to zależy jeszcze, czy rodzice rodzica z ciemnymi oczami byli oboje ciemnoocy, czy tylko jedno z nich: jak bardzo ten gen jest dominujący. Ale nawet u Afrykańczyków, gdzie od pokoleń występują wyłącznie brązowe oczy, natura potrafi spłatać psikusa w postaci albinosa, jakby chciała nam przypomnieć, że nic nie jest niemożliwe.

Wniosek z tego jest taki, że (na szczęście) nie zawsze okoliczności wystarczą, żeby wyprodukować psychopatę, choć przy pewnych ustawieniach rodzinnych prawdopodobieństwo nieświadomego wychowania osoby tego typu istotnie wzrasta. Im bardziej świat staje się czarno-biały (radykalny, konserwatywny, segregujący), tym lepsze warunki do hodowli psychopatów. Im więcej psychopatów, tym bardziej czarno-biały staje się świat. Ale ponieważ to wbrew naturze (nawet czarno-białe fotografie nie są czarne i białe, tylko we wszystkich odcieniach szarości), stan taki jest jedynie przejściowy. I choć przynosi ogółowi wiele kosztów, to jest niezbędny. Dlaczego? Bo bez psychopatów, prześladowców, krzywdzicieli, agresorów nie ma szans na to, żeby typ ofiary się ocknął i powstał z kolan, zawalczył o własne granice, o swoją tożsamość i godność. Nie znam żadnego przypadku psychopaty, którego udałoby się uwrażliwić, sprawić, żeby otworzył zablokowane (z lęku przed byciem ciemiężoną ofiarą) Serce. Znam natomiast mnóstwo przypadków ofiar, którym udało się otworzyć zablokowany Rozum i odzyskać siłę do zarządzania swoją wrażliwością. Kiedy ofiary odzyskują w sobie równowagę, przestają być komplementarne do psychopatów, i ci ostatni zostają skazani na zagładę, muszą odejść w niebyt. I nie ma znaczenia, czy mówimy o rodzinie czy społeczeństwie.