Bilans energetyczny

Mamy dwoje oczu, żeby móc precyzyjnie oceniać odległość. Mamy Serce (które mówi, jak sprawy wyglądają z naszej perspektywy) i Rozum (który mówi, jak sprawy wyglądają z cudzej perspektywy), żeby móc poznać rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę. Kiedy jedno z tego duetu pracuje za dwoje, widzimy rzeczywistość zniekształconą, i na podstawie tych fałszywych danych podejmujemy błędne decyzje. Konsekwencje tych nietrafionych wyborów powodują, że tracimy dobrostan fizyczny i psychiczny. 

Przekonanie, na czym można polegać – na Sercu czy na Rozumie, kształtuje się w procesie wychowania i socjalizacji, w pierwszych latach życia. Z perspektywy dziecka tak to właśnie wygląda, że jego emocje są w konflikcie z logiką opiekunów, i musi wybrać jedno, jednego przewodnika po życiu.

Dzieci, które postrzegają rodziców jako silnych, i które uznają rodzicielski autorytet, decydują, że niewłaściwie czują, i wybierają Rozum, tłumiąc swoje Serce, swoje emocje, swoje odczuwanie. W późniejszym życiu takie osoby stawiająca pierwszym miejscu obowiązki domowe, pracę zawodową, zobowiązania wobec innych ludzi oraz cudze potrzeby – swojego partnera, swoich rodziców, dzieci oraz wszelkich potrzebujących w swoim zasięgu. Własne emocje i potrzeby są tłumione do granic wytrzymałości – do wyczerpania wydawanej bez końca energii. Wtedy zaczynają się choroby fizyczne i psychiczne, jako zmaterializowany obraz tego, jak dana osoba zarządza sobą.

Dzieci, które doświadczyły swojego wpływu na rodziców, mocy płynącej z szantażowania ich swoimi emocjami, wybierają Serce, lekceważąc Rozum i jego argumenty. W późniejszym życiu takie osoby nie dopuszczają do głosu perspektywy innych osób, kierują się własnym zyskiem, własną korzyścią. Ich głównym życiowym zadaniem jest robienie zapasów energii, bo tak im podpowiadają ich wyolbrzymione potrzeby i emocje. Innych ludzi traktują jako dostarczycieli tego, czego im na bieżąco potrzeba. Ta filozofia jednak również się nie sprawdza – powoduje zależność od innych, a uzależnienie (jak w każdym nałogu) to coraz większa tolerancja, coraz większy głód i zapotrzebowanie, i coraz mniejsza satysfakcja. Taka osoba musi nieustannie zabiegać o cudzą akceptację, aprobatę, zainteresowanie, uznanie, o potwierdzenie swojej wartości. Koszty fizyczne i psychiczne związane z neutralizowaniem ciągłego lęku i utrzymaniem coraz większych dostaw energii od innych stale rosną, organizm ulega wyniszczeniu.

Innymi słowy – bez względu na to, które oko wyeliminujemy, i jaką strategię wybierzemy, efekt wyświetli się ten sam: wcześniej czy później utracimy zdrowie fizyczne i /lub psychiczne. Nie sądzę, że jest to nieuniknione. Myślę, że gdybyśmy nauczyli się zarządzać swoją energią we właściwy, zrównoważony sposób, moglibyśmy się cieszyć zdrowiem i szczęściem także na starość. Niektórym się to zdarza, ale badaczom trudno znaleźć wspólny mianownik: jedni jedzą to, inni tamto, jedni pracują, inni nie, jedni mają duże rodziny, inni wręcz przeciwnie, niektórzy uprawiają sport, inni nie… Może po prostu ci długowiecznie szczęśliwi to ludzie, którzy słuchają duetu Serca i Rozumu, zamiast jednego z nich? Serce mówi im, czego chcą, co lubią, co poprawia im samopoczucie, a Rozum mówi im, jak tego używać, żeby sobie nie zaszkodzić. Kiedy przewodzi jedno z nich, koszty w naszym życiu są większe od zysków, kiedy słuchamy obu jednakowo, utrzymujemy równowagę energetyczną, witalność, chęć i zdolność do życia w pełni.

Ani sam Rozum z jego receptami, przepisami i scenariuszami, ani samo Serce z jego porywami i tęsknotami nie poprowadzą nas do szczęścia. Potrafią to jednak zrobić wspólnymi siłami. 

Kto wybiera jedzenie? Jeśli Serce, to jemy to, co smak i potrzeby emocjonalne dyktują. Jeśli Rozum, to jemy to, co według aktualnej mody jest zdrowe, nawet jeśli nam nie smakuje. Jeśli decydują razem, to jemy co lubimy zachowując umiar i wykorzystując wiedzę, a wtedy jedzenie jest i przyjemnością, i dostarcza potrzebnej energii.

Kto wybiera relacje? Jeśli Serce, to są to ludzie, od których jesteśmy uzależnieni emocjonalnie. Jeśli Rozum, to są to ludzie, którzy są przydatni, których można do czegoś wykorzystać, nawet jeśli za nimi nie przepadamy. Jeśli decydują razem, to relacje satysfakcjonują i uszczęśliwiają, inspirują i dodają energii.

Kto wybiera pracę? Jeśli Serce, to praca daje satysfakcję, ale nie daje pieniędzy. Jeśli Rozum, to praca się opłaca, ale jej nie lubimy. Jeśli wybierają wspólnie, to praca daje poczucie samorealizacji, przydatności i ładuje nas energią.

Cokolwiek wybiera Serce, jest to zgodne z naszymi potrzebami, ale sposób realizacji tych potrzeb kosztem innych ludzi powoduje, że tracimy energię, zamiast ją pozyskiwać. Cokolwiek wybiera Rozum, jest logiczne, sensowne i w pewien sposób opłacalne, ale realizowanie tego kosztem siebie pozbawia nas energii, generalnie więc na tym nie zyskujemy. 

Nie chodzi zresztą tylko o to, co wybieramy, choć to ważne, bo mamy swoje predyspozycje: dla jednego energetyzująca przyjemnością jest czytanie, dla drugiego bieganie; jedni „ładują się” w ciszy i samotności, inni potrzebują towarzystwa, przegadania, burzy mózgów. 

Chodzi również o to, jak i kiedy to robimy. Bo czasem drzemka nas doładuje, a czasem kompletnie rozbije; czasem posiłek postawi na nogi, a czasem rozleniwi; czasem rozmowa doda skrzydeł, a czasem odbierze siły. Chcę przez to powiedzieć, że nie ma żadnego zewnętrznego klucza do utrzymania równowagi energetycznej. Nie oznacza ona ani dzielenia dnia na obowiązki i przyjemności (bo czasem dobrze zrobiona praca dodaje nam energii, a przyjemność powoduje późniejszego „kaca”), ani pilnowania, żeby robić coś po równo dla siebie i innych (bo zmuszanie się do  czegokolwiek nie energetyzuje, bez względu na to, dla kogo to robimy). Oznacza ona bycie ze sobą w kontakcie w każdym momencie, zbieranie danych od Serca i Rozumu, i decydowanie, co nam doda energii.

Równowaga energetyczna to dobre samopoczucie, bak stanu przeciążenia, apatii, depresji czy ekstremalnego wydatkowania energii. Trudno o równowagę energetyczną tam, gdzie dla satysfakcji intelektualnej albo finansowej lekceważymy potrzeby ciała i tłumimy emocje albo dla przyjemności fizycznej lekceważymy potrzeby emocjonalne czy duchowe. Kiedy Serce i Rozum nie współpracują, jedne sfery są zdominowane przez drugie. Te, których informacji słuchamy zastępują te zablokowane i wtedy czujemy potrzebę jedzenia lub kupowania, kiedy tak naprawdę czujemy się smutni czy samotni. Organizm przekazuje informację o potrzebie doładowania, my ją realizujemy według swojego ustawienia Serca i Rozumu, czasem dostarczając sobie energii, a czasem wręcz przeciwnie, paradoksalnie rozładowując się jeszcze bardziej.

Nie jesteśmy jak telefony, które działają tylko naładowane. Jesteśmy zdolni do ogromnego wysiłku wbrew logice: do podniesienia samochodu, jeśli leży pod nim ukochana osoba, do zdobywania szczytów w zimie bez ubrania, do przejścia kilku kilometrów ze złamaną nogą niosąc na rękach dziecko po wypadku… Do pracy non-stop bez dbania o siebie, do długotrwałego funkcjonowania mimo niszczenia organizmu używkami, do biegania maratonów, do przetrwania wielu dni pod gruzami bez jedzenia i picia… Do utrzymywania życia bez głębokich relacji z innymi, w nieustannym lęku, bez poczucia sensu życia…

Mamy możliwość zaciągania ogromnego długu energetycznego w każdym z obszarów naszego funkcjonowania. Problem polega na tym, że ten dług musimy spłacić albo nas zniszczy, zrujnuje.

Energii nie widać, dlatego trudno się nią zarządza. Jedynym jej miernikiem jest nasze samopoczucie. Tylko ono mówi, jak sobą zarządzamy, jaki jest nasz bilans energetyczny. Dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne oznacza, że pozyskujemy więcej energii niż wydajemy, że w naszym życiu więcej jet źródeł pozytywnej energii niż negatywnej. Jeśli tak nie jest, warto zastanowić się jak zastąpić wszystko to, co nas zastrasza i wyczerpuje (odczuwaną presję, lęk, cudze narzekanie i ignorowanie naszych potrzeb i emocji) tym, co sprawia, że jesteśmy z siebie zadowoleni i czujemy radość z życia (kontaktem z naturą, wspierającymi relacjami, realizowaniem swoich pasji, pozytywnymi myślami, dobrym jedzeniem, odpowiednim snem, satysfakcjonującą aktywnością). Tolerujemy życie na minusie energetycznym tylko dlatego, że Rozum lub Serce każe nam wierzyć, że to opłacalne. Kiedy dopuścimy do głosu oba, okaże się, jak bardzo nie ma to sensu 🙂

Ok czy nie ok?

Dziecko nie widzi świata takim jaki jest, tylko w taki sposób, w jaki przedstawiają go jego rodzice czy opiekunowie.

Jeśli najważniejsze dla dziecka osoby okazują mu zainteresowanie, ciepło, serdeczność i wsparcie, w umyśle dziecka pojawia się bazowe przekonanie „jestem ok”. Jeśli dodatkowo rodzice potrafią życzliwie stawiać dziecku granice, w zdrowy sposób dbając o własne potrzeby i uczucia, w umyśle dziecka pojawia się zapis „inni są ok”. To wzorcowe ustawienie pozwala dziecku rozwijać się bez przeszkód i blokad, bez krzywdzenia innych lub siebie.

Jeśli dziecko czuje się kochane, ale rodzice nie potrafią kochać samych siebie i pozwalają dziecku na przekraczanie ich własnych granic, krzywdzenie siebie (od pozwolenia na zaniedbywanie swoich potrzeb i uczuć po tolerowanie przemocy wobec siebie – krzyku, wyzwisk, rękoczynów), to u dziecka kształtuje się przekonanie „ja jestem ok, inni nie są ok”. To przekonanie powoduje co najmniej egocentryzm i narcyzm („wszystko kręci się wokół mnie”, „muszę być w centrum wydarzeń”, „jestem centrum świata”, „uwaga innych powinna skupiać się wyłącznie na mnie”); może także przerodzić się w socjopatię. Taki wzorzec nakazuje bowiem dbać o siebie kosztem innych; krzywda innych jest standardem, potrzebnym do tego, żeby samemu wzrastać.

Jeżeli dziecko odczuwa brak miłości rodziców w postaci jakiejś formy odrzucenia (od zaniedbania po przemoc), definiuje siebie jako „nie jestem ok”. Jeśli rodzice przy tym idealizują siebie i swoją miłość do dziecka („tak bardzo się staram”, „oddał(a)bym życie za ciebie”, „wszystko robimy dla ciebie”), bazowym ustawieniem w umyśle dziecka staje się „ja nie jestem ok, inni są ok”. Powoduje to stałe poczucie winy, niską samoocenę bez względu na rzeczywiste osiągnięcia, podporządkowanie innym, krzywdzenie siebie, żeby zasłużyć bądź zapracować na miłość lub chociaż akceptację tych lepszych od siebie. 

Jeżeli dziecko nie doświadcza miłości, a jego opiekunowie rażąco nie wywiązują się ze swojej roli (np. stosują przemoc, są uzależnieni, porzucają dziecko), to w jego umyśle zostaje zapisane przekonanie „ja nie jestem ok, inni nie są ok”, czyli w skrócie: cały świat jest nic nie warty, nie ma po co żyć. Takie ustawienie powoduje  brak chęci i sensu życia, odbiera energię i nadzieję potrzebne do rozwoju.

Pierwsze doświadczenia w relacjach z innymi ludźmi stają się wzorcem dla wszystkich naszych przyszłych relacji. Możemy zmieniać miejsca i ludzi, ale typ relacji pozostanie ten sam, dopóki sobie nie uświadomimy swojego wzorca i nie zmienimy go. Często zresztą sami to zauważamy w jakimś obszarze („dlaczego w każdej pracy mam przemocowego szefa?”, „dlaczego zawsze trafiam na facetów drani?”, „dlaczego przyjaciele ode mnie odchodzą?”, „dlaczego moje dzieci mnie nie szanują, nikt mnie nie szanuje?, „dlaczego moje związki trwają maksymalnie kilka tygodni?”). 

Jeśli nie pasuje nam to, co mamy, to znaczy, że podświadomie wybieramy z przekonania, że albo inni ludzie, albo my sami nie jesteśmy w porządku. Bardzo często są to przekonania cząstkowe, mówiące, że jakaś część nas nie jest w porządku, albo jacyś ludzie (np. kobiety/mężczyźni). Wystarczy świadomie wybrać przeciwstawne przekonanie i zacząć reagować z jego poziomu, (realizować je w praktyce, bo umysł uczy się tylko na doświadczeniu), a wszystko wokół nas zacznie się zmieniać. Przyciągamy dokładnie to, co do nas pasuje, co odpowiada naszej energii. Zmieniając swoją energię, przyciągamy to, co pasuje do tej zmiany.