Cel

Szukamy tego, czego nam brakuje – kiedy marzniemy, wystawiamy się na słońce, kiedy nam za gorąco, chowamy się do cienia.

Szukamy tego, czego od rodziców dostaliśmy za mało – „zmarznięci” emocjonalnie szukają ciepła, jasności, łagodności; „przegrzani” emocjonalnie ciągną do cienia i chmur, do przejawów siły – stanowczości i konsekwencji.

Często jest tak, że błądzimy w tych poszukiwaniach i łapiemy się na namiastki tego, za czym naprawdę tęsknimy. Instynkt pcha nas we właściwą stronę, ale rozum musi wybrać, co zaspokoi naszą prawdziwą potrzebę, a co tylko ją zamaskuje.

Najstarsza tęsknota

Każdy z nas nosi w sobie jakiś niedostatek, tęsknotę z okresu dzieciństwa. Radzimy sobie z tym na trzy sposoby, próbując „nakarmić” to zaniedbane dziecko w sobie:

1. żądamy tego i przede wszystkim tego od innych ludzi (bez tego inne dary się nie liczą)

2. próbujemy to zarobić, czyli dostać w zamian za poświęcenie jakiegoś kawałka siebie 

3. dajemy to innym od siebie jako coś specjalnego, wierząc, że oddadzą nam tym samym (czytaj: wciskamy im to nie proszeni, szczególnie własnym dzieciom, niezależnie od tego, czego naprawdę potrzebują). 

Wszystkie te sposoby spektakularnie zawodzą, powodując w nas poczucie krzywdy, które odbija się na relacjach z innymi. Istnieje jednak konstruktywny sposób poradzenia sobie z brakami z dzieciństwa: zaprzestanie działań z pozycji dziecka, którym już nie jesteśmy i zaspokojenie jego potrzeb przez dorosłego, jakim się staliśmy. Czyli danie tego czegoś sobie samemu. A dokładniej danie sobie prawa do posiadania i otrzymywania tego.