Postawa miłości

Miłość jest bardzo trudna do zdefiniowania. Tworzymy sobie jej własną definicję na podstawie pierwszych doświadczeń – zamykamy ją w postaci tego, co w relacji z rodzicami czy opiekunami sprawiało, że czuliśmy się kochani, albo w postaci tego, za czym najbardziej tęskniliśmy. Taka ograniczona do konkretnej postaci miłość jest jak zaetykietowany człowiek – nie jest ani pełną prawdą, ani całkowitą nieprawdą, jest opcją – jednym z wielu sposobów jak można jej doświadczać.

Jeśli mamy tego świadomość, możemy się cieszyć tym, co mamy, a nasza wdzięczność sprawia, że mamy coraz więcej, doświadczamy pełniej, bo nie blokuje nas lęk związany z przymusem kontrolowania tej jednej sfery.
Ale jeśli całkowicie utożsamiamy miłość z jedną z jej postaci, prawda o naturze miłości będzie się dopominać uznania. Albo odetnie nas od tej jednej wybranej formy, żebyśmy zauważyli resztę, albo sprawi, że dostaniemy to co chcemy, ale tak dużym kosztem, że zwątpimy w jej wartość.

Miłość jest jak światło – im bardziej jest bezwarunkowa, tym świeci jaśniej. Im więcej warunków na nią nakładamy, tym bardziej przypomina półcień – układ biznesowy, wymianę usług.
Tam, gdzie nie mamy blokad z dzieciństwa, wpuszczamy światło miłości automatycznie, jesteśmy w stanie i kochać, i odczuwać czyjąś miłość, dawać i przyjmować bez lęku. Tam, gdzie w dzieciństwie zostaliśmy zranieni, wystraszeni możliwością odrzucenia, powstaje sztywna blokada – albo dajemy innym za dużo kosztem własnego odczuwania, albo usiłujemy odczuwać podwójnie, na zapas, niewiele dając, nie wierząc, że potrafimy tę miłość zatrzymać na stałe.

Miłość bezwarunkowa to miłość pełna, „boska”, której nie umniejsza lęk, nie ogranicza kontrola, nie definiują schematy. To miłość, która obejmuje jednakowo obie strony relacji, żadnej nie krzywdząc, żadnej nie wyróżniając; to pełnia poczucia bliskości, jedności. 
Im więcej jest w nas lęku, tym bardziej warunkowo kochamy. Im bardziej warunkowo kochamy, tym bardziej nasza miłość jest ograniczona – do małej grupy osób (rodziny), do jednej osoby (partnera), do części tej osoby (wyglądu, konkretnych cech, zachowań). 
Im więcej swoich lęków dezaktywujemy, tym bardziej potrafimy kochać. Bo miłość nie jest uczuciem między dwojgiem ludzi, tylko postawą wobec całego świata, która tworzy takie relacje, jakie ją odzwierciedlają.

Wizja

Im mniej potrafimy kochać, tym większe są nasze oczekiwania i szczegółowe wyobrażenia co do tego, jaka powinna być osoba, którą kochamy. W momencie, kiedy przestaje spełniać nasze warunki, porzucamy ją, bo to ona „zdradziła”, wysuwając się z szablonu. 

Im bardziej potrafimy przezwyciężyć swoje lęki i stać się elastyczni, akceptujący, tym mniejsze znaczenie ma to, jaka jest ta druga osoba, bo nic w nas samych nie przeszkadza nam jej kochać.

Relacja z Bogiem

Nasza odruchowa postawa wobec czegoś większego, potężniejszego od nas – Boga osobowego czy nieosobowego – jest automatyczną kopią naszego stosunku do rodziców czy opiekunów. 

Ludzie są ludźmi, i zawsze gdzieś – w jakimś obszarze czy momencie – nas zawodzą, dlatego na ogół ta postawa jest ambiwalentna: chcemy ufać i kontrolować jednocześnie. I to jest rozsądne podejście do ludzi – ufać w wyznaczonych przez doświadczenie granicach. 

Ale ile sensu mają próby kontrolowania czegoś niewymiernego i znacznie potężniejszego od siebie? Albo wierzymy, że ta siła się nami opiekuje i chce naszego dobra, albo chcemy ją kontrolować, handlować z nią – czyli nie wierzymy w jej moc i dobre intencje. 

Świadoma odpowiedź na to pytanie czyni z nas ludzi wierzących lub nie, i żaden system ani rytuał religijny tego nie zastąpi.

Bliskość

Kiedy ludzie są do siebie podobni, lubią to samo i unikają tego samego, bliskość rodzi się naturalnie, ale w obszarze tego co znane. Z czasem zaczyna być odczuwana jak ograniczenie, obciążenie – jak noszenie podwójnego bagażu.

Im bardziej ludzie różnią się od siebie, tym bliskość staje się trudniejsza. Wymaga od obu stron wyjścia ze swojej strefy komfortu, żeby towarzyszyć drugiej osobie tam, gdzie nie czujemy się pewnie. 

Jeżeli nie udaje się w relacji wypracować równowagi pomiędzy dawaniem i braniem, bliskość pojawia się tylko w przebłyskach i w końcu gaśnie. Jeśli się dba o utrzymanie tej równowagi, wtedy bliskość staje się źródłem energii i wzajemnego rozwoju, daje poczucie szczęścia obu stronom.