„My”

Jedne dzieci są socjalizowane zbyt szybko, inne wcale. Te pierwsze są uczone zwracania uwagi na potrzeby czy wymagania innych zanim zdążą się nauczyć wyrażać siebie; te drugie pozostają na etapie wyrażanie siebie, nie są uczone brania pod uwagę perspektywy innych ludzi.

Ludzie skupieni na potrzebach innych dostają społeczną akceptację; ludzie skupieni na sobie zapewniają sobie przyjemności. Jedni potrzebują drugich, ale ich związki nie tworzą prawdziwego ‚my”, ponieważ każda ze stron zna tylko pół przepisu na to, jak to zrobić. Funkcjonowanie w schemacie nie pozwala na elastyczność – jedno dba o całość zapominając o sobie (zubażając „my” o siebie), drugie dba tylko o siebie (nie biorąc udziału w tworzeniu „my”). Taki układ jest jak sztywne połączenie dwóch elementów, które pęka przy gwałtowniejszym ruchu, jakiejkolwiek zmianie. 

Prawdziwe „my” składa się z dwóch pełnych „ja” (świadomych siebie i empatycznie traktujących innych); jest jak elastyczne połączenie, które wytrzymuje naprężenia bez uszczerbku i naturalnie przystosowuje się do zmian.

Jak hologram

Wszystkie zachowania, za które byliśmy nagradzani uwagą i akceptacją rodziców, stają się obszarem, w którym przestajemy widzieć drugiego człowieka, bo jesteśmy skupieni na swoim zysku, na zdobyciu zapasów aprobaty. W tym miejscu każde „my” zostanie zdradzone przez rozpędzone na oślep „ja”. 

Wszystkie zachowania, które wiązały się z dezaprobatą rodziców to obszar, w którym później nie dopuszczamy drugiego człowieka do siebie, bo boimy się zranienia, powiększenia traumy. W tym miejscu „ja” zawsze z lęku wycofuje się z „my”.

Tworzenie relacji z drugą osobą odzwierciedla tworzenie relacji z samym sobą, z obszarami swojego „ja”.