Strefa komfortu

Ludzki umysł generalizuje to, co się często powtarza i to, co wiąże się z silnymi emocjami. W ten sposób powstają nasze przekonania i oczekiwania wobec innych ludzi – oczekujemy, że będą się oni zachowywać zgodnie z tymi zakodowanymi schematami, w które wierzymy.

Jeśli to robią, potwierdzają nasze schematyczne przekonania czyli blokują nasz rozwój, ale podtrzymują komfort. 

Jeśli nas zaskakują, burzą nasz wewnętrzny porządek i powodują dyskomfort, ale poszerzają nasz sposób myślenia, pomagają nam się rozwijać – i paradoksalnie w efekcie powiększają naszą strefę komfortu.

Wewnątrz

Kto szuka akceptacji u innych ludzi, zatraca siebie, dla aprobaty robi rzeczy, za które później się nienawidzi. Kto szuka sposobu na zaakceptowanie siebie ze wszystkim, czego w sobie nie lubi, kształtuje swoją indywidualność, której wyrażanie przynosi mu radość i satysfakcję, a często przy okazji podziw innych.
Kto szuka siły na zewnątrz, w jakimś rodzaju broni czy ochrony, bierze udział w wyścigu, w którym wcześniej czy później zostanie pokonany czyjąś inną bronią. Kto znajduje siłę w sobie, staje się nie do złamania, nie do pokonania – bo nikt z zewnątrz nie ma możliwości przeprogramowania naszego umysłu bez naszej zgody.
Kto szuka przyjemności na zewnątrz siebie, wkracza na ścieżkę uzależnienia – od jedzenia, od komputera, od zakupów, od pieniędzy, od bycia w centrum uwagi… Uzależnienia, które przyjemność zamienia w przymus, bo posiadanie więcej oznacza tylko większy głód. Kto szuka przyjemności wewnątrz siebie, odkrywa radość z tego, co już ma, z najprostszych rzeczy, o które nie trzeba zabiegać, bo dzieją się same wokół nas – odkrywa wdzięczność.
Kto żąda szacunku dla siebie od innych za pomocą prestiżu, kariery, statusu społecznego, osiągnięć czy sławy zawsze natrafi na ludzi, dla których nie będzie to znaczyć nic, dla których liczyć się będzie coś innego. Kto uczy się szanować siebie, wyznacza innym sposób traktowania siebie, zyskuje godność, z którą inni nie dyskutują.
Kto dba o swoje ciało od zewnątrz, polega na lekarstwach, kosmetykach i zabiegach, na wizerunku i stylizacji, w końcu albo staje się ofiarą ich skutków ubocznych, albo zwyczajnie przegrywa z oznakami upływu czasu. Kto dba o swoje ciało od wewnątrz, dając mu to, czego potrzebuje, żeby funkcjonowało optymalnie, dostaje zdrowie, energię, urodę i atrakcyjną naturalność w bonusie.
Kto chce się ogrzać od zewnątrz, musi zostać pod kocem z gorącą herbatą w ręku. Kto uruchamia swoje mięśnie, żeby ogrzało go ciepło z ich pracy, może wędrować po świecie.
Kto szuka miłości na zewnątrz, uzależnia się od drugiej osoby i tworzy toksyczny związek. Kto znajduje miłość w sobie, może nią wzbogacić innych.

Kto szuka na zewnątrz, uzależnia się od źródła swojego komfortu, staje się słabszy i bardziej podatny na manipulację innych ludzi, staje się kimś mniej niż jest. Kto szuka wewnątrz, uniezależnia się od zewnętrznych „dostawców”, staje się silniejszy, odporniejszy i zyskuje wpływ na innych, staje się kimś więcej.
…Czegokolwiek szukasz, najpierw musisz to znaleźć to w sobie.

Komfort a rozwój

Komfort polega na poruszaniu się w znany sposób w ustalonych granicach, na odtwarzaniu tego co znane. Polega na czerpaniu energii z zewnątrz i daje przyjemność.

Rozwój wymaga stawiania sobie wyzwań przekraczających znane i przetestowane granice – dzieje się, kiedy wierzymy, że możemy zrobić coś, czego nie mamy jeszcze w doświadczeniu. Takie wyzwanie wymaga wysiłku, bo zmusza do wytworzenia energii wewnątrz siebie do stworzenia czegoś nowego.

W zakresie słabej strony (tego, czego w sobie nie lubimy) wysiłek został szybko skojarzony z bólem i porażką, więc go unikamy.
W zakresie mocnej strony (tego, na czym w sobie polegamy) wysiłek kojarzy nam się z satysfakcją i sukcesem, więc go poszukujemy.
W pierwszym przypadku nie wierzymy, że mamy dość energii, żeby sobie poradzić, w drugim wierzymy, że mamy jej nielimitowaną ilość.
To ta sama energia, ten sam mózg, ta sama osoba…

Równowaga między komfortem a wyzwaniami wyznacza optymalny sposób rozwoju: pobieranie i wydatkowanie energii na zmianę. 
Kiedy jest za dużo komfortu, tracimy czujność i gotowość do reagowania wysiłkiem, stajemy się słabi, niewydolni.
Kiedy jest za dużo wyzwań, tracimy spokój i radość, stajemy się przeciążeni i sfrustrowani.
Bycie w stałym kontakcie ze sobą, swoimi emocjami i odczuciami – czyli uważność na pierwsze, najmniejsze sygnały na potrzebę zmiany stanu – pozwala na uniknięcie zarówno bólu, jak i stagnacji.