Szybko

Nawyk przyspieszania bierze się z lękowego nastawienia, że czegoś braknie, że się nie zdąży, że się odpadnie z rywalizacji, że coś się zawali, że stanie się coś strasznego…

Z jednej sfery życia przenosi się jak wirus na następne, i w końcu człowiek zaczyna szybko odpoczywać, żeby zdążyć popracować…

Lękowe strategie

Każdy z nas w dzieciństwie doświadcza braku jakiejś specyficznej postaci miłości. W późniejszym życiu jedni z nas próbują sobie zrekompensować ten głód kompulsywnym objadaniem – są łasi na wszelkie komplementy, pochwały i nagrody, pochłaniają każdy dostępną formę doceniania i aprobaty, starają się ciągle być na świeczniku, odnosić sukcesy i prowokować innych do dawania im więcej i więcej, na zapas. 

Drudzy próbują odwrotnej strategii – jak przy anoreksji starają się sobie wmówić, że nie potrzebują miłości, że mogą żyć mając jej coraz mniej i mniej, więc nie tylko nie proszą o nią innych, ale boją się czerpać z tego, co dostępne, chcą potrzebować jak najmniej, a najlepiej wcale, żeby czuć się bezpiecznie. 

Jeszcze inni wpadają na pomysł, że może nie można tego głodu zaspokoić, ale można przestać go czuć, więc poszukują wszelkich środków, które zmieniają stan świadomości i starają się po prostu jak najrzadziej być w kontakcie ze sobą. 

Lęk pcha nas w emocjonalne uzależnienia, które fizyczność odzwierciedla. Jeśli jesteśmy ich świadomi, możemy przejąć nad nimi kontrolę. Jeśli nie, one przejmują kontrolę nad naszym życiem, zdrowiem, szczęściem i samopoczuciem.

Najstarsza tęsknota

Każdy z nas nosi w sobie jakiś niedostatek, tęsknotę z okresu dzieciństwa. Radzimy sobie z tym na trzy sposoby, próbując „nakarmić” to zaniedbane dziecko w sobie:

1. żądamy tego i przede wszystkim tego od innych ludzi (bez tego inne dary się nie liczą)

2. próbujemy to zarobić, czyli dostać w zamian za poświęcenie jakiegoś kawałka siebie 

3. dajemy to innym od siebie jako coś specjalnego, wierząc, że oddadzą nam tym samym (czytaj: wciskamy im to nie proszeni, szczególnie własnym dzieciom, niezależnie od tego, czego naprawdę potrzebują). 

Wszystkie te sposoby spektakularnie zawodzą, powodując w nas poczucie krzywdy, które odbija się na relacjach z innymi. Istnieje jednak konstruktywny sposób poradzenia sobie z brakami z dzieciństwa: zaprzestanie działań z pozycji dziecka, którym już nie jesteśmy i zaspokojenie jego potrzeb przez dorosłego, jakim się staliśmy. Czyli danie tego czegoś sobie samemu. A dokładniej danie sobie prawa do posiadania i otrzymywania tego.

Używanie ludzi

Ludzie nie krzywdzą nas dlatego, że są źli, ani dlatego, że czymś zawiniliśmy. Ludzie krzywdzą wtedy, kiedy nie mogą znieść samych siebie. Ale krzywdzenie innych sprawia tylko, że jeszcze bardziej się nienawidzą – i zgodnie ze swoim mechanizmem jeszcze bardziej potrzebują za to kogoś ukarać…

Ludzie nie zdradzają nas dlatego, że przestali nas kochać, ani dlatego, że nie zasługujemy na miłość. Ludzie zdradzają wtedy, kiedy wydaje im się, że coś z zewnątrz wyleczy ból, który czują w sobie, wypełni pustkę, którą w sobie noszą. Ale nic na zewnątrz nie ma takiej mocy, więc ból i pustka się powiększają i coraz rozpaczliwiej żądają coraz mocniejszych „lekarstw”… 

Używanie innych ludzi do tego, żeby siebie polubić albo sobie ulżyć jest jak próba zaspokojenia głodu patrzeniem na obrazki z jedzeniem. Tak jak to ostatnie powoduje tylko większy głód, tak to pierwsze większą nienawiść do siebie, większe cierpienie, większe poczucie braku.