Zanim wyruszysz

Zanim wyruszysz, odpowiedz sobie na kilka pytań.

Czy chcąc dojść do światła idzie się w kierunku ciemności? Zatem czy do szczęścia idzie się drogą oznakowaną przez negatywne emocje? Czy nie pojawiają się po to, żeby nas ostrzec, że zboczyliśmy z drogi?

Czy można budować prawdę na kłamstwie? Czy można zbliżyć się do kogoś, kto autentyczność uważa za największą słabość, a wizerunek za największe osiągnięcie? Jaką prawdę mogą oferować ludzie, którzy używają cudzych wizerunków i cudzych słów, żeby otworzyć sobie drzwi? Czy cel uświęca środki?

Czy los/Wszechświat/Bóg jest złośliwy czy opiekuńczy? Należy z nim walczyć, żeby go przechytrzyć, czy należy z nim współpracować jak z perspektywą trenera? Jeżeli coś lub ktoś nie ma wstępu do twojego świata, to może nie dlatego, żeby cię ukarać, a dlatego, żeby cię chronić? 

Zanim wyruszysz, upewnij się, że idziesz tam, gdzie prowadzą cię pozytywne uczucia, gdzie możesz tworzyć bliskość z autentycznymi ludźmi i gdzie los otwiera ci drzwi. Wtedy podróż staje się komfortowa i satysfakcjonująca, radosna. W przeciwnym przypadku podróż przez życie będzie ci przysparzać wewnętrznych konfliktów, dyskomfortu, rozczarowań i cierpienia.

Wybór jest twój.

Życie

Życie to dar, prezent. Radość z niego, szukanie sposobów, żeby uczynić je jak najbardziej satysfakcjonującym, to odpowiedź, wyraz wdzięczności za nie dla Stwórcy. Ale to wymaga pewnego wysiłku, poznania siebie i możliwości, jakie daje ten dar. 

Znacznie łatwiej jest potraktować prezent roszczeniowo, skupić się na zastrzeżeniach co do niego, uznać za nieodpowiedni, niedoskonały, obciążający – i tym samym skutecznie uprzykrzyć życie sobie i innym. 

Nasuwa się tylko pytanie, czy ktoś chciałby, żeby jego prezent był balastem, przyczynił się do cierpienia obdarowanego? To dlaczego przypisujemy takie intencje Sile, która jest od nas doskonalsza?

Relacja z Bogiem

Nasza odruchowa postawa wobec czegoś większego, potężniejszego od nas – Boga osobowego czy nieosobowego – jest automatyczną kopią naszego stosunku do rodziców czy opiekunów. 

Ludzie są ludźmi, i zawsze gdzieś – w jakimś obszarze czy momencie – nas zawodzą, dlatego na ogół ta postawa jest ambiwalentna: chcemy ufać i kontrolować jednocześnie. I to jest rozsądne podejście do ludzi – ufać w wyznaczonych przez doświadczenie granicach. 

Ale ile sensu mają próby kontrolowania czegoś niewymiernego i znacznie potężniejszego od siebie? Albo wierzymy, że ta siła się nami opiekuje i chce naszego dobra, albo chcemy ją kontrolować, handlować z nią – czyli nie wierzymy w jej moc i dobre intencje. 

Świadoma odpowiedź na to pytanie czyni z nas ludzi wierzących lub nie, i żaden system ani rytuał religijny tego nie zastąpi.