Rodzaje bliskości

Uczucie samotności to brak zrozumienia i bliskości z innymi ludźmi na tych poziomach, na których sami funkcjonujemy.

Zauroczenie wyglądem drugiej osoby prowadzi do spotkania i bliskości na poziomie fizycznym. Znalezienie kogoś o podobnych poglądach i zainteresowaniach prowadzi do bliskości na poziomie intelektualnym. Poczucie, że można komuś zaufać, zwierzyć się, wpuścić do swojego świata uczuć i przeżyć tworzy więź i bliskość emocjonalną. Wiara w tak samo rozumianą siłę niematerialną jednoczy na poziomie duchowym.

Funkcjonujemy w różnym stopniu na różnych poziomach, często niektóre z nich silnie blokujemy.

Stosunkowo łatwo jest otoczyć się ludźmi, którzy odpowiadają nam w jednej sferze: mieć przyjaciela do zwierzeń, kumpla w pracy do zagadnień profesjonalnych, partnera do seksu, mentora do spraw duszy. Kompatybilność w dwóch sferach zwykle daje poczucie wystarczającego dopasowania do stworzenia stałego związku. Bliskość na trzech poziomach określana jest jako znalezienie „bratniej duszy”. Porozumienie i bliskość na czterech płaszczyznach jest zjawiskiem bardzo rzadkim, i to ono prawdopodobnie jest źródłem mitu o dwóch połówkach jabłka czy pomarańczy, do którego podświadomie tęsknimy.

Osobiste okulary

To, czy potrafimy cieszyć się życiem i widzieć piękno świata zależy od tego, na ile czujemy się jego częścią. To, czy czujemy się zjednoczeni ze światem, czy odseparowani od niego, zależy od tego, czy czujemy bliskość z innymi ludźmi. To, na ile tworzymy bliskość z drugim człowiekiem, zależy od tego, na ile jesteśmy w kontakcie ze swoimi prawdziwymi uczuciami, kryjącymi się pod rodzinnym i kulturowym zaprogramowaniem.

Dla zdrowego funkcjonowania tak jak do jazdy na rowerze potrzebna jest równowaga, np. pomiędzy aktywnością a snem, pomiędzy odżywianiem a oczyszczaniem organizmu, pomiędzy wysiłkiem i odpoczynkiem, byciem samemu i byciem z innymi itp. 
Tak samo w sferze emocjonalnej optymalne samopoczucie przynosi nam równowaga między umiejętnością dawania i przyjmowania – między przyjemnością otrzymywania uwagi czy wsparcia od innych i satysfakcją z bycia źródłem pozytywnej energii dla kogoś. Żeby zaistniała taka równowaga, potrzebne jest przekonanie o równej ważności własnych i cudzych uczuć czy potrzeb.

W praktyce sposób wychowania w rodzinie i społeczeństwie powoduje, że nasz umysł tworzy jedno z dwóch założeń: albo że nasze uczucia i potrzeby są ważniejsze od cudzych, albo że cudze uczucia i potrzeby są ważniejsze od naszych. 
W pierwszym przypadku jesteśmy trenowani w docenianiu przyjemności z dostawania uwagi, ale nikt nie uczy nas jak być wsparciem dla innych. To tak, jakby nauczyć kogoś ładowania swojej energii z zewnętrznego źródła, którego nie możemy kontrolować – jedynym efektem jest lęk, niepewność, bezsilność. 
W drugim przypadku osiągamy satysfakcję z dawania komuś wsparcia, ale nie umiemy zadbać o to, żeby cokolwiek zapewnić sobie. To tak, jakby mieć własne zasilanie, z którego nie możemy korzystać – jedynym efektem jest wyczerpanie, bezradność, osamotnienie. 
W obu przypadkach trenujemy tylko połowę swojego potencjału – tak jak nas nauczono. To trochę tak, jakbyśmy zdecydowali, że będziemy albo jeść, albo pić… Nie da się zastąpić jednego większą ilością drugiego.

Na ile zapominamy o cudzych lub własnych uczuciach i potrzebach, na tyle niekompletną, niekompatybilną bliskość tworzymy z innymi ludźmi. To poczucie bliskości z kolei bezpośrednio wpływa na to, czy czujemy się gospodarzem w swoim świecie, czy gościem z innej planety walczącym o przetrwanie. 
To, co jest na zewnątrz, jest tylko odbiciem tego, co jest wewnątrz – równowagi tworzącej „my” albo jej braku, tworzącego „ja i oni”.

Depresja

Depresja to brak nadziei i sensu życia, bezsilność, poczucie wyizolowania od reszty świata. Psychiatria uznaje depresję za jednostkę chorobową, kiedy jej objawy trwają wystarczająco długo i są na tyle nasilone, żeby ją obiektywnie zdiagnozować. Ale krótsze lub dłuższe epizody depresyjne dotyczą właściwie każdego człowieka, w pewnym sensie są wręcz prawidłowością rozwojową.

Depresja pojawia się wtedy, kiedy silnie doświadczamy braku bliskości i porozumienia z innymi ludźmi. Nie chodzi tu o perspektywę obiektywną (czy dana osoba ma wokół siebie życzliwych ludzi), tylko subiektywną (czy ta osoba doświadcza poczucia bliskości i zrozumienia w ważnych dla siebie obszarach).

Tak naprawdę depresja jest spotkaniem ze swoimi prawdziwymi uczuciami tłumionymi od dzieciństwa; obnażeniem prawdy, że albo poświęcamy swój czas i energię w życiu na coś, co nie daje nam szczęścia, albo że nie mamy pojęcia, co zrobić, żeby zmusić innych do zapewnienia nam poczucia bycia kochanym. Depresja jest doświadczeniem ludzkiej bezsilności w kontrolowaniu miłości. Jest sygnałem utracenia nadziei na prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem, na doświadczenie bycia kochanym w taki sposób, żeby to poczuć, nie tylko uznać intelektualnie (uwierzyć czyimś zapewnieniom, zastąpić liczbą fanów czy obserwujących na Instagramie).

Bezpośrednią przyczyną depresji nie jest ani sytuacja, ani inni ludzie; może ona być następstwem i sukcesu, i porażki, i braku wsparcia, i nadmiaru wsparcia. Depresja pojawia się wtedy, kiedy zawodzi nasz mechanizm kompensowania sobie braku miłości, a on zawodzi zawsze, wcześniej czy później, bez względu na to, czy przestaje działać, czy działa aż za dobrze. 

Każdy z nas ma taki mechanizm wykształcony w dzieciństwie z lęku, że nie możemy mieć prawdziwej, w pełni nas satysfakcjonującej, nieprzerwanej bliskości rodziców, musimy się więc ratować zastępnikami miłości, żeby przetrwać. Tworzymy więc mechanizm zachowania, który ma nam dostarczać namiastek miłości – poczucia ważności i wyjątkowości, akceptacji i zainteresowania innych ludzi, ich podziwu, uwagi.

W pierwszym przypadku, kiedy ten mechanizm działa doskonale, za pomocą swojego schematu kompensowania braku miłości osiągamy wszystko to, co miało nam przynieść poczucie spełnienia (np. bogactwo, sławę, karierę, związek, rodzinę, powodzenie, atrakcyjność itp.). Problem w tym, że razem z tym wszystkim nie pojawia się poczucie bycia szczęśliwym jak zakładaliśmy, i ogarnia nas głęboka wewnętrzna pustka. Często dotyczy to tzw. ludzi sukcesu, którym wszyscy zazdroszczą. Jim Carrey ujął to tak: „Chciałbym, żeby każdy człowiek miał szansę kiedyś stać się sławnym i bogatym oraz żeby kupił wszystko, o czym marzył – bo tylko w ten sposób zrozumie, że nie taki jest cel życia.” 

W drugim przypadku, kiedy nasz mechanizm zabiegania o zastępniki miłości w końcu zawodzi spektakularnie, nie przynosząc nam tego, co miał kontrolować i zapewnić, winimy sytuację – mówimy, że ktoś się załamał, bo coś w jego życiu poszło nie tak. Ale przecież wielu ludzi zmaga się z trudnościami, nie tracąc motywacji i wiary w siebie, nie popadając w depresję.

To nie sytuacja, a utrata nadziei na kontrolowanie zastępników bliskości doprowadza nas do konfrontacji z prawdziwymi stłumionymi uczuciami, z dziecięcą tęsknotą za prawdziwą pełną miłością, co rodzi to właśnie uczucie beznadziei, bezsilności, bezsensu.

Paradoksalnie bardziej podatni na depresję są ci, którzy na starcie dostali od rodziców za dużo troski i ochrony, bo szybciej orientują się, że nie są w stanie zmusić innych ludzi do dania im tego w  jeszcze większej ilości, że nie da się w ten sposób zagłuszyć ich wewnętrznej pustki. 

Ci, którzy dostali za mało, dłużej bronią się przed konfrontacją i depresją, bo dłużej mają nadzieję na zaspokojenie swojego uczuciowego głodu za pomocą swojego wysiłku, zapracowania na akceptację innych.

Depresji nie można wyłączyć z zewnątrz. Może to zrobić tylko ten, kto ją przeżywa, ale potrzebuje do tego jakiegoś bodźca, inspiracji, doświadczenia bliskości, które obudzi w nim utraconą nadzieję. 

Jeśli ktoś próbował zapracować na namiastki miłości, potrzebuje doświadczenia bliskości w ważnym dla siebie obszarze jako czyjegoś bezinteresownego gestu; potrzebuje dostać zrozumienie w bezinteresownym podarunku, żeby zapomnieć o kupowaniu go. 

Jeśli ktoś był nauczony oczekiwać i dostawać, i załamał się z powodu niemożności zmuszenia innych do reagowania miłością na jego warunkach, lekarstwem dla niego jest doświadczenie własnego satysfakcjonującego wysiłku, własnej mocy tworzenia bliskości w ważnym dla siebie obszarze. Potrzebuje zaoferować zrozumienie, żeby przestać wierzyć, że jest zależny od inicjatywy  i woli innych.

Mówiąc krótko – jedni do wyjścia z depresji potrzebują odpuścić działanie, inni je podjąć, ale jedni i drudzy potrzebują odpuszczenia iluzji kontroli miłości, i otworzenia się na jej autentyczną postać. Dlatego nic, naprawdę nic z życzliwych porad typu „Chodź gdzieś”, „Zrób coś”, „Zajmij się czymś”, „Doceń co masz”, „Bądź wdzięczny”, „Ogarnij się” nie pomoże, bo jeśli człowiek zwątpi w możliwość odczuwania bliskości i czucia się kochanym, to świat dla niego traci barwy i przestaje mieć znaczenie. Co więcej, dawanie mu tego, czego nie potrzebuje i co mu nie pomaga, zwiększa jedynie jego poczucie izolacji i bycia nierozumianym, niekochanym.

Mówi się, że depresja stała się znakiem naszych czasów, ale tak naprawdę to tylko objaw tego, co w istocie jest znakiem naszych czasów – braku bliskości i porozumienia w świecie przepełnionym komunikatorami ułatwiającym stałe bycie w kontakcie i  bezpośrednią komunikację.

Bliskość

Kiedy ludzie są do siebie podobni, lubią to samo i unikają tego samego, bliskość rodzi się naturalnie, ale w obszarze tego co znane. Z czasem zaczyna być odczuwana jak ograniczenie, obciążenie – jak noszenie podwójnego bagażu.

Im bardziej ludzie różnią się od siebie, tym bliskość staje się trudniejsza. Wymaga od obu stron wyjścia ze swojej strefy komfortu, żeby towarzyszyć drugiej osobie tam, gdzie nie czujemy się pewnie. 

Jeżeli nie udaje się w relacji wypracować równowagi pomiędzy dawaniem i braniem, bliskość pojawia się tylko w przebłyskach i w końcu gaśnie. Jeśli się dba o utrzymanie tej równowagi, wtedy bliskość staje się źródłem energii i wzajemnego rozwoju, daje poczucie szczęścia obu stronom.