Zapętlone oprogramowanie

W obszarach, w których czujemy się silni, trudności wywołują w nas krytyczną myśl „muszę postarać się bardziej”. Życie dostarcza nam więc więcej przeszkód do pokonania, żebyśmy mieli na czym trenować – i stajemy się coraz silniejsi.

Tam, gdzie czujemy się słabi, trudności sprawiają, że naciskamy, aby inni starali się bardziej. Kiedy to robią, dostajemy dowody na to, że jesteśmy zależni od innych. To nas demotywuje i nawet nie próbujemy trenować – stajemy się coraz słabsi.

Przekonanie o swojej sile czy słabości jest samospełniającą się przepowiednią, co prowadzi do tego, że jedną część siebie rozwijamy do olbrzymich rozmiarów, a innej nie rozwijamy wcale. Umysł nie potrafi sobie z tym poradzić, bo nie potrafi tego zgeneralizować; przerzuca się na oślep z przekonania „jestem świetny” w przekonanie „jestem beznadziejny”, generując wewnętrzny konflikt, a tym samym mnóstwo negatywnych emocji. Te emocje to sygnał, prośba o rozstrzygnięcie, o zweryfikowanie oprogramowania, które się zapętla. O świadome zdecydowanie, w co wierzymy.

Części ja

Każde „ja” ma swój aspekt fizyczny, intelektualny, emocjonalny i duchowy.

I każdy z nich ma swoje własne obszary, np. fizyczność to nie tylko wygląd, ale i aktywność, seksualność, dieta, sen, wysiłek, ruch na świeżym powietrzu…

Ten obszar siebie, którego się wstydzimy, którego nie lubimy, który nam przeszkadza, który sprawia problemy lub który wykorzystujemy ponad miarę – usycha.

Ten obszar siebie, który doceniamy i z którym współpracujemy, rozkwita.

Serce czy rozum?

Rodząc się na tym świecie, posługujemy się wyłącznie czuciem. 

Odczuwanie dyskomfortu fizycznego czy emocjonalnego każe niemowlętom komunikować swoje potrzeby i otrzymywać od rodziców wsparcie. Z czasem doświadczają one jednak, że opiekunowie, od których zależą, nie zawsze są zadowoleni z ich emocji i nie zawsze uważają ich potrzeby za właściwe. Aby zdobyć akceptację i miłość dorosłych, dzieci zastępują czucie umysłem, próbując sobie wmówić, że nie czują tego, co czują, i że chcą tego, czego chcą ich rodzice; za pomocą logicznego rozumowania próbują znaleźć sposób jak zdobyć miłość, zaprzeczając temu, co czują.

Umysł dziecka nie ma doświadczenia, nie tworzy z niczego – sposób na „spacyfikowanie” swoich emocji umysłem dziecko przejmuje ze swojego otoczenia, od opiekunów. Nie zawsze naśladuje zachowania rodziców, ale zawsze naśladuje ich mechanizm radzenia sobie z emocjami. I stosuje ten mechanizm później, w dorosłym życiu, we wszystkich swoich relacjach z innymi ludźmi.

Najbardziej typowy przykład: poświęcająca się matka, wyrażająca swoją miłość do dziecka nadmiernym dawaniem i opiekowaniem się, wychowa egocentryka i egoistę, biorcę nie liczącego się z uczuciami innych. Zachowanie matki i dziecka jest krańcowo różne (dlaczego, wyjaśniam w rozdziale 2 i 6 swojej książki), ale mechanizm radzenia sobie z własnymi emocjami ten sam. Matka odcina się od swoich uczuć i potrzeb, próbując zdobyć w ten sposób miłość dziecka (tak jak w dzieciństwie miłość rodziców, a potem partnera). Nie pozwala sobie czuć złości i gniewu, kiedy dziecko (rodzic, partner czy współpracownik) przekracza jej granice, odbiera prawa, depcze uczucia; nie pozwala sobie na odczuwanie rozczarowania, żalu, rozgoryczenia, poczucia krzywdy. I to jest właśnie to, co jej dziecko kopiuje: odcięcie się od swoich emocji –  w jego przypadku od swojej empatii, wrażliwości na potrzeby drugiej osoby, od negatywnych uczuć związanych z krzywdzeniem kogoś, od własnej bezradności, bezsilności i niezadowolenia z siebie. Im bardziej jedno poświęca siebie, tym większym socjopatą staje się drugie.

Członkowie danej rodziny mogą zachowywać się różnie, naśladując wybiórczo zachowania innych wokół siebie, ale wszyscy „dziedziczą” ten sam sposób radzenia sobie z emocjami, jaki mają najbliżsi opiekunowie. Często się mówi, że np. syn naśladuje postawę narcystyczną ojca – ale okazuje się, że nawet kiedy ojciec nie uczestniczy w wychowaniu dziecka, przejawia ono taką postawę. Mówimy wtedy, że to wina genów ojca, skoro matka jest taka ofiarna i tak bardzo się stara – ale to właśnie jej zachowanie kształtuje taką osobowość dziecka: w dzieciństwie nauczyła się ustępować dominującemu ojcu, żeby ją akceptował; potem jej ustępliwość przyciągnęła dominującego partnera, i jej ustępliwość (rozumiana jako negowanie swoich potrzeb i uczuć) ukształtowała jej dziecko. To ten sam mechanizm odcięcia się od swoich emocji dziedziczony przez naśladownictwo przez pokolenia mimo czasami krańcowo różnych zachowań.

Zastąpienie czucia umysłem pozwala nam wierzyć, że kontrolujemy akceptację innych ludzi, ale nie potrafi nas uszczęśliwić, bo prowadzi nas do namiastek i zastępników tego, czego naprawdę potrzebujemy; jedynie odtwarza to, co znamy i przed czym uciekamy. Żeby być autentycznie szczęśliwym, trzeba być w kontakcie zarówno ze swoimi emocjami i uczuciami, jak i umysłem – bo emocje i odczucia z ciała mówią nam, czego potrzebujemy, a świadomy umysł pomaga nam zdecydować jak to osiągnąć bez szkodliwych konsekwencji dla siebie i innych – czyli bez tworzenia kolejnych negatywnych emocji.

Podejście do emocji

Jak rodzice reagują na emocje dziecka, tak dziecko uczy się je traktować. Jeśli rodzice skupiają się na dziecku przy każdym jego grymasie, uczy się ono wyrażać emocje ekspresyjnie i nadmiarowo; jeśli rodzice nie akceptują emocji dziecka lub je za nie karzą, dziecko uczy się je tłumić, ukrywać nawet przed samym sobą.

W dorosłym życiu zachowujemy to wyuczone podejście do swoich emocji. Niektórzy wylewają z siebie emocje bez żadnej kontroli, pozwalając im zalać siebie i innych, nie wiedząc, co z nimi zrobić. Inni tłumią je, ukrywają i racjonalizują, broniąc się przed nimi, co sprawia, że wydostają się one mniej kontrolowanymi kanałami i często manifestują się w formie dziwacznego zachowania. W jednym i drugim przypadku niewłaściwy stosunek do własnych emocji – do własnego odczuwania – może przyjmować postać zaburzenia, a nawet objawów choroby psychicznej. 

Wewnętrzne dziecko

Wymagamy od innych, żeby zaopiekowali się przestraszonym dzieckiem, które nosimy w sobie. Żeby inni zadbali o jego specyficzną wrażliwość. Ale inni tego nie zrobią – jedni go nie rozumieją, innych nie obchodzi, każdy zajęty jest szukaniem wsparcia dla własnego.

To my sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje wewnętrzne przestraszone „dziecko”, to my je znamy. Nie możemy sprawić, żeby inni szanowali jego potrzeby, ale możemy podejmować takie decyzje, które pozwolą mu się poczuć kochanym i dorosnąć.

Uczenie się

Najważniejszą umiejętnością człowieka pozwalającą zarówno na biologiczne przetrwanie jak i rozwój świadomości jest uczenie się. O ile natura rzeczy jest konsekwentna – wrząca woda zawsze oparzy, nie ma wyjątków – o tyle ludzie nie. Im bardziej jesteśmy niekonsekwentni wobec innych, tym bardziej utrudniamy im uczenie się. Na tym polega krzywdzenie dzieci, które się rozpieszcza: pozornie dostają wszystko co chcą, ale faktycznie ich uczenie się zostaje zablokowane przez brak konsekwencji rodziców i opiekunów. W dorosłym życiu skutkuje to tym, że próbują zmusić rzeczywistość i innych ludzi, żeby dostosowali się do ich potrzeb, nie potrafią zrozumieć konsekwencji swoich wyborów; żądają od otoczenia, żeby było ustępliwe wobec nich jak ich rodzice.

Równowaga

Równowaga jest jedynym uniwersalnym przepisem na szczęście i zdrowie. Zapominamy jednak, że każdy z nas jest inny i czego innego potrzebuje, że by tę równowagę osiągnąć – czegoś odwrotnego do tego, co ma. 
Dlatego jedni potrzebują spokoju, inni szaleństwa, jedni muszą nauczyć się krzyczeć, drudzy znajdować w sobie ciszę; jedni muszą jeść więcej, inni mniej, jedni potrzebują nauczyć się szanować innych, drudzy siebie… 
Równowaga jest stanem miłości – jest tym samym stanem dla wszystkich, ale jej osiąganie odbywa się absolutnie indywidualną i odmienną od innych drogą.

Deklaracje

Często dorośli nagradzają dzieci za deklaracje poprawy zachowania, a nie za samo zachowanie. Kształtują w ten sposób dorosłych, którzy później wierzą, że spełniają oczekiwania innych kiedy obiecują rzeczy, których tak naprawdę nie są w stanie spełnić; kiedy używają wielkich słów, za którymi nic nie stoi; kiedy prawią nadmiarowe komplementy. Relacje z takimi ludźmi są niekończącym się pasmem rozczarowań, bo nawet jeśli są dobrymi, porządnie zachowującymi się ludźmi, to ich obietnice kreują u innych zawyżone oczekiwania i ciągłe rozczarowania. Ponieważ nie jesteśmy w stanie prześwietlić czyichś myśli, wszystkie relacje z innymi ludźmi opierają się na wzajemnej komunikacji, na uzgodnieniu wspólnych definicji. Jeśli komunikacja nie działa, relacja też nie działa.

Lustrzane odbicie

Relacje z innymi ludźmi odzwierciedlają relację ze sobą samym.

Fizyczna zdrada, intelektualne niedocenienie, emocjonalne odseparowanie czy duchowa izolacja są odbiciem relacji naszego ja z każdym z tych obszarów, świadectwem istnienia barier w połączeniu tych obszarów z naszą tożsamością i świadomością.

Bezwarunkowa akceptacja każdej części siebie „wyświetla się” jako bezproblemowe relacje z innymi ludźmi.

Wzorcowa relacja

Pierwsza relacja z opiekunami staje się wzorcem dla relacji z innymi. Decyduje o tym, czy będąc z innymi ludźmi przyjmiemy postawę bierną czy aktywną, dominującą czy podporządkowaną, skupioną na sobie czy na innych.

Jeżeli rodzice wyręczają dziecko i poświęcają mu cały swój czas, dziecko staje się biernym biorcą. Jako dorosły będzie czekać na inicjatywę innych ludzi i oczekiwać, że inni odgadną jego potrzeby i je zaspokoją – tak, jak robili to wcześniej rodzice.

Jeżeli rodzice wymagają od dziecka radzenia sobie z trudnościami i musi ono samo umieć się sobą zająć, dziecko staje się zaradne i samodzielne. Jako dorosły będzie niezależne od innych ludzi, aktywnie tworząc swój własny świat – choć najczęściej w izolacji od innych.

Jeżeli rodzice stale ustępują dziecku, wyrabiają w nim poczucie, że musi dominować i kontrolować – tak też będzie ono później funkcjonować w każdej innej relacji.

Jeżeli rodzice wywierają presję, forsują swoją wizję dziecka wbrew jego potrzebom, wytwarzają w nim postawę podporządkowaną, która sprawi, że także w dorosłym życiu wbrew swoim uczuciom będzie ono ustępować innym ludziom.

Jeżeli rodzice traktują swoje dziecko jak pępek świata, zawsze stawiając jego potrzeby na pierwszym miejscu, jako dorosły będzie ono tak traktować siebie w relacji z innymi.

Jeżeli swoim zachowaniem rodzice uczą lub zmuszają dziecko, żeby stawiało prawa innych ludzi ponad swoimi, w dorosłym życiu w relacjach z innymi będzie ono zapominało o sobie – tłumiło swoje uczucia, negowało swoje potrzeby.

Pierwsza relacja z opiekunami staje się wzorcem dla relacji z innymi ludźmi, wzorcem roli, jaką dorosłe już dziecko będzie pełniło w każdym „my”. Czy będzie biorcą czy dawcą, czy obsługiwanym czy obsługującym, czy będzie tworzącym i dbającym o związek czy korzystającym z niego. Zdecydują o tym zapisane w dzieciństwie automatyzmy, chyba że dana osoba je sobie uświadomi i zweryfikuje, decydując kim chce być dla innych, co chce innym dać, jaką rolę chce pełnić w relacjach.